Ogłoszenie
Studio Nagrań zostało przebudowane i uruchomione w oparciu o najnowsze dostępne skrypty phpBB. W procesie konwersji z dotychczasowej wersji ("by Przemo") mogły wystąpić drobne błędy. W przypadku dostrzeżenia jakichkolwiek nieprawidłowości proszę informować Administrację.

AnkietyElektroniczny album roku - 1974.

Do każdego postu możesz tutaj dołączyć własną ankietę.

Moderatorzy: monsoon, fantomasz

Jaki jest najlepszy album z szeroko pojętej el-muzyki wydany w 1974 roku?

Cluster - Zuckerzeit
0
Brak głosów
Conrad Schnitzler - Blau
0
Brak głosów
Edgar Froese - Aqua
0
Brak głosów
Franco Battiato - Clic
0
Brak głosów
Harmonia - Music von Harmonia
0
Brak głosów
Heldon - Electronique guerilla
0
Brak głosów
Klaus Schulze - Blackdance
1
13%
Kraftwerk - Autobahn
0
Brak głosów
Manuel Göttsching - Inventions for electric guitar
0
Brak głosów
Sensations' Fix - Fragments of light
0
Brak głosów
Sensations' Fix - Portable madness
0
Brak głosów
Stardrive - Stardrive
0
Brak głosów
Synergy - Electronic realizations for rock orchestra
0
Brak głosów
Tangerine Dream - Phaedra
7
88%
The Cosmic Jokers - The Cosmic Jokers
0
Brak głosów
The Cosmic Jokers - Galactic supermarket
0
Brak głosów
Tomita - Snowflakes are dancing
0
Brak głosów
 
Liczba głosów: 8

Awatar użytkownika

Autor tematu
mahavishnuu
Niedoświadczony
Posty: 29
Rejestracja: 22 kwie 2013, 1:44
Lokalizacja: Opole
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Elektroniczny album roku - 1974.

Post #110945 autor: mahavishnuu » 04 mar 2015, 14:47

NAJLEPSZY ALBUM Z SZEROKO POJĘTEJ EL-MUZYKI WYDANY W 1974 ROKU.


Ze względu na nikłe zainteresowanie 1970 rokiem proponuję przeskoczyć od razu do klasycznego rocznika, w którym ukazało się całkiem sporo ważnych pozycji z gatunku szeroko pojętej el-muzyki. O latach 1971-1972 nie zapomniałem. Jeśli przy niezłej frekwencji przeoramy lata 1974-1979 będzie można do nich powrócić, aby uzupełnić dekadę i ewentualnie pokusić się o zrobienie rankingu na najlepszy album lat 70-tych. Do ankiety wybrałem siedemnaście pozycji, tak aby nie pominąć żadnego istotnego wydawnictwa z tego rocznika. Zrezygnowałem z propozycji z kręgu „poważnej” awangardy, dlatego w zestawieniu nie ma płyt takich twórców, jak: Bernard Parmegiani czy też Morton Subotnick. Umieściłem nie tylko „ortodoksyjną” elektronikę, ale także okolice tego gatunku, stąd obecność takich twórców, jak: Stardrive, Sensations' Fix czy Franco Battiato.

Zapraszam nie tylko do oddawania głosów, ale także do dzielenia się swoimi refleksjami na temat ulubionych płyt z tego rocznika. Im więcej dyskusji, tym lepiej – na pewno będzie ciekawiej. Czysta buchalteria byłaby po prostu nudna, ponadto nie inspirowałaby do eksploracji ciekawych albumów z tego rocznika.

Ankieta jest bezterminowa.
Ostatnio zmieniony 04 mar 2015, 14:48 przez mahavishnuu, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

 
TEST
Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5553
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #110949 autor: Belmondo » 04 mar 2015, 15:28

No dobrze.
To ja moze przedstawie wynik tej ankiety- album najbardziej znany :mrgreen:
Obawiam sie, ze "najlepszy" bedzie oznaczac "najbardziej mi sie podobajacy" poniewaz sa tu problemy ze zrozumieniem podstawowych pojec typu rock elektroniczny jak i z rozroznieniem gustu od czynnikow bardziej obiektywnych. Ale jakby nie gasze zapalu :beach:
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Stefan
Habitué
Posty: 1710
Rejestracja: 27 sie 2005, 13:23
Lokalizacja: Katowice
Jestem muzykiem: Tak
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #110951 autor: Stefan » 04 mar 2015, 15:32

Dla mnie "Phaedra". Bez żadnej dyskusji. Choć są w tym zestawieniu ze 3 perełki jeszcze conajmniej.
Biedni są nie ci, którzy mają mało, ale ci, którzy potrzebują wiele.
https://www.facebook.com/pages/D%C3%9CSSELDORF/267666756583471?fref=ts

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
mahavishnuu
Niedoświadczony
Posty: 29
Rejestracja: 22 kwie 2013, 1:44
Lokalizacja: Opole
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #110963 autor: mahavishnuu » 04 mar 2015, 22:34

Belmondo pisze:Obawiam sie, ze "najlepszy" bedzie oznaczac "najbardziej mi sie podobajacy" poniewaz sa tu problemy ze zrozumieniem podstawowych pojec typu rock elektroniczny jak i z rozroznieniem gustu od czynnikow bardziej obiektywnych.

W tego typu ankiecie siłą rzeczy dominujące jest subiektywne zapatrywanie się na sprawę danej osoby. Czy bierze ona pod uwagę nie tylko swoje indywidualne preferencje, ale także różne obiektywne elementy? Trudno jednoznacznie dociec. Podejrzewam, że dominującym czynnikiem jest zdecydowanie ten pierwszy wariant.


