RecenzjeCzego teraz słuchacie

Przesłuchałeś kolejną płytę... Podoba ci się? Nie? Napisz o tym!

Moderator: fantomasz

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 560
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Re: Czego teraz słuchacie

Post #114464 autor: Depeche Gristle » 10 paź 2017, 13:04

Ostatni post z poprzedniej strony:

Coil - Backwards, 2015;
******
Style: new wave, rock industrialny, rock eksperymentalny, rock psychodeliczny, rock elektroniczny, noise, dark wave, cold wave, neofolk, drone, ambient, electropop, krautrock, musique concrète, gospel, house, rock symfoniczny
Obrazek

Nazar - Kosmos, 1997;
******
Style: house, electropop, soul, funk, synthpop, cold wave, drum and bass,
jungle, minimal, techno, jazz, future pop, eurodance, folk, hip hop

Obrazek

Lao Che - Prąd Stały / Prąd Zmienny, 2010;
******
Style: nowa fala, cold wave, synthpop, synthrock, future pop, postpunk,
noise, experimental, jazz, rock elektroniczny, rock psychodeliczny, jungle, dark wave

Obrazek

Job Karma - Punkt, 2010;
******
Style: rock industrialny, rock eksperymentalny, cold wave, synthpop, noise,
krautrock, drone, musique concrète, ambient, future pop, minimal, electro, rock psychodeliczny, dark wave, new wave

Obrazek


Backwards - album legendarnej eksperymentalnej formacji Coil, wydany 9 października 2015 roku, będący kompilacją materiału nagranego w latach 1992-95, następnie masterowanego i mixowanego w studiu Trenta Reznora Nothing w Nowym Orleanie w 1996 roku. Materiał ten nie doczekał się jednak oficjalnego wydania za życia muzyków Coil; część ukazała się w formie bootlegów, część znalazła miejsce na regularnych albumach Coil - The Ape of Naples i The New Backwards.
Materiał w formie albumu Backwards został oficjalnie wydany za sprawą producenta związanego z Coil Danny'ego Hyde'a wiele lat po śmierci obu muzyków formacji, Petera Christophersona i Jhonna Balance'a. Danny Hyde tłumaczył, iż wydawnictwo jest uzupełnieniem dla albumów Musick to Play in the Dark Vol. 1 i Musick to Play in the Dark Vol. 2: "Album ten jest istotnym powiązaniem między "LSD" i późniejszą serią Musik To Play In The Dark. Jest to znaczące połączenie, potrzebne do zrozumienia całej podróży."
Album rozpoczyna krótkie Intro wypełnione łamanymi i zapętlonymi dźwiękami syntezatora, które poprzedzają kompozycję tytułową Backwards, w której wokal Jhonna Balance'a przypominający stylem Genesisa P- Orridge'a jest bliski obłędu, muzycznie zaś utwór jest kolaboracją gitarowych zgrzytów, industrialnych hałasów i chłodnej elektroniki w posępnym i transowym rytmie.
Amber Rain z pełnym pasji wokalem Jhonna Balance'a, składa się ze spokojnej fortepianowej melodii wkomponowanej w muzykę tła, na którą składają się eksperymentalne dźwięki wstecznych taśm w stylu Cluster, industrialne szumy i stukoty oraz odległa psychodeliczna klawiszowa ilustracja. Utwór kończy eksperymentalne interlude w stylu Cluster drugiej połowy lat 70 z wsamplowanymi odgłosami natury.
Fire Of The Green Dragon z szeptanym wokalem, który przechodzi w deklamacje, jest kompozycją łączącą klasyczny rock industrialny z muzyką eksperymentalną; słychać tu wpływy wczesnego Cluster i Nine Inch Nails.
Be Careful What You Wish For oparty jest na dźwiękach eksperymentalnej elektroniki oraz przyśpieszonych do maksimum prędkości taśm i automatów perkusyjnych. Klimat psychodelii podkreśla fakt, że piosenka jest w całości obłąkańczo wywrzeszczana, minusem utworu jest fakt, iż jest jednak lekko przekombinowany.
W eksperymentalnym Nature Is A Language - The Test słychać echa twórczości Cabaret Voltaire; wokal Balance'a jest częściowo przetworzony i niekiedy zwielokrotniony poprzez echa i sample dialogów, utwór pulsuje jednostajnym beatem automatu perkusyjnego i psychodelicznym syntezatorowym pulsem, zaś niepokoju dodają jazgotliwe, przypominające gitarowe riffy przeciągłe partie klawiszy.
Heaven's Blade jest pełną emocji melodeklamacją opartą początkowo na eksperymentalnej elektronice, która przechodzi w klasycznie współczesny house'owo-electropopowy beat z chłodną elektroniką i pulsem w tle oraz partiami smyczkowymi.
W CopaCaballa Jhonn Balance daje mistrzowski popis wokalny; od przepełnionego emocjami śpiewu, po niskie deklamacje w stylu Nicka Cave'a, wszystko na tle chłodnej elektroniki pomieszanej z industrialnymi dźwiękami oraz powolną acz transową sekcją rytmiczną, przypominającą klimaty z albumu Depeche Mode - Exciter.
Psychodeliczna kompozycja Paint Me As A Dead Soul oparta jest na eksperymentalnej elektronice w klimacie eksperymentalnej muzyki konkretnej przełomu lat 60 i 70, z industrialnymi dźwiękami, cichymi partiami fortepianu, brzmieniem instrumentów dętych i elektrycznej wiolonczeli oraz depresyjnymi narracjami; utwór dość mocno budzi skojarzenia z twórczością The Legendary Pink Dots.
AYOR (It's In My Blood) to numer, który podkręcany jest przez szybki beat i warkotliwy urywany bas stanowiącymi fundamentem melodii składającej się z kanonady przemysłowych odgłosów i wsamplowanego krzyku, zaś Jhonn Balance wrzeszczy i zawodzi tu w stylu Genesisa P- Orridge'a.
A Cold Cell w formie pieśni religijnej, to pewnie najpiękniejszy, ale i najsmutniejszy moment płyty. Wokal Balance'a nabiera wymiaru sakralnego, przesyconego niebywałym smutkiem potęgowanym przez depresyjną, melancholijną i chłodną melodię. Piosenkę kończą dźwięki pochodzące gdzieś z ulicy, przy której stoi hala fabryczna.
Album kończy przepiękna neofolkowa kompozycja z wpływami muzyki celtyckiej, Fire Of The Mind, przy akompaniamencie pianina i brudnych industrialnych hałasów, z przenikliwym wokalem Jhonna Balance'a przechodzącym czasami w deklamacje.


