Ogłoszenie
Studio Nagrań zostało przebudowane i uruchomione w oparciu o najnowsze dostępne skrypty phpBB. W procesie konwersji z dotychczasowej wersji ("by Przemo") mogły wystąpić drobne błędy. W przypadku dostrzeżenia jakichkolwiek nieprawidłowości proszę informować Administrację.

RecenzjeCzego teraz słuchacie

Przesłuchałeś kolejną płytę... Podoba ci się? Nie? Napisz o tym!

Moderator: fantomasz

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 523
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Re: Czego teraz słuchacie

Post #114110 autor: Depeche Gristle » 13 lut 2017, 15:09

Ostatni post z poprzedniej strony:

Kombi - Nowy Album, 2016;
*****
Style: synthpop, cold wave, synthrock, rock elektroniczny, future pop, ambient, hip hop, new age, nowa fala
Obrazek

Klincz - Kolory Muzyki, 2013;
******
Style: nowa fala, synthpop, synthrock, cold wave, postpunk, future pop, rock elektroniczny, ambient, new age
Obrazek


Nowy Album - studyjna reaktywacja zespołu Kombi po 28 latach od nagrania płyty Tabu (1988). Pretekstem do nagrania Nowego Albumu było również 40-lecie założenia kultowej polskiej syntezatorowej formacji.
Przez blisko ćwierć wieku niebytu Kombi, lider zespołu Sławek Łosowski nagrywał pod własnym nazwiskiem wspomagany przez perkusistę - swojego syna Tomka. W końcu z czasem Sławek uzupełniał skład o kolejnych muzyków, w tym o wokalistę Zbyszka Fila dysponującego mocnym soulowym wokalem przypominającym barwą i stylem Grzegorza Skawińskiego, który z kolei w 2004 podjął próbę reaktywacji Kombi, jednak bez lidera i klawiszowca zespołu Sławka Łosowskiego, co ostatecznie doprowadziło do ostrego konfliktu między artystami i powstania Kombii ze Skawińskim jako liderem i wokalistą, tylko częściowo nawiązującym do tradycji Kombi.
Tymczasem reaktywację Kombi poprzedziły wydania w 2009 roku albumu Zaczarowane Miasto i albumu Live w 2013 pod szyldem Kombi Łosowski, przywracając markę Kombi po dwóch dekadach letargu.
Nowy Album od początku zakładał nawiązanie do tradycji i brzmień z dwóch największych albumów Kombi z lat 80 - Nowy Rozdział i Kombi 4. Zresztą szata graficzna otwarcie nawiązuje do Nowego Rozdziału; brak jest co prawda na froncie okładki zdjęcia zespołu, za to dominuje prosta sztuka graficzna lat 80; duży kultowy czerwony szyld Kombi, pod którym widnieją charakterystyczne dla lat 80 świetliste pasy znane z wnętrz studiów TV, programów muzycznych i teledysków z tamtych czasów, zaś w samym środku potrójnego pasa umieszczono obok siebie przyciski "play" i "stop", na dole widnieje napis "Nowy Album" wzorowany na literach z wyświetlaczy elektronicznych kalkulatorów z lat 80, czyli tak samo jak miało to miejsce w przypadku LP Nowy Rozdział.
Wydanie Nowego Albumu opóźniła śmierć żony Sławka, zmarłej po długiej i ciężkiej chorobie, ostatecznie w 40 rocznicę powstania Kombi, 22 stycznia 2016 roku Nowy Album trafił na półki sklepowe.
Pierwszym singlem zapowiadającym, promującym i otwierającym album jest kompozycja Na Dobre Dni, o prostej i przebojowej synthpopowej strukturze silnie przypominającej największy przebój Kombi - Słodkiego Miłego Życia - z niezwykle optymistycznym przesłaniem na... ciężkie czasy.
Następne utwory kontynuują połączenie współczesności z nostalgią za latami 80, poczynając od mocnego synthpopowego Sen Za Snem łączącego analogowe brzmienia z nowoczesnymi aranżami; nieco lżejszy, za to bardziej przebojowy jest Niech Noc Połączy.
Nowy Rozdział nawiązuje brzmieniem do kultowego albumu Kombi - Nowy Rozdział; można w nim usłyszeć chyba wszystkie dźwięki największych przebojów - Słodkiego Miłego Życia, Kochać Cię Za Późno, Jej Wspomnienie, jednakże piosenka opowiada o współczesnym problemie życia w zniewoleniu przez wirtualny świat internetu.
Miłością Zmieniaj Świat jest kolejnym singlem promującym album; to przepiękna synthpopowa ballada łącząca analogowe brzmienia syntezatorów Sławka ze współczesną aranżacją. Ciekawostką jest pojawienie się partii rapowanej w wykonaniu Kuby Gołdyna.
Mocnym argumentem płyty jest kompozycja Siedem Piekieł, w której można się doszukać hybrydy stylu Depeche Mode ze stylem Kombi lat 80.
Utwór Niedopowiedzenia jest chwilą niemal całkowitego wytchnienia od brzmień Kombi lat 80; dynamiczny i energetyzujący synthpop przypomina bardziej elektroniczne oblicze New Order. To najlepszy moment płyty.
Gwinea to znów powrót do klimatów brzmień klasycznego Kombi połączonych ze współczesną aranżacją, podanych jednak w lżejszej i bardziej pogodnej formie; pojawiają się tu brzmienia rodem z Commodore 64 i afrykańskie ludowe śpiewy. Nieprzypadkowo, bowiem piosenka jest wirtualną podróżą i ucieczką do Afryki.
Jaki Jest Wolności Smak to znów mocniejszy i energiczny styl synthpopu; mocna sekcja rytmiczna i perkusyjna plus klimat klasycznego Kombi, doskonale sprawdza się w tekście odwołującym się do sprzeciwu wobec skorumpowanej, aroganckiej i autorytarnej władzy rządzącej obecnie w Polsce.
Podstawową część albumu dopełnia jedyny instrumental Słoneczny Dzień, o dziwo mało nawiązujący do brzmień klasycznego Kombi, za to przypominający dokonania Tangerine Dream z lat 90. Choć biorąc pod uwagę dotychczasowe instrumentalne kompozycje Łosowskiego z lat dwutysięcznych, taka sytuacja wcale nie musi dziwić. Utwór jest kolażem rocka elektronicznego, new age i ambientu, wreszcie też pojawiają się długie solówki gitarowe zagrane przez Wiktora Tatarka.
I już na sam koniec, żeby utrzymać nastrój klasycznego Kombi, pojawia się bonus w postaci największego przeboju zespołu, Słodkiego Miłego Życia w wersji live, zagranego w wersji nie różniącej się od oryginału z 1983 roku, nawet wokal Zbyszka Fila trudno odróżnić od wokalu Grzegorza Skawińskiego.
Nowy Album jest udanym powrotem Kombi, niemal w całości przesycony brzmieniem ulubionych syntezatorów Sławka Łosowskiego: Prophet-5 i Mini Korg 700s, i nawet jeżeli album niekiedy brzmi nawet bardziej "noworozdziałowo" od... samego Nowego Rozdziału. Świetne teksty, analogowe brzmienia połączone z nowoczesnością bronią się same. Album na czasie.