Osobiście także zagłosowałem na album Mandarynek, jednak wcale nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś wybrał inną pozycję. Tak jak wspomniał Stefan - jest jeszcze przynajmniej kilka bardzo mocnych pozycji, które mogą mieć swoich zwolenników. Chętnie poznałbym ich argumenty. Nie ma nic gorszego niż uciąć dyskusję, krótkim zdaniem: „O gustach się nie dyskutuje”. Zupełnie nie zgadzam się z takim podejściem do sprawy. Gust to jedna sprawa, tutaj nie musimy nikogo na siłę przekonywać, natomiast z drugiej strony istnieją także pewne obiektywne kryteria oceny estetycznej dzieła. W tym przypadku pole do dyskusji jest dość rozlegle, bowiem nie wszystko można ściśle określić. Pojawia się choćby kwestia metodologii, priorytetów itd.

Co do „Phaedry” to jest to oczywiście niezaprzeczalna klasyka, jednak nie wszystkie muzyczne ingrediencje muszą nam na tym krążku koniecznie podchodzić. Fani bardziej dynamicznego lub wirtuozerskiego grania mogą sarkać na niedostatki ekspresji i nie najwyższy kunszt wykonawczy artystów. Zwolennicy muzyki bogatej w warstwie motywicznej mogą krzywić się na ambientowe dłużyzny itd.

Muszę przyznać, że o ile w tym roczniku wybór „Phaedry” był dla mnie dość oczywisty, to jednak już w kolejnym ten album nie załapałby się nawet na pudło. Swoją drogą, konkurencja w 1975 roku będzie niesamowita, a wybór piekielnie trudny.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5553
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #110974 autor: Belmondo » 05 mar 2015, 10:11

mahavishnuu pisze:Chętnie poznałbym ich argumenty.


Ja tez, tylko, ze od lat nikt tu takowych nie widzial :D. Kolega jest tu widze nowy.
W zasadzie to forum traktowane jest jak tablica z ogloszeniami cos ala twitter, gdzie wszyscy sa tylko informowani co sie komu podoba, ale juz malo kto potrafi powiedziec dlaczego. Obiektywne kryteria oceny estetycznej dziela ? Rzecz malo komu tutaj znana. Jak cos sie komus nie podoba to jest slabe, a jak sie podoba, to swietne. A juz nie daj boze powiedziec cos niezgodnego z zamilowaniami fana na temat jego idola albo jego tworczosci- traktowane jest to jako atak na ich osobe. Moze ze dwie, trzy osoby sa chetne do jakiejkolwiek dyskusji.
Nie chce bynajmniej gasic zapalow, stwierdzilem, nieco prowokacyjnie, fakt.

Uwazam, ze pomysl ankiety jest bardzo fajny, daje szerokie pole do rozmow i wymiany pogladow, no ale niestety j.w.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Stefan
Habitué
Posty: 1710
Rejestracja: 27 sie 2005, 13:23
Lokalizacja: Katowice
Jestem muzykiem: Tak
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #110975 autor: Stefan » 05 mar 2015, 10:26

A ja powiem "dlaczego?" :
1. Po prostu Phaedra jest w dużej mierze dziełem przypadku, tudzież jak kto woli, wyszła naturalna niezmącona rozsądkiem ekspresja czyli coś co najważniejsze w muzie pokroju Stockhausena, Cage'a etc. Nie ulegam złudzeniom - było to spowodowane brakiem umiejętności, ale chwała Im za to :hi:
2. Udziałem TD z pewnością jest tu kompozycja, a ta jest idealnie wyważona. Zapewnili tym dramaturgię utworu, zwłaszcza tytułowego.
3. Nowatorski test ten trans na sekwencerze krokowym z podłączonym delayem taśmowym. Wytyczono tu pra-ścieżki do późniejszego techno, electro itp. Ale co tam - do dziś ta muza wyzwala we mnie pożądane odloty bez chemii :mrgreen:
Biedni są nie ci, którzy mają mało, ale ci, którzy potrzebują wiele.

https://www.facebook.com/pages/D%C3%9CSSELDORF/267666756583471?fref=ts

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
mahavishnuu
Niedoświadczony
Posty: 29
Rejestracja: 22 kwie 2013, 1:44
Lokalizacja: Opole
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #110976 autor: mahavishnuu » 05 mar 2015, 13:16

„Phaedra” nie jest wprawdzie moim ulubionym albumem Mandarynek, jednak na pewno jest to czołówka. Pozycja wybitna nie tylko w dyskografii zespołu, ale generalnie w przekroju dorobku całego rocka elektronicznego. Jest to pozycja na tyle dojrzała, że nawet zwolennicy „poważnej” elektroniki spod znaku Stockhausena czy też Subotnicka mogliby tu coś dla siebie znaleźć i zainspirować się różnymi rozwiązaniami (choćby tymi w sferze sonorystycznej). Pod względem formalnym Tangerine Dream nigdy nie tworzył może jakichś specjalnie wyrafinowanych kompozycji. Trudno także ekscytować się umiejętnościami technicznymi muzyków, które są dość przeciętne. „Phaedra” oraz inne płyty grupy ze złotego okresu pokazują jednak, że muzykom nie brakowało atutów. „Phaedra” przykuwa uwagę niepowtarzalnym klimatem. Artystom udało się tu wykreować niespotykany wcześniej na gruncie rocka krajobraz dźwiękowy. Atutem muzyków jest z pewnością inwencja kolorystyczna. Potrafili wygenerować z tego analogowego ustrojstwa mnóstwo naprawdę czarownych dźwięków. Co istotne, w tym okresie nie brakowało im jeszcze ambicji i dobrego smaku. Dzięki temu płyta nie zalatuje kiczem. Szkoda, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat istnienia zespół zatracił wiele swoich atutów. Zaletą „Phaedry” jest także to, że nie mamy tutaj do czynienia z epatowaniem słuchacza hipernowoczesną technologią. Jest ona wykorzystywana z umiarem i , co najważniejsze, jest podporządkowana materii muzycznej. Artyści, którzy na swoich płytach nie potrafili w tej mierze zachować umiaru dzisiaj częstą brzmią dość osobliwie, jak relikt dawno minionej epoki. To, co kiedyś zdawało się mieć nieomal futurystyczny posmak dzisiaj zalatuje naftaliną.

