Edgar FroeseCzęść III-ost. monologu Edgara z trasy koncertowej z 1981r.

Moderator: fantomasz

Awatar użytkownika

Autor tematu
Jac
Habitué
Posty: 1458
Rejestracja: 04 lip 2006, 11:55
Lokalizacja: Englandia
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Część III-ost. monologu Edgara z trasy koncertowej z 1981r.

Post #38882 autor: Jac » 11 paź 2006, 14:18

W międzyczasie Chris zauważa, że pojechaliśmy nie tą drogą co trzeba. Musimy zawrócić i nadrobić z powrotem 20 mil. Kiedy dojechaliśmy do skrzyżowania, które początkowo przeoczyliśmy, znak stanowił: 110 kilometrów do granicy. Jest 5 po południu, a więc powinniśmy dotrzeć przed 8 wieczorem. Upewniamy się, że tym razem jedziemy właściwą drogą.

Christoph zaczyna grać na swoim bateryjnym mini syntezatorze. Ten hałas, który wytwarza przyciska mnie do muru. W tej sytuacji zaczynam rozumieć dlaczego jest tylu ludzi, którzy myślą o muzyce Tangerine Dream, że jest pełna nudy, pretensjonalnych śmieci, nie pasujących nawet do muzyki tapetowej [puszczanej w marketach; przyp. Jac]. Szczęśliwie te momenty samozwątpienia nie zdarzają sie zbyt często i zwykle szybko mijają. Ale z drugiej strony, były dni kiedy wolałem nie wychodzić na scenę ponieważ nie byłem w nastroju. To są powody przez które wszystko się w końcu pogrąża. Zasadniczo nastrój w jakim jesteś w danym momencie jest istotny dla wyboru muzyki, jaką tworzysz. A w tej chwili nie jestem w nastroju nawet dla naszej własnej muzyki. To nie znaczy, że w ten sposób daję rozgrzeszenie dla tak zwanych krytyków, którzy zdają się nigdy nie być w jakimkolwiek nastroju, który mógłby pomóc im zrozumieć co czują jak są zmuszeni do pisania o niej [muzyce TD; przyp Jac]. Nie mam najmniejszego szacunku dla dziennikarzy, którzy nieustannie zrzędzą i ściągają do dołu muzykę, o której nie są dobrze poinformowani aby krytykować ją konstruktywnie. Jak ci, którzy widzą tylko techniczną stronę muzyki, ci którym wydaje się, że muzyka elektroniczna nie ma duszy, nie może przenosić emocji i wyrażać uczuć. Oni mogą mieć rację jeżeli mówią o samostylizujących się "ludziach-maszynach" i androidach, które celowo tłumią, z daremnym usiłowaniem, organiczną stronę ich pracy. Pielęgnowanie wizerunku jest częścią gry a ja nie tracę czasu na takich "artystów". Być często umieszczanym w estetycznym środowisku, samozwierzających się robotów, rani. Ponieważ nic nie może być dalej od prawdy.

"Frontera" krzyczy znak. Daliśmy radę, wbrew wszystkim przeciwnościom. Cudownie. Ale, poczekaj, poczekaj. Jest 8:30, jeżeli nie jestem w błędzie. Szybkie sprawdzenie czasu udowadnia, że mam rację. Granica jest już zamknięta. Ponownie zostanie otwarta o 7 rano. Jedenaście godzin w dziczy, bez hotelu, czy restauracji w promieniu 50 mil, naprawdę znakomita perspektywa. Doprowadzeni do rozpaczy rozważamy nawet nielegalne przekroczenie granicy. Johannes sugeruje aby pojechać do przyległych pól, w nadzieji wjechania do Portugalii bocznymi drzwiami. To jest niebezpieczne i może narobić nam kłopotów, czego jesteśmy świadomi ale ciągle szukamy wyjścia. Kilka godzin później jesteśmy z powrotem, ciągle w Hiszpanii a jedyna różnica polega na tym, że nasz fantastyczny van Chevy ucierpiał poważnie a nasz zbiorowy stan graniczy, jest o krok od histerii. Ktoś podpowiada łapówkę. Ale nie jesteśmy jedynymi, którzy czekają, więc nawet gdyby nam się udało "przekonać" oficera imigracyjnego do przepuszczenia nas, pozostali nieszczęśnicy mogliby się zniecierpliwić i .... tak czy inaczej, jaki to głupi pomysł. Zrobiliśmy sobie tak wygodnie jak to było możliwe w tych warunkach. Nie jestem pewien, czy wszyscy dali radę zasnąć.

Dokładnie o 7 rano stawiamy czoła temu co bez wątpienia stało się rytuałem dla przekraczających granice muzyków na całym świecie. Oficerowi zajęło więcej niż godzinę sprawdzenie, czy nie przewozimy broni ani narkotyków. Powinniście widzieć ich rozczarowanie gdy nas przepuszczali. Następną rzeczą, o której powinniście wiedzieć to motocyklista, który zignorował znak zatrzymania się, niemal zderzył się z naszym pojazdem. Przytomna reakcja naszego kierowcy zapobiegła fatalnemu w skutkach wypadkowi, któremu uległby szaleńczy motocyklista. Po okropnej nocy, ten wypadek jest niczym kolejny odcinek jakiegoś koszmaru. Myśl, że mamy jeszcze kolejne cztery tygodnie w trasie doprowadza mnie do szału. Desperacko potrzebujemy jakichś wakacji. Ale nie ma absolutnie żadnej szansy aby się odprężyć w najbliższej perspektywie. Po trasie będziemy pracować nad ścieżką dźwiękową. Natychmiast po tym wyruszamy w następną trasę po Niemczech, Włoszech i .... .