Kolory Muzyki - kompilacyjny album największych przebojów poznańskiej formacji Klincz powstałej w 1983 roku, wydany nakładem wytwórni MTJ. Od samego początku grupa inspirowała się stylem New Romantic, przenosząc go na polski grunt muzyczny. Mimo popularności New Romantic i synthpopu w latach 80 w Polsce, Klincz pozostawał w cieniu podobnych wykonawców - Kapitana Nemo, Kombi, Papa Dance, Lombardu czy Urszuli; nawet do dziś dwa jedyne studyjne albumy grupy - Gorączka (1984) i Jak Lodu Bryła (1988) - nie doczekały się wznowień CD, mimo to Klincz był jednym z najbardziej wpływowych zespołów na polskim rynku muzycznym, a składanka Kolory Muzyki stanowi ciekawy przegląd ich twórczości w formie CD.
Najbardziej na twórczość Klinczu wpłynęły przede wszystkim Ultravox, Pseudo Echo i polska punkowa scena początków lat 80, co słychać wyraźnie w takich piosenkach jak Dla Ciebie Staczam Się, Gorączka, Posłuszna Jak Automat, Jak Lodu Bryla, To Nie Do Wiary, Zadzwoń Do Nieba, Wielki Wyścig i Dziś Cofnąć Się Nie Mogę, charakteryzujące się ponurym klimatem, zimnofalowym brzmieniem i rytmicznym pulsem sekwencera uzupełnione o postpunkowe riffy gitarowe. Równe chłodne i ponure są przepiękne i przejmujące ballady: Plamy Na Słońcu i Nie Ma Ucieczki, tu też słychać silne wpływy Ultravox i Pseudo Echo.
Są też i pogodniejsze synthpopowo-nowofalowe numery: Firma Salon gier oraz, śpiewane w duecie z Urszulą, Koty i Pod latarnią.
Postpunkowo-nowofalowe oblicze mają przypominający dokonania Lombardu Słodki Doping oraz kawałek nieco w stylu Dwa Plus Jeden lat 80 Disneyland, z kolei w Dokąd, Po Co i Jak słychać wyraźny klimat Killing Joke.
Jednym z najciekawszych utworów jest kończący album instrumentalny Latarnik z mocnym pulsem sekwencera, ambientowymi i new age'owymi partiami syntezatorów połączonymi z mocną sekcją perkusji, delikatnymi latynoskimi zagrywkami gitary akustycznej i riffami syntezatora gitarowego. Kompozycja przypomina twórczość Tangerine Dream z płyt z lat 1978-83.
Entertainment Trough Pain
--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

 
TEST
Awatar użytkownika

Sublime
Stary wyga
Posty: 358
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #114114 autor: Sublime » 14 lut 2017, 17:07

https://www.youtube.com/watch?v=A7lbY-THNHc

Flying Lotus - Until The Quiet Comes

Jestem w szoku, że dopiero teraz Flying Lotus trafia mi pod ręce. No i to jest właśnie to nowe tchnienie - czas na coraz mniejsze narzekanie, tylko na rzeczywiste słuchanie. :listen:

Szczególnie ten utwór z Eryką Badu - jeśli nawet PR3 zwraca na niego uwagę, to chyba faktycznie jest coś na rzeczy...
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 523
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114133 autor: Depeche Gristle » 21 lut 2017, 0:22

Sigue Sigue Sputnik - Flaunt IT, 1986;
*****
Style: new wave, synthpop, cold wave, dark wave, industrial, experimental, postpunk, electro-blues, glam rock, funk, noise
Obrazek


Flaunt It - debiutancki album brytyjskiej formacji Sigue Sigue Sputnik założonej w 1982 roku w Londynie przez ex basistę Generation X Tony'ego Jamesa. Młody zespół uzupełniał skład na różne sposoby, m.in. za sprawą ogłoszenia w Melody Makerze pozyskano gitarzystę Neala X, z kolei wokalistę Martina Degville Tony wypatrzył w... sklepie odzieżowym w Kensington Market, gdzie chłopak przyciągnął uwagę lidera zespołu ekstrawaganckim wyglądem. Wcześniej do współpracy próbowano namówić mało znanego wtedy wokalistę Sisters Of Mercy Andrew Eldritcha - ten jednak miał inną wizję artystyczną aniżeli Tony James - oraz... Annie Lennox, której wokal nie przypadł z kolei do gustu Tony'emu. Grupa od początku szokowała wyglądem scenicznym - wymyślnymi strojami ze skór, potarganymi maskami na twarzach, sztucznymi paznokciami czy ekstrawaganckimi irokezami na głowach. Także koncerty Sigue Sigue Sputnik budziły wiele kontrowersji zachowaniem muzyków i nieprawdopodobną hałaśliwością.
Debiutancki album grupy, zatytułowany Flaunt It, którego współproducentem był legendarny Giorgio Moroder ukazał się w marcu 1986 roku.
Album otwiera singiel i zarazem największy przebój grupy Love Missile F1-11 (Re-Recording Part II) z mocnym, dynamicznym i industrialnym pulsem sekwencera ( co jest cechą charakterystyczną dla wykonawców i zespołów współpracujących z Moroderem), punkowymi riffami gitarowymi, nowofalowym wokalem i efektami samplerskimi z przetwarzaniem wokalu i muzyki oraz wstecznymi taśmami.
Bardzo podobną strukturę zachowują również utwory Sex-Bomb-Boogie i 21st Century Boy.
Jedną z najciekawszych kompozycji jest przesycona analogowymi brzmieniami, rodem z komputera Atari, industrialna ballada Atari Baby z przejmującym wokalem Martina Degville.
W dynamicznym synthpopowym Rockit Miss U·S·A sekwencerowy puls jest znacznie subtelniejszy i wyciszony, za to numer przesycony jest muzycznie i wokalnie wpływem Suicide, nie brakuje tu też mocnych riffów gitarowych.
Massive Retaliation jest z kolei mroczniejszym momentem łączącym industrial z brzmieniami przypominającymi dokonania Sisters Of Mercy, New Order i Psyche. I jak zwykle nie brak jest tu ostrych glam rockowych riffów gitary, obecne są też samplowane wstawki w stylu Malcolma McLarena.
Teenage Thunder to kolejny dynamiczny synthpopowy numer, w którym muzycznie i wokalnie słychać wpływy Suicide. Tym razem motywy gitarowe są bluesowe, w tle zaś - funkowe.
Zamykający album utwór She's My Man jest już ewidentną hybrydą synthpopu z glam rockiem w stylu amerykańskim, oprawioną ostrymi riffami gitary i wokalem przypominającym stylem Billy'ego Idola.
Praktycznie każdy utwór na płycie poprzedzają i kończą interludia w postaci udziwnionych dźingli reklamowych skomponowanych dla firmy L'Oréal, i-D magazine czy NeTWork 21.
Sigue Sigue Sputnik debiutował z albumem Flaunt It, podobnie jak Pet Shop Boys z albumem Please w tym samym 1986 roku - u schyłku popularności synthpopu; obie formacje odniosły w debiucie ogromny sukces komercyjny, jednakże to Pet Shop Boys z o wiele prostszą formą przekazu przez następne dekady kontynuowali karierę na światowych listach przebojów, natomiast Sigue Sigue Sputnik ze znacznie trudniejszą i ambitniejszą muzyką, mimo wydania w 1988 roku albumu Dress for Excess nie powtórzyli już sukcesu pierwszej płyty, zaś sam zespół wielokrotnie potem zawieszał i wznawiał działalność.
Niewątpliwie jednak Sigue Sigue Sputnik pozostawili po sobie jeden z najważniejszych albumów lat 80 - Flaunt It - z wielkimi przebojami Love Missile F1-11, Atari Baby, Sex-Bomb-Boogie i 21st Century Boy.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 523
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114152 autor: Depeche Gristle » 27 lut 2017, 22:15