„Phaedra” jest przykładem tego, że ówczesnym artystom nie brakowało zuchwałości i odwagi. Inspiracje awangardową elektroniką spod znaku choćby Stockhausena, tworzenie nowych faktur brzmieniowych, prekursorskie eksperymenty z sekwencerami. Takie zabawy mogły się wówczas zakończyć spektakularną klapą finansową. Na szczęście artyści trafili na najbardziej twórczy okres w dziejach rocka, gdy częstokroć nie tylko muzycy, ale także i słuchacze mieli otwarte umysły na nowe brzmienia i style i chętnie odkrywali nowe obszary muzyczne. Inni wykonawcy, którzy w prekursorski sposób próbowali wdrożyć elektronikę do swojej muzyki nie mieli tyle szczęścia, co Edgar i jego koledzy. Dobrym przykładem niech będzie tu choćby Herbie Hancock, który w latach 1971-1973 ze swoją grupą Mwandishi nagrał trzy wybitne albumy, zawierające niezwykle oryginalny ekstrakt awangardowego jazzu z elektroniką. Cóż z tego, skoro zakończyło się to porażką finansową. Herbie musiał wykonać radykalną woltę stylistyczną i otworzyć się na masowego słuchacza, co zresztą doskonale mu się udało. Jego przełomowy „Head hunters” (1973) doskonale łączył jeszcze ambicje z komunikatywnością, potem niestety jego kolejne „elektryczne” płyty zawierały coraz bardziej pospolitą muzykę. Kompromisy mają niestety swoją cenę.

Muzycy z Tangerine Dream mogli pracować w znacznie bardziej komfortowych warunkach. Ich eksperymenty nie były aż tak hermetyczne, trafiały na podatny grunt, dzięki czemu przez kolejnych kilka lat mogli serwować nam albumy na najwyższym poziomie, nie skażone komercyjnymi miazmatami. Ten album stworzył podstawę pod nowo tworzący się kierunek, który później określać będziemy „szkołą berlińską”. To jednak nie wszystko, bo przecież „Phaedra” stała się manifestacją nowej estetyki na gruncie szeroko pojętego rocka, poszerzając jego ramy estetyczne. Zespół wyzwolił się już zupełnie z floydowskich wpływów, aczkolwiek nie na zawsze. Dzięki tym wszystkim elementom muzyka grupy posiadała bardzo silną tożsamość. To była faktycznie nowa wartość na muzycznej scenie. Co istotne, inspirowała także innych twórców, dzięki czemu gatunek zaczął się dynamicznie rozwijać.

Nie wszystko na tym albumie do mnie przemawia, przyczepiłbym się tego i owego. Niejednokrotnie jest to jednak kwestia nie tyle jakichś obiektywnych uchybień, ale indywidualnych preferencji. Skoro jednak podajemy argumenty, dlaczego głosowaliśmy na ten, a nie inny album, skupiłem się na pozytywach.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5553
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #110982 autor: Belmondo » 06 mar 2015, 10:35

Brawo! Czyta sie z niesamowita lekkoscia :handup:
Ja napisze cos w pozniejszym terminie jak znajde chwile, pewnie nie tak skladnie i plynaco.

mahavishnuu pisze:Zespół wyzwolił się już zupełnie z floydowskich wpływów, aczkolwiek nie na zawsze.


Dokladnie. Wystarczy posluchac Obscured by clouds i Force maejure :).
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
mahavishnuu
Niedoświadczony
Posty: 29
Rejestracja: 22 kwie 2013, 1:44
Lokalizacja: Opole
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #110985 autor: mahavishnuu » 06 mar 2015, 16:01

Na przestrzeni lat te floydowskie wpływy w ciekawy sposób ewoluowały. O ile na początku lat 70-tych źródłem inspiracji były takie płyty, jak „A saucerful of secrets” i, przede wszystkim, „Ummagumma”. Edgara i spółkę zapewne inspirowały elementy kosmicznej psychodelii, które usłyszeć można choćby w takich utworach, jak: „Set the controls for the heart of the sun”, „The narrow way (pierwsze dwie części) czy też „A saucerful of secrets”. Istotne były pewnie także eksperymenty z keyboardami – Rick Wright osiągał na przykład ciekawe brzmienia na swoich organach Farfisa, wykorzystywał również różne akcesoria, aby poszerzyć paletę brzmieniową swoich instrumentów. To między innymi dzięki nim udawało mu się kreować niesamowite krajobrazy brzmieniowe, bliskie późniejszej „kosmische musik”. Kłaniają się tu przede wszystkim utwory wymienione powyżej. Froese w jednym z wywiadów wspominał zresztą, że „Ummagumma” była najbardziej wpływowym albumem w zachodnioniemieckich kręgach undergroundowych na samym początku lat 70-tych.