Nie przegryźliśmy niczego zanim nie dotarliśmy do Porto. Nasz menadżer trasy ma zuchwałość pytać nas gdzie byliśmy. Ale co on o tym wie. Stoi, trzymając kurczowo obowiązkąwą puszką piwa, wyglądając na kogoś, kto przed chwilą się odlał. Nie odpowiadamy na jego pomysłowe pytania. Restaurację zamykają o 15.00, więc musimy się pospieszyć jeżeli chcemy coś zjeść. I uwierzcie mi, jesteśmy naprawdę głodni. Próbóję wytłumaczyć kelnerowi, że niektórzy z nas są wegatarianami. Z początku wogóle niczego nie rozumie. Kiedy w końcu domyśla się, wydaje się być podenerwowany. Próbóje uśmiechać się ale oczywiście nie ma dla nas żadnej sympatii. Najwyraźniej woli podawać tym, którzy zajadają się pichconymi kawałkami carcass. Ale powinniście widzieć jego twarz, gdy oznajmiłem mu, że nie obchodzi mnie jego wino i że nie pijam alkoholu. Wyglądał wręcz obrażony. Opuścił nas poprostu. To staje się śmieszne. Wypijam szklankę wody mineralnej i idę spać.

Jest 3 po południu i nie mogę doczekać się wyjścia na scenę. Jeżeli uwierzysz w to, uwierzysz we wszystko. Nie ma czasu na sprawdzenie dźwięku. Kiedy dotarliśmy do sali koncertowej, nasi drogowcy spali w futerałach. Tłumię pragnienie ucieczki stąd. Myśl, że będę montował scenę w kilka minut przyprawia mnie o ciarki. Przestaliśmy brać narkotyki w 1973 roku, ale przypominam sobie jak żywo czasy kiedy pozwalaliśmy sobie na wszystkie rodzaje samogwałtu. Nigdy nie doceniając pokusy nawrotu, nawet tak głupich zwyczajów jak narkotyki. Zwłaszcza w takich warunkach jak te teraz, cierpimy. Ale na zewnątrz czekają tysiące fanów, wyglądających za nami. Niektórzy z nich przyjechali na ten koncert z daleka. To jest wyjątkowa chwila dla nich. Dla nas jest to niebezpiecznie bliskie rutyny.

Zamierzaliśmy wyjść na scenę całkowicie kontrolując siebie, naszą muzykę, publiczność. Próbowaliśmy zrobić wrażenie bycia spokojnymi i obojętnymi. Nie udało się, ponieważ poprostu nie byliśmy tacy. Niemniej jednak koncert tamtego wieczoru okazał się być najlepszym w całym turne. Byliśmy zadowoleni. Dlaczego ? Czym jest sukces ? Chwała ? Honor ? Ble, ble ....

"Nigdy nie dowiem się jak słoń wszedł w moją piżamę."
(Marx, Animal Crackers)

Dobrej nocy ludkowie.


[ Dodano: 2006-10-11, 22:14 ]
Jac767 pisze: Jeżeli uwierzysz w to, uwierzysz we wszystko. Nie ma czasu na sprawdzenie dźwięku. Kiedy dotarliśmy do sali koncertowej, nasi drogowcy spali w futerałach. Tłumię pragnienie ucieczki stąd. Myśl, że będę montował scenę w kilka minut przyprawia mnie o ciarki.


Jak zawitałem na forum, zdziwiony byłem wyrzutami do Edgara, że w którymś momencie zarejestrowanego koncertu, np. w Polsce udawał grę na klawiaturze i że muzyka częściowo leciała z taśmy. W Hiszpanii być może złodziej zwędził im kasety z podkładami i musieli zagrać na żywo. W naszym kraju, zimą w tamtych czasach, zespół ze sprzętem z innego świata nie miał lekko. U nas nikt nie dmuchnął im kaset i dlatego muza poleciała z podkładu, z tego co się u was dowiedziałem. Można się spierać i wygłaszać różne teorie co do używania kaset zamiast gry na żywo, bo np. raz są trudne warunki, zespół gra w jakimś zacofanym kraju więc używa podkładu, innym razem coś nawaliło, ktoś nie dopilnował czegoś i nie dało rady zagrać na żywca. Jak technika poszła do przodu takie sytuacje już od dawna nie zdarzają się ale wcześniej takich czy podobnych historii przytrafiło się TD pewnie sporo.
New World Order = EU => The End Of Freedom

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

 
TEST
Awatar użytkownika

piątyZczterech
Habitué
Posty: 2005
Rejestracja: 08 kwie 2007, 12:00
Lokalizacja: Elbląg/Gdańsk
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105074 autor: piątyZczterech » 14 paź 2013, 20:55

Dopiero po tylu latach zajrzałem do tego wątku i ze zdumieniem odkryłem, że Edgar tak źle myślał o Kraftwerku.
Największym błędem Kraftwerku było odejście od Wolfganga Flüra.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Lord Rayden
Beton
Posty: 968
Rejestracja: 31 mar 2004, 2:59
Lokalizacja: Breslau
Jestem muzykiem: Nie
Ulubieni wykonawcy: TD, Klaus Schulze, BKS, Rainbow Serpent, TM Solver, Neue Berliner Schule
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 50
Status: Offline

Post #105077 autor: Lord Rayden » 15 paź 2013, 8:58

A gdzie są części I i II ?
Lord Rayden
Tangerine Dream Fan from Poland

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

piątyZczterech
Habitué
Posty: 2005
Rejestracja: 08 kwie 2007, 12:00
Lokalizacja: Elbląg/Gdańsk
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105082 autor: piątyZczterech » 15 paź 2013, 22:18

W osobnych wątkach.
Największym błędem Kraftwerku było odejście od Wolfganga Flüra.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Wróć do „Edgar Froese”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Studio Nagrań : Zastrzeżenia