Super Girl Romantic Boys - Miłość Z Tamtych Lat, 2013;
******
Style: nowa fala, synthpop, future pop, cold wave, industrial, postpunk, experimental
Obrazek


Miłość Z Tamtych Lat - debiutancki retro-album warszawskiej formacji Super Girl Romantic Boys, powstałej na fali nostalgii za dekadą lat 80 i powrotu wielkiej popularności syntezatorowych brzmień lat 80 jaka nastąpiła pod koniec lat 90, zespół powstał w Warszawie w 1998 roku z inicjatywy muzyków undergroundowej sceny punkowej Konstantego Usenki i Ewy Malinowskiej.
SGRB od początku charakteryzowali się wymyślnym i ekstrawaganckim image'em; makijażami, brokatem, nietypowymi fryzurami i strojami nawiązującymi do buntu brytyjskiej Nowej Fali początku lat 80. Zespół szybko zyskał popularność dając serię koncertów zarówno w kraju, jak i w Niemczech, Holandii czy Rosji i na Białorusi, stając się czołowym przedstawicielem polskiej sceny Electro Clash.
Na brzmienie SGRB największy wpływ wywarł przede wszystkim brytyjski The Human League, ponadto słychać tu wpływy Cabaret Voltaire, Fada Gadgeta, Soft Cell, Suicide i Depeche Mode, które zostały połączone z rodzimymi synthpopowymi wpływami zespołów Kombi, Kapitana Nemo, Klincz, Dwa Plus Jeden czy Franka Kimono.
Ogromną popularność zespół zyskał w 2002 roku za sprawą wielkiego przeboju Spokój, którego teledysk promowany był przez MTV, zaś sam utwór znalazł się na składance Disco Chaos – Nowa Fala 2002, zawierającej nagrania polskiej sceny Electro Clash, ponadto kawałek wykorzystany został jako podkład muzyczny w filmach "Jak to się robi z dziewczynami" oraz "Człowiek z reklamówką'.
W roku 2003 SGRB ukończyli swój premierowy materiał studyjny, jednakże konflikt z wytwórnią SP Records spowodował wstrzymanie wydania albumu na całą dekadę, a zespół w międzyczasie, kilkukrotnie zmieniając skład, po serii koncertów i udziałach w programach TV (m.in. w stacjach Polsat, MTV i TVP Kultura) po konflikcie między Kostją i Ewą w 2006 roku został rozwiązany. Reaktywował się co prawda dwa lata później, na swoje dziesięciolecie, dając dużą trasę koncertową, jednak do powrotu Super Girl Romantic Boys trzeba było czekać aż do wygaśnięcia kontraktu z wytwórnią SP Records w 2013 roku, po dekadzie od dokonania nagrań, nakładem niezależnej wytwórni Antena Krzyku, ukazał się album Miłość Z Tamtych Lat uzupełniony o nagrania z lat 2004-06 i zupełnie premierowe, nastąpiła też pełna reaktywacja zespołu.
Instrumentalny Dworzec Zachodni jest stacją początkową albumu Miłość Z Tamtych Lat, która zabiera słuchacza w retrospektywną podróż w zarówno siermiężny PRL, jak i w klimat oldschoolowych brzmień syntezatorów z epoki: Cassio i Yamaha. Sam utwór brzmi, jakby wprost został wyjęty z kultowego albumu The Human League - Dare (1981), tylko odległy riff gitary zdradza iż mamy do czynienia nie z zespołem z Sheffield, a z Warszawy.
Większość piosenek jest oparta na prostej strukturze synthpopu opartego na szybkim rytmie archaicznego automatu perkusyjnego, dynamicznym pulsie sekwencera, retrospektywnych przebojowych melodiach z silnym wpływem The Human League i Fada Gadgeta uzupełnionych o nowofalowe riffy gitary w roli ozdobnika, zaś damsko-męskie wokale występują w formie duetów, bądź tworzą chóry. Na takiej właśnie strukturze oparte są kompozycje Zimny Dzień, Podaj Mi Rękę W Zoo, Szkło, Chmura (wręcz uderzające podobieństwo do utworu The Human League I Love You Too Much z albumu Hysteria, 1984) oraz Miasto Nie Żyje. W podobnym tonie utrzymane są też największe przeboje zespołu, w tym Spokój, Na Pętli Znów i Klub SS, wszystkie te kompozycje prezentują mocno future popowy charakter brytyjskiej sceny synthpopowej początków lat 80 połączony z klimatami (głównie w tekstach i wokalach) polskiej nowej fali i synthpopu lat 80.
Inny przebój SGRB Koma stanowi hybrydę cold wave i new wave oraz brzmień Cabaret Voltaire z brzmieniami Kombi.
Instrumentalny Dworzec Wschodni z eksperymentalną introdukcją przechodzi w klimat nieco rodem z instrumentalnego kawałka Big Muff z debiutanckiej płyty Depeche Mode - Speak & Spell (1981).
W utworze AGD synthpopowy klimat Soft Cell zderza się z klimatem PRL-u okiem Dwa Plus Jeden i Franka Kimono.
Syreny to bodaj w ogóle najlepszy numer albumu z klimatem synthpopu i future popu, w którym mieszają się style Od Fada Gadgeta, przez Human League, Soft Cell i Depeche Mode, po Suicide, które łączą się z klasycznie punkowym klimatem polskiej nowej fali lat 80 wyraźnie słyszalnej w śpiewie Kostii, co musi budzić należny respekt.
Równie świetnym momentem albumu jest numer Płyty; zimna fala łączy się tu z industrialem i future popem, do tego dochodzi mocny punkowy wokal Kostii; piosenka mocno przypomina dokonania Fada Gadgeta.
Całość kończy Mam Jeszcze 3 Życia, utwór w klimacie futurystycznych gier na Atari i Commodore 64, stanowiący mieszankę synthpopu, future popu, a nawet wczesnego house'u.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 523
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114192 autor: Depeche Gristle » 13 mar 2017, 15:29