W latach 1978-1979 Mandarynki były niewątpliwie ponownie pod wpływem twórczości Floydów. Belmondo wspomniał słusznie o jednym wątku w kontekście „Force majeure”. Bardzo wyraźnie słychać to także na pierwszej stronie winyla „Cyclone”. Bodaj najbardziej dobitnie w „Bent cold sidewalk”. Warto zwrócić uwagę na grę Krügera, który stosuje w niektórych miejscach identyczne podziały rytmiczne, akcenty i przejścia, jak Mason. Nick nie był nigdy wybitnym drummerem, jednak miał niezły feeling i wypracował sobie dość specyficzny styl gry, który musiał przypaść do gustu nowemu perkusiście Mandarynek. W niektórych fragmentach Krüger sprawia wrażenie, jakby był niemal klonem Masona. Myślę, że w tym okresie najważniejszym punktem odniesienia był album „Wish you were here” (szczególnie niektóre syntezatorowe fragmenty z dwuczęściowego „Shine on you crazy diamond”). Podobieństwa nasuwają się także z powodu faktu, iż miejscami, w sensie stylistycznym, „Cyclone” i „Wish you were here” nie są od siebie wcale aż tak bardzo odległe. Taki „„Bent cold sidewalk” pasowałby wręcz znakomicie na ten słynny album Floydów. Paradoksalnie, moim zdaniem nawet bardziej niż tytułowa ballada i zaśpiewany przez Roya Harpera „Have a cigar”.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5553
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #110988 autor: Belmondo » 06 mar 2015, 16:41

Oj, widze, ze bysmy sobie podyskutowali :handup:

Wracajac do tematu, jako ciekawostka, kiedys znajomy zupelnie nie sluchajacy elektroniki poprosil mnie o jakas plytke inna niz inne. Mialem pod reka Sorcerera to mu dalem. Po wysluchaniu powiedzial, ze slyszy tam floydow czerpanych pelnymi garsciami :smile: . Ja tam tych pelnych garsci akurat nie slysze, natomiast nie sposob nie zauwayc floydow wlasciwie wszedzie pozniej. Wish you were here wyprzedzilo swoja epoke o co najmniej 5-10 lat.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5553
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #111019 autor: Belmondo » 08 mar 2015, 21:03

Ja musze przyznac, ze mam dylemat. Nie jestem w stanie wskazac jednoznacznie lepszej pozycji sposrod dwoch: Blackdance i Phaedra.
Dlaczego te dwie? Reszta nie zupelnie jest 'tam' jak to mowia amerykanie. Miedzy 1 a 3 (ponizej) jest lekka przepasc (moze z wyjatkiem Sensations Fix), potem miedzy 6 a 7, przy ostatnich pozycjach mozna miec wrazenie, ze sa po prostu przypadkowo nagranymi eskperymentami i potem sklejonymi z roznych fragmentow tasm improwizacjami, a nie muzyka- dla mnie jeszcze zbyt infantylnie, zbyt surowo i moze jeszcze zbyt za mocno osadzone w mijajacej epoce.

Kolejnosc widzialbym mniej wiecej taka:
1. Blackdance
Phaedra
3. Sensations Fix- Nierowne plyty, nierowne utwory. Miejscami jest bardzo ciekawie, mimo, ze czasami troche daleko od elektroniki, ale jest troche prawdziwego grania, czuc rzemioslo, to lubie.
The Cosmic Jokers- tu udzielali sie i Schulze i Grosskopf, brak tu troche mysli przewodniej i wyraznego kierunku, raczej poligon doswiadczalny dla KS-a, pozycja wysoka ze wzgledu na nie umieszczona w zestawieniu plyte.
Franco Battiato- Clic- chyba miejscami za odwazna jak na tamte czasy plyta, sprawia wrazenie przemyslanego eksperymentu, polaczone rozne style, bardzo ciekawa propozycja, gdyby zostala zarejestrowana i wydana lepiej, duzo by zyskala- troche za duzo surowosci, ktora miejscami przeszkadza. Wysokie miejsce za odwage i pomysly.
5. Kraftwerk- Autobahn- jak dla mnie pozycja bardzo dobra i bardzo wazna, miejsce nizsze od pozostalych chyba tylko i wylacznie ze wzgledu na upodobania.
6. Manuel Goettshing- Inventions for electric guitar- miejscami zbyt monotonnie, miejscami bardzo przyjemna gitarka, relatywnie wysoka pozycja za stworzony klimat, wlasny niepowtarzalny styl, ale i inspiracje dla innych (Hoffman-Hook ?)
7. Edgar Froese- Aqua- plyta profesjonalnie nagrana, zdecydowanie wyroznia sie tym na tle pozostalych (z wyjatkiem Pheadry), jednak ma za malo wyrazisty charakter, zbyt chudy przekaz emocjonalny.
8. Synergy- Electronic realizations for rock orchestra- nie dla mnie, zbyt symfonicznie, zupelnie niepotrzebnie.
9. Isao Tomita- Snowflakes are dancing- ciekawy pomysl, ciekawe wykonanie, ale imho zly kierunek, nie dla mnie.
10. Schnitzler- Blau- pojawia sie tu troche ciekawych dzwiekow, jednak calosc sprawia wrazenie po prostu nagranych instrumentow, zbyt surowo, za malo zabawy brzmieniami.
11. Cluster- Zuckerzeit- choc cenie Cluster, to ta propozycja jest dla mnie za bardzo przewidywalna, zbyt infantylna.

Cosmic Jokers nagralo jeszcze jedna plyte w 74 Planeten Sit In- jak dla mnie lepsza od dwoch wymienionych, kopalnia pomyslow wykorzystanych pozniej przez KS-a (np. na Dosburg Online, zreszta tam tez mozna znalezc echa Blackdance). Miejsce tak wysokie ze wzgledu na ta plyte wlasnie.

Nie umieszczam w zestawieniu Stardrive- lubie czasami takie granie, niemniej pozycja troche nieporownywalna, ew. umiescilbym gdzies miedzy 6-8.