Kosmos - czwarty album Nazara, wydany w 1997 roku. Tym razem wokalista Nazar Al-Khouri wraz z zespołem o mocno przemeblowanym składzie po raz pierwszy postanowił przedłożyć warstwę rytmiczną ponad warstwę muzyczną, liryczną oraz klimat, nawiązując współpracę ze znanymi polskimi wykonawcami muzyki dance, Pawłem Ładą i Mariuszem Rogowskim, znanym zresztą jako lider polskiej gwiazdy eurodance, grupy United. Charakterystyczne dla Nazara klimaty melancholii i nostalgii oczywiście są, jednakże pełnią one rolę drugoplanową. Rolę dominującą przejmuje rytm, o zdecydowanie tanecznym charakterze, jaki na poprzednich płytach Nazara pełnił rolę drugoplanową, ustępując miejsca klimatom melancholii i nostalgii.
Początek albumu wcale jednak nie zapowiada wielkiej zmiany w stylistyce Nazara, bowiem otwierająca album kompozycja Po Drodze Z Nieba nie różni się od melancholijno-nostalgicznych ballad z poprzednich albumów; utwór przypomina nieco podobne dokonania Pet Shop Boys o soulowym zabarwieniu i z dodatkiem latynoskiej gitary, jednakże kompozycja zostaje rozciągnięta do niemal dziesięciu minut, zaś druga część nieoczekiwanie przyśpiesza i przeobraża się w taneczny remix piosenki z szybką house'ową sekcją rytmiczną i elementami flamenco - połączenie to w drugiej połowie lat 90 było niezwykle popularne i powszechne wśród wykonawców dance.
Trąf-Trąf jest już ewidentnym przykładem zwrotu Nazara w kierunku sceny dance i house. Autorem numeru jest wspomniany Mariusz Rogowski, zaś za inspirację posłużyły dyskotekowe hity lat 90 na bazie wyliczanek, których królem był nieżyjący już dziś włoski artysta dance Mo-Do, którego przeboje-wyliczanki Eins-Zwei-Polizei i Super Gut królowały na europejskich parkietach. Nazar wespół z Rogowskim wzięli na warsztat popularną polską wyliczankę "Trąf-Trąf-Misia-Bela..." wkomponowując ją w transowy i megataneczny house'owy rytm, przy którym nogi same rwą się do tańca. Numeru nie powstydziłyby się największe europejskie potęgi eurodance i dance lat 90, nie dziwi więc fakt, że Trąf-Trąf stał się przebojem polskich dyskotek, stacji radiowych i dance'owych list przebojów.
Chwilę wytchnienia od tanecznych klimatów gwarantuje ciepła i pogodna piosenka Wyspa Dzieci w funkowo-soulowych barwach przypominających nieco klimaty z poprzednich albumów Nazara, tylko znacznie bardziej pogodnych.
Lunatyk (To Ja), drugi z wielkich przebojów albumu, jest połączeniem house'owej rytmiki z brzmieniem soulowo-jazzowo-funkowym i silną sekcją basową. Utwór przypomina też podobne dokonania Pet Shop Boys z lat 90.
Przejście Czasu, w całości autorstwa J. Lewandowskiej, jest najbardziej klimatycznym utworem, w którym słychać silne wpływy ballad z poprzednich albumów Nazara. Utwór brzmieniowo utrzymany jest w stylistyce lat 80, w formie synthpopowej ballady z ciężkim acz powolnym uderzeniem automatu perkusyjnego.
Brzmienia lat 80, wręcz future-popowe w stylu Kraftwerk dominują w kompozycji Słońca W Nas, z jungle'ową sekcją rytmiczną, która w drugiej części utworu zmienia się w mega-szybki rytm house'owy ocierający się wręcz o niemiecki styl rave.