Orchestral Manoeuvres in the Dark - Navigation The OMD B-Sides, 2001;
*****
Style: new wave, synthpop, cold wave, dark wave, future pop, synthrock, experimental, industrial, pop psychodeliczny, ambient, minimal, jazz, soul, trip-hop, funk, electro blues, rock symfoniczny
Obrazek


Navigation: The OMD B-Sides - kompilacyjny album grupy Orchestral Manoeuvres in the Dark wydany 14 maja 2001, zawierający niealbumowe utwory (głównie strony B singli) z lat 1979-91, biorąc po uwagę, że OMD wyjątkowo poważnie traktowali drugie połowy swoich singli, album jest zbiorem prawdziwych, często mało znanych nawet przez fanów zespołu, rarytasów. Szczególną wartość artystyczną posiadają utwory z wczesnego okresu działalności zespołu z lat 1979-83.
Album otwiera utwór... albumowy - Almost - będący jednak stroną B singla Electricity; we wczesnej wersji z 1979 roku Almost brzmi bardziej surowo od wersji albumowej.
Dalszy zestaw prezentuje kompozycje bardziej wyrafinowane, na których zespół odważniej eksperymentuje, względem materiału z ówczesnych albumów, z rzadkim w przypadku OMD industrialem lub stawiając na znacznie mroczniejszy klimat, buduje klimat chłodu i mroku. Bodaj najlepszym numerem płyty jest depresyjny i schizofreniczny I Betray My Friends, w którym słychać wpływy wczesnego Cabaret Voltaire i Throbbing Gristle.
Równie ciekawym numerem o bardzo przebojowym charakterze jest Waiting for the Man z repertuaru The Velvet Underground, utrzymany w stylistyce podobnej do Electricity i Messages, nie wiedzieć czemu nie znalazł się on w podstawowej setliście debiutanckiego albumu OMD, gdzie zapewne stałby się - obok wspomnianych songów - trzecim przebojem albumu.
Przykładem mrocznej, depresyjnej i chłodnej elektroniki jakiej nie brakowało na czterech pierwszych albumach OMD z lat 1980-83 są: Annex z silnymi wpływami Kraftwerk (Ralf & Florian, Radio Activity), mroczny i future popowy zarazem Sacred Heart, psychodeliczny The Romance of the Telescope, zimnofalowy Navigation, od którego tytuł zaczerpnął cały album oraz mroczny 4–Neu z partiami fortepianowymi i depresyjnymi przetworzonymi jękami w tle.
Warte uwagi są też kompozycje instrumentalne; chłodny i minimalistyczny 66 & Fading oraz industrialno-eksperymentalny (The Angels Keep Turning) The Wheels of the Universe zamykający album.
Nie mniej ciekawa jest dalsza część albumu zawierająca twórczość z lat 1984-91, z czego najlepszy jest Her Body in My Soul mocno przypominający dokonania Depeche Mode z płyt Construction Time Again i Some Great Reward (oraz B-side'ów pochodzących z nich singli).
The Avenue jest balladą w klimacie wczesnego OMD, którego sekcję rytmiczną stanowi wolno poruszający się skład kolejowy.
Garden City przypomina klimaty New Order z przeboju Blue Monday, z kolei chłodne Concrete Hands i Firegun są typowymi przykładami brzmienia OMD z płyt The Pacific Age i Crush i obie piosenki śmiało mogłyby znaleźć się w podstawowej setliście którejś z nich.
This Town nawiązuje do stylistyki La Femme Accident, gdzie dominuje tradycyjne instrumentarium i smyczki. W utworze słychać wpływy jazzu, bluesa i rocka symfonicznego.
Gravity Never Failed jest powrotem do brzmień z Organisation i Architetcure & Morality, zaś będący fuzją brzmień klasycznego OMD z Elektric Music (projekt Karla Bartosa) Burning to numer, który zasługuje, by być w podstawowej setliście albumu Sugar Tax, którego byłby znacznym uatrakcyjnieniem. Inna piosenka z tego okresu - Sugar Tax - mimo tytułu nie weszła do podstawowego składu albumu Sgar Tax. Kawałek ten łączy trip hopowy rytm z klimatem soulu.
Początek lat 2000 był dla OMD i ich fanów okresem posuchy, fani czekali już pięć lat na kolejny studyjny album (a mieli poczekać jeszcze dziewięć!), zespół w zasadzie nie istniał, jednakże album Navigation: The OMD B-Sides w zupełności wynagradzał fanom brak twórczej aktywności OMD w tamtym okresie.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 523
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114194 autor: Depeche Gristle » 22 mar 2017, 1:24

Düsseldorf - Live Re / Actions, 2016;
******
Style: nowa fala, synthpop, rock industrialny, rock eksperymentalny, dark ambient, rock elektroniczny, ebm, neofolk, cold wave, dark wave, noise, postpunk, future pop, minimal
Obrazek