Phaedra. Mam troche mentalny problem zakwalifikowac plytke do roku 74. Byla nagrana rok wczesniej. I przede wszystkim byla nagrana w prawdziwym studio ze sporym budzetem co ja zdecydowanie wyroznia pod wieloma wzgledami- dobor nagran nie byl przypadkowy. Dlatego plyta jest rowna, trudno znalezc gorszy czy slabszy fragment, jest dobrze wywazona emocjonalnie, czuc reke profesjonalistow, ktorzy przylozyli sie do sukcesu plyty. Jest tez doskonalym przykladem jak prostymi srodkami mozna osiagnac niesamowity efekt, do czego niezbedny jest talent. No, z tymi prostymi srodkami to moze lekka przesada- muzykom nie bylo lekko, opanowanie dryfujacych oscylatorow nawet w studyjnych warunkach to nie lada wyzwanie. Natomiast do uzyskania koncowego efektu muzycy uzyli bardzo skromne instrumentarium (skromne liczbowo, bo na pewno nie cenowo). Mysle, ze to do dzis jeden z niedoscignionych wzorow, w ktorych mniej znaczy wiecej. Nareszcie w kompozycjach pojawia sie jakas struktura, ktora powoduje, ze nagrania zaczynaja stawac sie utworami muzycznymi. Plyta bardzo dobra, prawdopodobnie najlepsza z w/w zestawu jako calosc (w koncu przygotowana zostala profesjonalnie i to mialo nie maly wplyw na caloksztalt), byc moze nawet ikona tamtej epoki (choc Rubycon, Ricochet i Encore uwazam za lepsze), ale...

Blackdance. Posluze sie pewnym wybiegiem i poniewaz Pheadre zalicza sie do 74 roku, to ja zalicze Blackdance z bonus trackami (76) tez do 74 roku :). Plyta sprawia wrazenie surowej, mocno eksperymentalnej, ale za to w niepowtarzalnym klimacie, ktory bedzie juz niepowtarzalny przez lata. Mnie osobiscie on zaczarowuje. Slychac sporo pomyslow, ktore dopiero zostana wykorzystane i beda z konsekwencja rozwijane przez prawie dekade, a nawet pozniej. Okreslilbym plytke jako szukanie swojej muzycznej tozsamosci przez KS-a oraz swego rodzaju preludium. Jest to zdecydowanie plyta, ktora trzeba odbierac przez pryzmat tamtych lat oraz kilku kolejnych plyt do czasu kiedy pojawi sie cyfra. Trudno nadac jej jednak miano plyty ponadczasowej, co z przymknieciem nieco oczu mozna probowac przypisywac Phaedrze. Natomiast jest to wazna plyta w tworczosci KS-a, jest zapowiedzia wszystkiego co w najblizszym czasie nastapi i co juz wtedy chodzilo artyscie po glowie, tylko nie bardzo byl w stanie tego zrealizowac. Jest zupelnie inna niz Phaedra, trudno te plyty w ogole porownac, bo stoja po przeciwnych stronach muzycznych biegunow. Z jednej strony mamy minimalizm, z drugiej urozmaicenie oraz swego rodzaju bogactwo formy i tresci, ktore jednak silniej przemawiaja do mnie niz baumannowski talent. Przekaz miejscami moze nazbyt psychodeliczny, ale to akurat lubie.

Poniewaz mozna oddac tylko jeden glos-oddaje na Blackdance, za dwie ostatnie kompozycje (co prawda bonusowe), w szczegolnosci ostatnia, ktora kladzie na lopatki wtedy wszystko niemalze w kazdym wzgledzie co w elektronice powstalo do 77 roku (uwazni sluchacze znajda elementy, ktore pojawiaja sie u KS-a nawet trzydziesci kilka lat pozniej! albo mogly byc nawet inspiracja dla JMJ i Oxygene). To jest cos za co uwielbiam wczesna tworczosc KS-a- bogactwo przekazu, innowacyjnosc i inne niz u pozostalych podejscie do rytmu (przede wszystkim do rytmu) i brzmienia (mam na mysli wykorzystanie instrumentow, plyta brzmi przerazliwie slabo, jest sporo mankamentow).
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
mahavishnuu
Niedoświadczony
Posty: 29
Rejestracja: 22 kwie 2013, 1:44
Lokalizacja: Opole
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #111024 autor: mahavishnuu » 09 mar 2015, 14:53

Postanowiłem także pokusić się o krótkie podsumowanie tego rocznika.


NAJLEPSZY ALBUM ELEKTRONICZNY 1974 ROKU – TOP 30

1. Tangerine Dream - Phaedra
2. The Cosmic Jokers - Galactic supermarket
3. Manuel Göttsching – Inventions for electric guitar
4. Stardrive – Stardrive
5. Kraftwerk – Autobahn
6. Heldon – Electronique guerilla
7. Conrad Schnitzler – Blau
8. Sensations' Fix - Portable madness
9. Klaus Schulze – Blackdance
10. Sensations’ Fix – Fragments of light

11. The Cosmic Jokers - The Cosmic Jokers
12. Synergy – Electronic realizations for rock orchestra
13. Harmonia – Music von Harmonia
14. The Cosmic Jokers - Planeten Sit-In
15. Franco Battiato – Clic
16. Dreamies - Auralgraphic entertainment
17. Cluster - Zuckerzeit
18. Tomita – Snowflakes are dancing
19. The Cosmic Jokers - Sci-Fi Party
20. Peter Seiler – Keyboards & friends

21. Morton Subotnick – 4 Butterflies
22. Synthesizers Unlimited - Electric bazaar
23. Bernard Parmegiani – Chants magnetiques
24. Ian Langley - Reggae for real
25. Tonto’s Expanding Head Band – It’s about time
26. Moolah - Woe, ye demons possessed
27. The Cosmic Jokers - Gilles Zeitschiff
28. Bob Downes - Episodes at 4 A.M.
29. Aminadav Aloni – Once
30. Bruce Haack – This old man



1. Tangerine Dream - Phaedra

O tym albumie pisałem już obszernie w jednym z postów powyżej.