Live RE/Actions - wydawnictwo koncertowe kultowego polskiego industrialno-eksperymentalnego katowickiego bandu Düsseldorf, zawierające materiał z kilku występów z lat 2014-15 i zmasterowane w jedną całość w formie pojedynczego misterium jako album koncertowy, krążek miał swoją premierę 1 kwietnia 2016 roku.
Od blisko 30 lat od powstania i działalności w latach 1989-93, a potem od czasu reaktywacji w 2011 roku, Düsseldorf zaistniał przede wszystkim na gruncie koncertowym, w międzyczasie w 2011 roku ukazał się album kompilacyjny częściowo zawierający materiał studyjny z lat 1989-93.
Live Re/Actions w przeważającej większości jest retrospektywą najbardziej kultowych utworów zespołu, którego podstawowy skład - Adam Białoń (wokal) i Adam Radecki (klawisze) - wzmocnił trzeci muzyk, odpowiedzialny za sample i efekty dźwiękowe frontman katowickiego elektro-industrialnego C.H. District Mirosław Matyasik.
Album rozpoczyna się występem we wrocławskim klubie Liverpool 9. 11. 2014 roku (w ramach Wrocław Industrial Festiwal), w postaci eksperymentalnego performance'u Projekcja, będącym hołdem dla dadaizmu - ruchu artystycznych aktywistów z pierwszych dekad XX wieku, których główną cechą była wolność twórcza, awangarda, improwizacja i groteska, co silnie uwidocznione jest w hipnotycznym ciągu brzmień klawiszowych, industrialnym pulsie sekwencera i w podkreślanej zwielokrotnionymi echami narracji Adama Białonia.
Królewska Huta (Warszawa, klub Fugazi, 26.09.2015) jest żywym przykładem grania industrialnego, które w formie muzyki przypominającej dokonania D.A.F.-u, Der Plan i Die Krupps uzmysławia świat górnośląskich hut, fabryk i kopalń odzwierciedlonych w motorycznym i transującym proto-punkowym pulsie automatu perkusyjnego i mocnym basie, w kakofonii chaotycznych dźwięków i wykrzyczanej niczym mantra sekwencji wokalisty "dymy, kopalnie, huty i stal - człowiek-maszyna, człowiek-maszyna", co przypomina o niekończącej się zależności współczesnego społeczeństwa od przemysłu i maszyn.
D.P.B. (DEUTSCHLAND PUNK BASS - klub Fugazi, Warszawa), jest kompozycją łączącą polską nową falę lat 80 z synthpopem w klimatach bliskich Psyche. Zwraca uwagę brak riffów gitarowych obecnych w tej kompozycji w wersji z konća lat 80, jednakże utwór zachowuje swój rockowy pazur, poprzez wzmocniony punkowy beat i mocny puls basów.
Last Brodcast (14.11.2015, klub Gosit, Zawadzkie) jest jedną z premierowych kompozycji tria. Instrumentalny utwór łączy w sobie klimaty wczesnego The Human League, Cabaret Voltaire i Tangerine Dream. To hybryda rocka elektronicznego z industrialem.
Wodospady (klub Fugazi, Warszawa) to kolejna fuzja polskiej nowej fali z synthpopem, w którym słychać echa twórczości Psyche, Kraftwerk i Kombi.
Jaskrawe Kolory (klub Liverpool, Wrocław), utwór, którego początki sięgają jeszcze wcześniejszego okresu sprzed Düsseldorf - poprzedniego zespołu muzyków - Nowy Horyzont, odwołuje się stylem do polskiej sceny punkrockowej lat 80, zaś muzycznie bardzo silne są tu wpływy nurtu neue deutsche welle spod znaku Der Plan, Die Krupps i D.A.F.
Rudnik (21.06.2015, Polin, Warszawa), to najbardziej niesamowity moment płyty. Całkowicie eksperymentalny utwór został skomponowany na specjalny występ poświęcony dokonaniom prekursora polskiej muzyki elektronicznej Eugeniusza Rudnika, zaś pomysłodawcą przedsięwzięcia był właściciel wytwórni Requiem Records Łukasz Pawlak.
Muzycznie utwór jest podróżą w przełom lat 60 i 70, wprost do eksperymentalnej elektroniki z epoki, słychać tu eksperymenty z samplami, wykorzystano też taśmy z głosem Eugeniusza Rudnika, dla którego twórczości ten utwór jest hołdem.
Potega Ludu (3.10.2015, klub Dom, Łódź), to jedna z klasycznych pozycji w dorobku Düsseldorf i zarazem jedna z najstarszych polskich kompozycji EBM, pierwotnie śpiewana przez Marcina Jasińskiego (na krótko będącego wokalistą Düsseldorf w 1993 roku), jednakże o wiele cięższy i ochrypły wokal Adama Białonia po prostu miażdży studyjną wersję poprzednika. Sam utwór utrzymany jest w stylistyce Font Line Assembly. Utwór opatrzony jest samplami z kultowych polskich filmów, niesie ze sobą moc i niszczy system.
Dlaczego (klub Fugazi, Warszawa), to kolejny utwór, którego początki sięgają Nowego Horyzontu; mocno zmieniony względem wersji z lat 80, zachowany jest jednak silny wpływ polskiej nowej fali - w szczególności Siekiery, muzycznie zaś słychać klimaty Depeche Mode i Front 242. Numer jest wyjątkowo smutny, odnoszący się do motta całego albumu: "W głębi serca nosimy smutek i gniew, który przeradza się w muzykę..."
Neofolkowy Judentanz (klub Liverpool, Wrocław) jest bardzo bliski wersji z lat 80; zimnofalowy synthpop łączy się tu z judaistycznymi wokalizami Adama Białonia, na zakończenie pojawia się jednak interlude, zasypujące publiczność gradem noise'owych dźwięków.
Judentanz wcale nie kończy albumu, bowiem pojawia się jeszcze jedna króciutka ukryta kompozycja bez tytułu, z muzycznym podkładem w klimacie Kraftwerk i głosem wokalisty informującym o najbliższych planach zespołu, w tym o pracach nad pierwszym albumem studyjnym Düsseldorf. Zapowiedź ta brzmi niezwykle zachęcająco, wypada więc niecierpliwie wyczekiwać pierwszego studyjnego albumu Düsseldorf, sięgając w międzyczasie po jeden z najbardziej ciekawych i udanych albumów koncertowych w historii polskiej muzyki syntezatorowej - Düsseldorf - Live Re/Actions.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 523
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114197 autor: Depeche Gristle » 27 mar 2017, 21:01

Wallenstein - Cosmic Century, 1973;
******
Style: krautrock, rock progresywny, rock symfoniczny, jazz-rock, funk, rock elektroniczny, soul, blues-rock, cold wave
Obrazek