2. The Cosmic Jokers - Galactic supermarket

Z pięciu krążków, które natrzaskano w czasie tych słynnych sesji ten podoba mi się najbardziej. Nie ma niepotrzebnych przydługich monologów, muzyka nie razi monotonią, co na innych płytach tej formacji jest niejednokrotnie regułą. Świetny przykład space rockowego grania, będący świadectwem dużej kreatywności muzyków w tym okresie.

3. Manuel Göttsching – Inventions for electric guitar

Moim zdaniem najlepsza rzecz nagrana solo przez Manuela. Album w ciekawy sposób pokazuje, jak gitarzysta stopniowo odchodzi od krautrocka i zanurza się coraz bardziej w elektroniczny świat dźwięków. Ciekawe eksperymenty gitarowe, frapujące brzmienie i klimat. Jedynym poważnym mankamentem tej płyty jest nadmierna repetytywność muzyki.

4. Stardrive – Stardrive

Miałem poważne wątpliwości czy umieścić ten album w zestawie, bo to jednak dość odległa rzecz od ortodoksyjnej elektroniki. Ponieważ eksperymenty z elektronicznymi keyboardami są istotnym składnikiem tej płyty postanowiłem jednak dać jej szansę. Ciekawy konglomerat jazz fusion, rocka progresywnego i space rocka.

5. Kraftwerk – Autobahn

Wiadomo. Klasyka. Elektrownia odchodzi coraz bardziej od typowego krautrocka na rzecz eksperymentów z elektroniką. Nie jest to może jeden z moich ulubionych albumów tej formacji, niemniej zawsze odbierałem go jako pierwszy naprawdę dojrzały, spójny i przekonywujący eksperyment na drodze budowania własnej tożsamości. Z perspektywy lat płyta zalatuje nieco naftaliną, jest dość nierówna, jednak wciąż może zainteresować, ba, nawet zafrapować, zwolenników elektronicznego grania.


6. Heldon – Electronique guerilla

Heldon zawsze sytuował się gdzieś na styku rocka progresywnego i elektroniki. Na tym albumie nie jest inaczej. To w sumie jedna z ciekawszych pozycji w dorobku tego francuskiego bandu. Zalety: dobry warsztat wykonawczy muzyków, ciekawe, eksperymentalne brzmienie keyboardów. Mankamenty: nadmierna repetytywność, Richard Pinhas to dobry gitarzysta, jednak nazbyt często brzmi, jak klon Roberta Frippa.


7. Conrad Schnitzler – Blau

To już jest dość ostra jazda. Typowy przykład elektronicznej awangardy. Trudno doszukać się tu melodii, czy też bardziej tradycyjnego grania. Muzyka dosłownie tonie w dysonansach, niejednokrotnie jest wręcz atonalna, poza tym posiada dość abstrakcyjny charakter. Trudno także mówić tu o jakimś tradycyjnym kształcie kompozycji – to właściwie luźne improwizacje, w których najważniejsze są brzmieniowe eksploracje. Coś dla elektronicznych ekstremistów. Lubię płyty Schnitzlera, szczególnie te z lat 1973-1978, choć sięgam po nie rzadko. Pod względem kompozytorskim nie są to jakieś szczególnie wybitne rzeczy, mogą jednak zainteresować niecodziennym klimatem i specyficzną aurą brzmieniową.


8. Sensations' Fix - Portable madness

Podzielam pogląd Belmonda – nawet najlepsze płyty tej grupy są bardzo nierówne. Muzycy zdają się stać w rozkroku, błąkając się gdzieś między estetyką rocka progresywnego a elektroniką. Być może na dobre wyszło by im bardziej jednorodne oblicze stylistyczne. Mają także problemy z zachowaniem jakości kompozycji. Muzyka ciekawa, jednak z dojmującymi mankamentami. Na pewno warta jednak posłuchania. Na włoskiej scenie progresywnej Sensations' Fix z pewnością nie zaliczyłbym do ekstraklasy, jednak byli na tyle specyficzni, że nie pogrążyli się w morzu przeciętności.

9. Klaus Schulze – Blackdance

Klaus stosunkowo nisko w zestawieniu, jednak to nie kwestia przypadku. „Blackdance” w moim prywatnym rankingu najlepszych albumów muzyka, nagranych w złotych latach 70-tych jest niemal na samym dnie. Nie znaczy to, że jest słaby. Schulze w tej dekadzie nie schodził poniżej pewnego wysokiego poziomu. Osobiście żałuję, że artysta tak szybko porzucił klimaty a la „Cyborg”, które bardzo mi odpowiadały. W tej dekadzie jego rozwój muzyczny był jednak bardzo dynamiczny. Kolejne sesje nagraniowe („Picture music”) były świadectwem szybkich przeobrażeń języka muzycznego a i tak był to tylko kolejny etap wiodący w stronę już w pełni skrystalizowanego stylu, który w pełni objawi się na „Timewind”.