Cosmic Century - trzeci album studyjny niemieckiej formacji krautrockowej Wallenstein, założonej w 1971 roku przez klawiszowca i wokalistę oraz studenta Akademii Sztuk Pięknych w Düsseldorfie, Jürgena Dollase.
W pierwszej połowie dekady lat 70 XX wieku wśród awangardowych zespołów niemieckich ogromną popularność zyskała tematyka kosmosu, obecna w muzyce i w tekstach; muzyka krautrockowa zyskała miano Kosmische Musik, którą w tamtych czasach wykonywały zespoły i wykonawcy pokroju Tangerine Dream, Ash Ra Tempel, Klaus Schulze, Cluster, Harmonia, Popol Vuh, Can czy Kraftwerk. Wallenstein jednakże o wiele bardziej - mimo niemieckojęzycznej nazwy - przypominał zespół brytyjskiej sceny prog-rockowej; muzyka grupy bardziej oscylowała w stylu King Crimson, Pink Folyd, Emerson, Lake & Palmer czy Soft Machine aniżeli wspomnianych niemieckich zespołów krautrockowych, chociaż typowo niemiecką cechą Wallenstein pozostały względnie oszczędne wokale, nad którymi zdecydowanie przeważała muzyka, co było raczej typową cechą dla wykonawców z nurtu krautrocka.
Wydany w 1973 album Cosmic Century ma zatem dość mylny tytuł, bowiem - poza niewielkim epizodem - w zasadzie brak tu jest odwołań do muzyki kosmicznej. Album składa się z dwóch części; strona A albumu jest w klimacie symfoniczno-funkowo-jazzowym, zaś strona B jest stricte prog-rockowa.
Album otwiera blisko 10-minutowy rozbudowany i przechodzący trzy etapy Rory Blanchford; utwór rozwija się od fortepianowo-smyczkowego interlude przechodząc w struktury funkującego jazz-rocka z rozbudowanymi i przenikającymi się partiami fortepianu i skrzypiec, uzupełnianymi niekiedy o Hendrixowskie riffy gitary. Cały instrumentalny etap trwa ponad pięć minut, zakończony przez wyciszające stopniowo partie fortepianu, budujące klimat rodem z Ryszarda Wagnera; utwór przechodzi w etap wokalny; wokal Dollase'a charakteryzuje się tu łagodną i ciepłą barwą głosu pieśniarza z epoki baroku; utwór stopniowo nabiera rozpędu, by znów zwolnić do formy barokowej pieśni i znowu przyśpieszyć do klimatu charakterystycznego dla Pink Floyd czy King Crimson. Etap końcowy utworu jest mocno prog-rockowo - symfoniczny, zaś utwór wyciszają delikatne partie fortepianu i niezwykle smutny wokal Dollase'a.
Krótki, nieco ponad dwuminutowy instrumentalny utwór Grand Piano w całości - i wyłącznie - zagrany jest na fortepianie; słychać tu wyraźne wpływy i inspiracje muzyką poważną Jürgena Dollase'a.
Silver Arms oparty jest na podobnej, symfoniczno-funkowo-jazzowej strukturze, co utwór otwierający - Rory Blanchford.
Blisko 10-minutowy Silver Arms rozpoczyna ponad 4-minutowy jazz-rockowo-symfoniczny instrumentalny wstęp (poprzedzony potężną bluesową zagrywką gitary basowej) z funkującą sekcją perkusyjną, utwór rozkręca się klimatem fortepianowo-smyczkowym, po czym brzmienia fortepianowe zaczynają wyraźnie dominować, pojawiają się też partie syntezatorowe i organowe uzupełnione w pewnym momencie Hendrixowskim riffem gitary. I podobnie jak poprzednio, tym razem w czwartej minucie utwór uspokaja się, pozostaje jedynie sekcja fortepianu i pojawia się epizod wokalny, w którym wokal Jürgena Dollase'a nabiera niezwykle smutnego charakteru, przypominając do złudzenia wokal Erica Claptona; rytm powoli rozkręca funkująca perkusja i fortepianowy podkład uzupełniany o przeciągłe riffy gitarowe i dźwięki fletu w tle. Utwór znów przechodzi w etap instrumentalny rocka symfonicznego z prog-rockową sekcją perkusji, tym razem partie syntezatorowe dominują na równi wraz z partiami fortepianu uzupełnianymi o riffy gitarowe w tle.
The Marvellous Child rozpoczyna jedyny wspomniany wcześniej epizod muzyki kosmicznej - minutowy wstęp analogowych dźwięków zagranych na syntezatorze, po czym utwór przechodzi w klasyczny schemat rocka progresywnego z dominującą rolą fortepianu wspomaganego przez syntezator. Najciekawiej robi się jednak, kiedy w samym środku kompozycja nagle zwalnia i pojawia się epizod wokalny; wokal Jürgena Dollase'a był tu zapewne inspiracją dla Midge'a Ure'a i Ultravox w latach 80, podobieństwo wokalu Dollase'a do wokalu Mige'a Ure'a jest tu niemal uderzające. Drugim niesamowitym elementem tej części kompozycji jest pojawienie częściowo elektronicznej perkusji, dzięki czemu na ten krótki epizod utwór zyskuje popowy, nieco soulowy charakter. Minutowy popowy epizod wokalny znowu przechodzi w etap klasycznego rocka progresywnego, z dominującą rolą jazzujących klawiszy i już marginalną rolą syntezatora, całość uzupełniają gitarowe przytłumione riffy w tle.
Najbardziej wokalny utwór Song Of Wire przypomina dokonania Pink Floyd, Cream, King Crimson czy Emerson, Lake & Palmer, ale także... Can, głównie w dramatyzującej warstwie wokalnej Jürgena Dollase'a. Utwór przechodzi od spokojnego prog-rocka z dominacją fortepianu, po ciężkie uderzenia z Mellotronem w tle i chóralnymi śpiewami, po czym utwór znów łagodnieje, nabierając nieznacznych cech symfonicznych, by znów powtórzyć schemat z pierwszej części utworu z łagodnym prog-rockiem i dramatyzującym wokalem, znowu przechodząc w cięższe uderzenie, jednak już bez chóralnych śpiewów, za to z wiodącą rolą Mellotronu wspomaganego przez przytłumione riffy gitary w tle w finale utworu.
Album kończy finałowy instrumentalny motyw przewodni płyty - The Cosmic Couriers Meet South Philly Willy - którego tytuł jest oczywiście mylący, bowiem, jest to kompozycja klasycznie prog-rockowa z elementami jazz-rocka, w której - jako jedynej kompozycji płyty - główną melodie tworzy bluesujący i Hendrixowski riff gitarowy, zaś fortepian i klawisze stanowią tło budujące napęd tej najpogodniejszej na albumie kompozycji, będące na równi prog-rockową sekcją perkusyjną utworu.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 523
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114206 autor: Depeche Gristle » 03 kwie 2017, 20:28

John Foxx - Modern Art / The Best Of John Foxx, 2001;
*****
Style: new wave, synthpop, future pop, cold wave, postpunk, synthrock, industrial, ambient
Obrazek

Fancy And Band - Blue Planet Zikastar, 1995;
******
Style: synthpop, electro pop, glam rock, italo disco, future pop, cold wave, house, rock symfoniczny, neofolk, ambient, new wave
Obrazek