Przy ocenie „Blackdance” nie brałem pod uwagę bonusów, tym bardziej że pochodzą z późniejszych o dwa lata sesji nagraniowych. W tamtych czasach dwa lata to już nieomal inna epoka. W reedycjach płyt Klausa niejednokrotnie raził mnie dobór poszczególnych bonusów, które pochodziły z innego okresu i siłą rzeczy nie pasowały pod względem stylistycznym do wydawnictwa. Dobrym przykładem niech będzie tu choćby „Cyborg”. Z kolei znakomicie dobrano materiał do „Audentity” (przepyszny „Gem”), który pięknie komponował się z resztą materiału.

10. Sensations’ Fix – Fragments of light

„Fragments of light” to obok „Portable madness” bodaj najbardziej udane wydawnictwo w dorobku tej włoskiej formacji. Akurat złożyło się tak, że obydwa ujrzały światło dzienne w tym samym roku. Stylistycznie są do siebie dość zbliżone. Mamy tu do czynienia z melanżem rocka progresywnego z bardziej tradycyjną odmianą rocka elektronicznego.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5553
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #111026 autor: Belmondo » 09 mar 2015, 17:10

O cholera, zapomnialem o Harmonii i Heldonie.

Zatem finalna lista wygladac bedzie nastepujaco:

1. KS Blackdance
TD Phaedra
3. Harmonia- Music von Harmonia
Sensations Fix- Portable Madness
The Cosmic Jokers- Planeten Sit in
Sensations Fix- Fragments of light
Franco Battiato- Clic
The Cosmic Jokers- Galactic Supermarket
The Cosmic Jokers- The Cosmi Jokers
9. Kraftwerk- Autobahn
10. Stardrive- Stardrive
11. Manuel Goettshing- Inventions for electric guitar
12. Heldon – Electronique guerilla
13. Edgar Froese- Aqua
14. Synergy- Electronic realizations for rock orchestra
15. Isao Tomita- Snowflakes are dancing
16. Schnitzler- Blau
17. Cluster- Zuckerzeit


mahavishnuu pisze:Przy ocenie „Blackdance” nie brałem pod uwagę bonusów, tym bardziej że pochodzą z późniejszych o dwa lata sesji nagraniowych. W tamtych czasach dwa lata to już nieomal inna epoka. W reedycjach płyt Klausa niejednokrotnie raził mnie dobór poszczególnych bonusów, które pochodziły z innego okresu i siłą rzeczy nie pasowały pod względem stylistycznym do wydawnictwa.


To fakt, pierwszy bonus pokazuje roznice wyraznie, natomiast drugi bonus wrecz przeciwnie- tutaj mamy jakby doczynienia z pozniejszym pomyslem, ale z wykonaniem wczesniejszym.
Rzeczywiscie gdyby nie bonus, byc moze plyty nie ocenilbym najwyzej. Z drugiej strony walka jest wybitnie nierowna, bo TD atakuje z zupelnie innego pulapu niz cala reszta.
Zastanawiam sie jak bym ocenil Blackdance bez bonusow- plyta nadal pozostaje inna niz wszystkie w 74 roku. Nie przypuszczam aby taki efekt zdeterminowany zostal takim a nie innym instrumentarium. KS wszak udowodnil pozniej, ze nie interesuje go domyslne moogowe brzmienie, ktore wszyscy inni niemalze bez wyjatku walkowali bez konca nie wydobywajac z tych instrumentow nic wiecej. TD jeszcze przez troche budowalo utwory wokol jednego instrumentu, dla KS-a kolejny instrument byl tylko kolejnym narzedziem, jednym z wielu i to jeden z powodow dlaczego eksplorowal inne obszary o nieporownywalnie szerszym zasiegu, nie mowiac o znacznie wiekszym wyrafinowaniu. I to imho stawia jego tworczosc bardzo wysoko, czestokroc wyzej niz TD. Blackdance jest kolejnym przykladem sporej wyobrazni muzycznej KS-a, za ktora jeszcze nie podazaly wtedy jego mozliwosci i umiejetnosci.
Tyle, ze to spojrzenie z duzej perspektywy. Gdybym mial w 74 roku oceniac bez znajmosci pozniejszych wydawnictw, to nie wiem, troche trudno mi sie w takiej sytuacji postawic :D, zwlaszcza ze chyba nie potrafilem wtedy jeszcze mowic ;).
W przypadku Phaedry mamy rzeczywiscie jak wujek Stefan pisal troche doczynienia z przypadkiem. Blackdance jest zdecydowanie bardziej osobisty i emocjonalny. M. in. dlatego bezposrednio nie mozna tych plyt porownywac. Natomiast daje wysoka note KS-owi za puryzm, indywidualizm, odwage, charakter i klimat, ktorego nie udalo sie nikomu po dzis dzien odtworzyc.

mahavishnuu pisze:7. Conrad Schnitzler – Blau
To już jest dość ostra jazda. Typowy przykład elektronicznej awangardy.


Z tym nie do konca sie zgodze, bo awangardowa jest tu w zasadzie tylko forma. Tresc ma niewiele awangardy w sobie- za duzo typowego brzmienia.

mahavishnuu pisze:8. Sensations' Fix - Portable madness
Podzielam pogląd Belmonda – nawet najlepsze płyty tej grupy są bardzo nierówne. Muzycy zdają się stać w rozkroku, błąkając się gdzieś między estetyką rocka progresywnego a elektroniką


Imho nierownosci objawiaja sie przede wszystkim po jednej stronie. Zroznicowanie (rozkrok) jak dla mnie zdecydowanie in plus.

Tak czy inaczej- ciekawy rok. Szczesliwie dla innych akurat rok bez plyty Floydow, ktorzy przypuszczam zgarneliby wszystko.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

phaedra
Habitué
Posty: 4026
Rejestracja: 10 wrz 2005, 19:19
Lokalizacja: Toruń
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #111031 autor: phaedra » 09 mar 2015, 20:48

Prawdę mówiąc, wybór trudny Bel. Trzeba zrobić ankietę w tym kierunku.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
mahavishnuu
Niedoświadczony
Posty: 29
Rejestracja: 22 kwie 2013, 1:44
Lokalizacja: Opole
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #111033 autor: mahavishnuu » 09 mar 2015, 22:41

mahavishnuu pisze:7. Conrad Schnitzler – Blau
To już jest dość ostra jazda. Typowy przykład elektronicznej awangardy.


Belmondo pisze:
Z tym nie do konca sie zgodze, bo awangardowa jest tu w zasadzie tylko forma. Tresc ma niewiele awangardy w sobie- za duzo typowego brzmienia.

W tym przypadku istotne jest to z jakiej perspektywy chcemy oceniać ten ewentualny awangardyzm. Inaczej będzie wyglądać to od strony „poważnej” awangardy, inaczej z punktu widzenia szeroko pojętej muzyki rozrywkowej. Na tym forum z pewnością bliżej nam do tej drugiej wersji.

Porównując „Blau” nawet z ambitniejszą elektroniką (Klaus Schulze, Tangerine Dream) słychać wyraźnie, że jest to inne granie. Bliższe estetyce „poważnej”awangardy. Mocno dysonansowe faktury, często wręcz amelodyczne. Narracja jest bardzo postrzępiona, sama muzyka niejednokrotnie grawituje w stronę atonalności. Co bardziej odjechane fragmenty miejscami ocierają się wręcz o kakofonię. Oczywiście, jest to bardziej tradycyjne granie niż rzeczy, które uskuteczniał choćby Stockhausen. Na tle takiego „Gesang der Jünglinge” czy też „Kontakte” awangardyzm „Blau”mocno blednie. Jego muzyka jest bardziej przewidywalna, poza tym pod pewnymi względami dość tradycyjna (na „Blau”choćby w sferze dynamicznej i agogicznej). Nie wiem tylko czy jest to odpowiedni punkt odniesienia dla takiej muzyki.

W sumie jest to na pewno granie bardzo odległe od mainstreamu. Poza tym źródła inspiracji w przypadku tej płyty także obejmują w dużej mierze dorobek elektroników spod znaku Stockhausena i tym podobnych. Schnitzler w czasie, gdy grał w Tangerine Dream miał poważne problemy ze swoimi kolegami. Jego muzyczne myślenie często znacznie wybiegało poza kanony muzyki rockowej. Podkreślali to zarówno Edgar Froese, jak i Klaus Schulze. Dla niego jego koledzy z zespołu byli przedstawicielami tradycji rockowej, owszem, undergroundowej, jednak wciąż rockowej. Jego ciągnęło w inne muzyczne rejony, co na „Blau” dobrze słychać.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5553
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #111035 autor: Belmondo » 10 mar 2015, 12:48

phaedra pisze:Prawdę mówiąc, wybór trudny Bel. Trzeba zrobić ankietę w tym kierunku.

Trudny, trudny. Tylko jak taka ankiete zbudowac.
Phaedra jest na pewno atrakcyjniejsza, szybciej chwyta sluchacza zaledwie kilkoma genialnie ulozonymi nutkami, ale to wyprodukowana komercyjnie plyta, nad produkcja ktorej od poczatku do konca czuwali ludzie, ktorzy sie na tym znali. Blackdance to skromny, wrecz amatorski projekt, album jest surowy, ale czy przez to ubozszy ? Moim zdaniem wrecz przeciwnie. Choc na pewno razacy niedoskonalosciami, trudniejszy i bardziej wymagajacy dla sluchacza.


mahavishnuu pisze:W tym przypadku istotne jest to z jakiej perspektywy chcemy oceniać ten ewentualny awangardyzm. Inaczej będzie wyglądać to od strony „poważnej” awangardy, inaczej z punktu widzenia szeroko pojętej muzyki rozrywkowej. Na tym forum z pewnością bliżej nam do tej drugiej wersji.


Porównując „Blau” nawet z ambitniejszą elektroniką (Klaus Schulze, Tangerine Dream) słychać wyraźnie, że jest to inne granie. Bliższe estetyce „poważnej”awangardy.


Z pewnoscia wiele zalezy jaka przyjmiemy plaszczyzne dla porownan w awangardowym kotle. Moim zdaniem przyjete przez Ciebie zalozenie (o bliskosci forum do muzyki rozrywkowej) z gory bedzie lagodzic granice awangardy i nie musi byc sluszne. Przykladowo dla mnie pojecie jest dosc silnie okreslone i zdecydowanie opisuje ten "powazniejszy" kierunek. Tu blizej jest do eksperymentu, choc tez mozna miec watpliwosci czy to jeszcze eksperyment czy Schnitzlera po prostu ominela pewna epoka i wydarzenia w muzyce (co nie bylo trudne, bo to przeciez inne czasy byly).
Gdyby ten album powstal 5 lat wczesniej, to moze jeszcze nie mialbym watpliwosci gdzie go zaliczyc. W 74 roku forma wyrywa sie co prawda z ram muzycznych (tu istotne jest pytanie dlaczego, skoro Schnitzler pozniej i tak od niej mniej lub bardziej odchodzi), ale to tyle. Nagranie nieprzetworzonych dzwiekow prosto z oscylatorow sterowanych z LFO nawet w 74 roku jest juz niemalze przezytkiem. W tym wydaniu Schnitzlera raczej przypominaja wczesne eksperymenty z generowaniem sztucznie dzwiekow sprzed 10-15 lat, a nawet wczesniej (Zakazana Planeta) niz jakiekolwiek poszukiwania czy proby wylamania sie.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Wróć do „Ankiety”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Studio Nagrań : Zastrzeżenia