Modern Art - the Best of John Foxx - wydana w 2001 roku kompilacja singlowych utworów Johna Foxxa, wokalisty i współzałożyciela legendarnego zespołu new romantic Ultravox, w którym występował w latach 1974-79 i, z którym nie dane było artyście osiągnąć znaczącego sukcesu komercyjnego, nie mogąc się jednocześnie wykazać niezależnością twórczą i brakiem porozumienia z pozostałymi muzykami zespołu w kwestii dalszej twórczości Ultravox, John Foxx w 1979 roku rozpoczyna karierę solową, stając się tym samym w latach 80, wraz z Garym Numanem i Thomasem Dolby'm, brytyjskim "samotnym bardem synthpopu". Mimo opuszczenia macierzystego zespołu, twórczość Ultravox, w szczególności ta z okresu albumu Systems of Romance (1978) miała ogromny wpływ na twórczość Jhonna Foxxa, zwłaszcza w latach 80, co słychać już w pierwszym numerze kompilacji, future popowym, przypominającym też stylem wczesny The Human League singlu Underpass; podobny future-popowo-synthpopowy klimat prezentują No-One Driving, 20th Century z wpływami twórczości The Normal, Burning Car (w którym słychać mieszankę stylów z Systems of Romance i utworu Mr. X z płyty Vienna, pierwszego albumu Ultravox bez udziału Johna Foxxa), zaś piosenki o postpunkowym zabarwieniu: Miles Away, Dancing Like A Gun i Endlessly brzmią, jakby wprost wyjęte zostały z albumu Systems of Romance.
Europe After The Rain i Stars On Fire o pogodniejszym charakterze budzą skojarzenia z twórczością szwedzkiego Secret Service, z kolei niebagatelny wpływ na twórczość OMD na płytach Junk Culture i Crush musiały wywrzeć utwory Your Dress i Like A Miracle. Odwrotnie zaś, inspiracje twórczością OMD słychać w kompozycji Enter The Angel.
Od bardziej chłodnego i mrocznego stylu John Foxx nie stronił w latach 90, czego przykładem jest dark-ambientowy, niemal sakralny Sunset Rising.
Kompozycja The Noise stanowi hybrydę uderzenia The Prodigy z future-popowymi brzmieniami w stylu The Human League.
Nightlife, prawdopodobnie najlepszy numer kompilacji, to nieustannie pulsujący transowy beat automatu perkusyjnego stanowiący sekcję rytmiczną utworu będącego hybrydą zimnej fali i synthpopu z silnymi wpływami twórczości Kraftwerk. Strofę stanowi chłodna melodeklamacja, zaś minimalistycznym refrenem jest przetworzone i śpiewane przez vocoder słowo "Nigh-tlife", co w efekcie daje efekt przypominający klimaty z albumu Trans - Europe Express zespołu Kraftwerk.
Shifting City jest jednym z względnie rzadkich u Johnna Foxxa zwrotów w kierunku industrialu; słychać też tu wpływy brzmieniowe Depeche Mode i Moby'ego.
Całość dopełniają dwa future-popowe rarytasy z 1980 roku, dostępne wcześniej jedynie w bardzo ograniczonym nakładzie na flexi-dysku i 7-calówce My Face i He's A Liquid.


Blue Planet Zikastar - wydany w 1995 roku album Fancy'ego, który w latach 80, sprzedając dziesiątki milionów egzemplarzy swoich płyt, osiągnął status gwiazdy Italo Disco.
W początkach lat 90 nastała moda na Eurodance i Hip-Hop, w kierunku których zwrócił się również Fancy, jednakże w 1995 roku artysta postanowił rozszerzyć swoje zainteresowania muzyczne, zwracając się ku brzmieniom gitarowym i alternatywnym, skompletował muzyków sesyjnych i pod szyldem Fancy and Band zdecydował się wydać bardziej ambitny materiał o charakterze koncept-albumu traktującego zarówno o uczuciach, jak i kosmosie i miejsca w nim cywilizacji.
Zapowiedzią dobrej zmiany w twórczości Fancy'ego jest otwierający album quasi-utwór In The Shadows Of The Night, będący w niespotykanym dotąd u Fancy'ego stylu rocka symfonicznego, który jest przepiękną balladą wprowadzającą w klimat albumu, i - jak się potem okaże w finale - idealnie kończącą album (Reprise).
Tytułowy Blue Planet zaskakuje całkowitym odejściem od stylów Italo Disco, Eurodance i ogólnie od brzmienia lat 80; utwór zachwyca chłodnym dark-ambientowym i Jarre'owskim brzmieniem oraz silnym rytmem w stylu Yello lat 90; również niski i głęboki wokal-deklamacja w stylu Dietera Meiera upodabniają utwór do twórczości Yello z płyty Zebra.
Prince Of Darkness to z kolei połączenie starego z nowym; klimatu wielkiego przeboju lat 80 Fancy'ego Flames of Love ze stylem Pet Shop Boys z płyty Very. Kawałek jest największym przebojem płyty i jednym z największych przebojów w dorobku Fancy'ego.
Kompletnym zaskoczeniem i szokiem dla fanów Fancy'ego był Moonchild, w którym artysta po raz pierwszy wymienia instrumentarium na rockowe - gitary, bass, żywe bębny - utwór jest w klimacie glam rocka lat 80, podobnie jak następny, ciepły i przebojowy ale z rockowym uderzeniem Again & Again - You Believe In Love (utwór jest jeszcze w formie bonusowej z syntezatorowym interlude na końcu), ciepło przyjęty przez fanów również stał się przebojem. Innym numerem w tym samym glam rockowym ciepłym klimacie jest I Can Give You Love.
Kompozycje Live My Life i Human Lover są przykładami nowoczesnego electro-popu charakteryzującego się w latach 90 utanecznionym rytmem w stylu house.
Jeden z najbardziej niesamowitych momentów albumu stanowi neofolkowa kompozycja Sarmoti (Siegfried And Roy - Master Of The Impossible), przypominająca popularne w tamtych czasach dokonania zespołów Enigma i Era, z chóralno-sakralnymi wokalizami, głęboką narracją, monumentalną melodią i ludowymi zagrywkami na flecie i cytrze.
Niezwykle pogodny i taneczny Fly Away przypomina taneczne numery Pet Shop Boys z płyty Very, zaś cięższy i nieco bardziej ponury, choć równie taneczny Vanity Fair, z charakterystycznymi partiami saksofonu, basowego jest kompozycją house'wą w klimatach Cabaret Voltaire i The Beloved z początków lat 90.
Jest też i głęboki ukłon w stronę starych fanów Fancy'ego; miłośników italo disco nie mają prawa zawieść numery w klasycznej postaci tego nurtu - Out Of My Mission i bardziej future-popowy Magic.
Reach Out For The Stars przypomina zimnofalowo-gitarowe dokonania New Order i The Cure lat 80, zaś The Big Dust kojarzy się dość mocno z synthpopowym obliczem New Order lat 80.
Blue Planet Zikastar, dzięki rozszerzeniu swych horyzontów na nowe gatunki muzyczne, bardziej rozbudowane spektrum instrumentów, koncepcyjny charakter i wyraźną dojrzałość twórczą, jest najlepszym albumem w dorobku Fancy'ego.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Stary wyga
Posty: 358
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #114210 autor: Sublime » 08 kwie 2017, 20:04

Tangerine Dream - Rockoon

Po dłuższym czasie postanowiłem się przełamać i zaczynam sięgać po TD z lat 90', które w tamtym okresie przypominało składem bardziej Kelly Family niż awangardowy zespół elektroniczny. Jest 1992 rok, Mandarynki są już w miarę rozpoznawalnym zespołem, choć są po fali sporych zmian w składzie i wydaniu masy średnich płyt, jakie w tamtym okresie wychodziły (choćby ta najgorsza z nich, Lily On The Beach). Co mogli zaprezentować tutaj?

Płytkę mógłbym krótko podsumować jako mierniejszą kopię Melrose, z jeszcze bardziej banalnym brzmieniem i jeszcze prostszymi kompozycjami. Nie zdziwiłbym się, gdyby jakaś polska stacja nie wykorzystywała tej muzyki jako podkład do różnorakich plansz czy programów dnia - nie jest to specjalnie trudna w odbiorze muzyka. A całość zaczyna się od jednego z gorszych utworów otwierających płytę, jaki kiedykolwiek słyszałem. Podobnie pozytywne wrażenia suną się za nami do połowy płyty, ale od Lifted Veil coś zaczyna się rzeczywiście dziać. I to dziać pozytywnie. Obok trochę banalniejszych i bardziej "emocjonalnych" utworków jak wcześniej wspomniany czy Body Corporate (ale mimo wszystko dość dobrych) pojawiają się dwa rzeczywiście dobre. Mimo brzmienia średniej jakości bronią się znakomicie. Penguin Reference to chwytliwy i odrobinę wiejący komercją utwór, który broni się właśnie swoją lekkością i melodią. Z kolei utwór tytułowy na pewno byłby jednym z lepszych utworów TD od czasu Underwater Sunlight, gdyby użyto m.in. rzeczywistej perkusji. Mimo tego jest to kawałek solidnego grania (i to naprawdę dobrze przemyślanego) z porcją solówki gitarowej, która wreszcie jest warta uwagi.

Dzięki tak beznadziejnemu brzmieniu całej płyty na wyrazistości zyskują partie saksofonowe, które też górują nad resztą materiału. Całość kończy Girls On Broadway, na którym najmocniej odciśnięto efekty komponowania banalnej muzyki filmowej. Na pewno całość nie jest najwyższych lotów, ale jest warta odsłuchania. Nie jest to specjalnie wysublimowana muzyka, ale na szczęście nie jest to też taki koszmarek, jak go na tym forum już określono.
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 523
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114249 autor: Depeche Gristle » 02 maja 2017, 22:57

Yello - Zebra, 1994:
*****
Style: neue deutsche welle, house, electro pop, synthpop, jazz, cold wave,
ambient, neofolk, electro, reggae

Obrazek


Zebra - ósmy studyjny album legendarnej szwajcarskiej formacji Yello, wydany 17 października 1994 roku, w erze zmierzchu nurtu Grunge i dominacji techno i Euro Dance, w erze, w której, mimo sporej ówczesnej niechęci do brzmień lat 80, doskonale odnajdywały się z nowymi pomysłami gwiazdy synthpopu lat 80 - m.in. Depeche Mode, New Order, OMD, Pet Shop Boys, a także Yello.
W odróżnieniu od zdominowanej przez klimaty latino, jazzu, bluesa i bossa novy płyty Baby (1991), albumem Zebra Yello bierze - wzorem Pet Shop Boys i Cabaret Voltaire - zdecydowany kurs na nowoczesną elektronikę i będący w połowie lat 90 w apogeum popularności styl house, doskonale odnajdując się w tych klimatach, co dowodzi o szerokim rozeznaniu na rynku house'owym kompozytora Borisa Blanka. Przekonać się o tym zresztą można już w otwierającym album utworze Suite 909, będącym de facto rozszerzoną i awangardową wersją przeboju tego albumu Tremendous Pain. Suite 909 jest klasycznie trance'owo-house'owym numerem, charakterystycznym dla wykonawców tego nurtu w latach 90. Szybki house'owy beat współgra z sekwencerowym pulsem łącząc się z house'wymi zagrywkami klawiszy i chłodną elektroniką cechującą Yello lat 80; całość dopełniają głębokie deklamacje Dietera Meiera, słychać tu też styl, który będzie dominował na późniejszych wydawnictwach Yello.
W takich samych klimatach szybkiego house połączonego z chłodną elektroniką w duchu Yello lat 80, z głębokimi deklamacjami Meiera są Night Train, I … I'm in Love oraz najlepszy z nich Move Dance Be Born z deklamacjami w stylu The Race; z kolei klasycznie house'owym numerem jest singlowy przebój płyty Do It.
Nie brak tu jednak typowych dla Yello mariaży z jazzem, które śmiało odnalazłyby się na poprzednim albumie formacji (Baby), czego przykładem jest drugi przebój albumu How How, który jest hybrydą synthpopu lat 80 i jazzu, z kolei S.A.X. jest klasycznym przedstawicielem chicagowskiego estradowego jazzu połączonego z latynoskimi rytmami i z niewielką domieszką elektroniki.
Najspokojniejszy numer albumu Fat Cry z gościnnym udziałem wokalisty Iana Shawa (refren), który śpiewa w duecie z Dieterem Meierem (strofa), wyraźnie oscyluje w kierunku reggae.
Tremendous Pain jest trzecim przebojem albumu i jednym z największych przebojów w dorobku Yello; utwór jest piosenkowym obliczem Suite 909, numeru otwierającego album; Tremendous Pain łączy w sobie klimaty i brzmienia zarówno Kraftwerk jak i Depeche Mode.
The Premix jest sythpopowo-house'ową alternatywną wersją How How utrzymaną w nieprawdopodobnie zawrotnym tempie, z jazzowymi elementami brzmienia saksofonu z oryginalnej wersji oraz wokalem (a raczej z wykrzykiwanymi hasłami) Borisa Blanka w refrenie.
Album kończy instrumentalna kompozycja Poom Shanka, mieszanka ambientu, orientalnego folku i afrykańskich rytmów - motywów znanych z wcześniejszych wydawnictw Yello.
Zebra okazała się komercyjnym sukcesem Yello, wszystkie trzy single (Do It, How How i Tremendous Pain) notowane były wysoko na listach przebojów. Przez niektórych krytyków Zebra uznawana jest za ostatni wielki album Yello.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Stary wyga
Posty: 358
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #114393 autor: Sublime » 20 sie 2017, 20:10

Obrazek

Obrazek

Obrazek

1. 2814 - Birth Of A New Day (2015)

Idealna wizytówka dla nurtu vaporwave. Duet dwóch muzyków spełniających się w tej muzyce postanowił wydać płytę traktującą vaporwave na poważnie. Jest nostalgicznie, emocjonalnie. Najbanalniej można powiedzieć, że to taki sentymentalny ambient. Płyta bliska ideału.

2. TD - GTA 5 - The Cinematographic Score (2014)

Jak to Edgar zrobił... wiadomo, że ostatnie lata dla Tangerine Dream są bardzo owocne. Najbardziej jednak zaskoczyła mnie ta płytka. Obawiałem się, że to będzie typowy soundtrack bez żadnych szczególnych fragmentów. Jak bardzo się pomyliłem! Śmiało mogę powiedzieć, że to jedyna płyta po odejściu Chrisa Franke, która naprawdę przypomina stare dobre czasy. Mala Kunia, Quantum Key... to już nowe TD. A na GTA 5 składają się kompozycje, które brzmieniowo są jakby wyrwane ze starych dobrych czasów. Jeszcze bardziej byłem zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że za całą płytą stoi sam papa Froese... Wielki szacunek.

3. Tipper - Surrounded (2003)

Typowy IDM średniej jakości. Niespecjalnie angażujący, mało odkrywczy, niczym nie zaskakuje. Na jeden odsłuch w sam raz. Potem można spokojnie o niej zapomnieć.
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości

Studio Nagrań : Zastrzeżenia