Bez Słów (Płyniesz W Moich Żyłach) to numer w stylu amerykańskiego i brytyjskiego acid-house z początku lat 90, z wpływami europejskiego eurodance; sekcja liryczno-wokalna ogranicza się tu jedynie do tytułowej frazy.
Tak jak z powodzeniem Nazar wziął na swoich poprzednich płytach Extazee! i @[kata.LOG] klasyki muzyki disco - Don't Go z repertuaru Yazoo, Celebration z repertuaru Kool And The Gang oraz I've Seen This Face z repertuaru Grace Jones - tak tym razem z powodzeniem wziął na warsztat kultowy przebój disco lat 70 That's The Way (I Like It) z repertuaru KC and the Sunshine Band, w mocno acid-house'owej aranżacji przypominającej nieco stylem Cabaret Voltaire z albumu Body And Soul.
Feel So Good ('Cause I Believe), to soulowo-funkowo-house'owy schemat przypominający dokonania Pet Shop Boys lat 90 znany już z utworu Lunatyk (To Ja), z kolei Surgiendo Del Cielo jest hiszpańskojęzyczną wersją utworu Po Drodze Z Nieba, muzycznie identyczną jak wersja polska.
That's The Way (I Like It) (Lemon Mix), klasyk muzyki disco zaprezentowany został tu w wersji rave i drum and bass łączącej klimaty Scootera i wczesnego The Prodigy. Pewnie oryginalni członkowie kultowego zespołu disco KC and the Sunshine Band wykonujący ten przebój w latach 70, gdyby usłyszeli wtedy tą wersję, zapewne doznaliby niemałego szoku.
Kończący album numer Kosmolunatyk, jest de facto wersją techno utworu Lunatyk (To Ja). Utwór pędzi w nieprawdopodobnie morderczym rytmie bliskim klimatowi niemieckiego nurtu rave. Słychać tu też sample mocnych riffów gitarowych, zaś sekcję wokalną ograniczono do frazy tytułowej.
Mimo szczytu popularności Nazara i ogromnego sukcesu komercyjnego albumu Kosmos oraz pochodzących z niego singli - Trąf-Trąf, Lunatyk (To Ja) i Po Drodze Z Nieba - album okazał się ostatnim w dyskografii Nazara, zaś sam artysta dość nagle i nieoczekiwanie zniknął ze sceny muzycznej, rezygnując z dalszej kariery - jak po latach wyjaśniał w jednym z nielicznych wywiadów, po prostu spełnił swoje młodzieńcze marzenia by zostać gwiazdą muzyki.
Nazar Al Khouri, krótko po wydaniu albumu Kosmos, zrezygnował całkowicie z kariery muzycznej oraz z życia publicznego, rezygnując również z udzielania wszelkich wywiadów, przeniósł się do branży reklamowej, gdzie do dziś osiąga spektakularne sukcesy, na miarę tych muzycznych sprzed 20 lat.


Prąd Stały / Prąd Zmienny - czwarty album formacji Lao Che wydany 1 marca 2010 roku, na którym grupa po raz kolejny udowodniła, że nie da się jej zaszufladkować do konkretnego nurtu ani gatunku. Każda z kolejnych płyt Lao Che różniła się bowiem diametralnie od pozostałych; każda też poruszała konkretny temat. Tym razem jednak mamy do czynienia z największym zwrotem w dotychczasowej twórczości zespołu, który zrezygnował z koncepcyjności albumu, stawiając na 12 niezależnych od siebie piosenek - ułożonych jednak w przewidzianej chronologii - często z bezpośrednimi tekstami ocierającymi się o sarkazm czy wręcz groteskę, jednakże największą niespodzianką jest odejście od gitarowych riffów i brzmień, na rzecz retro-elektroniki łączonej ze stylem polskiej nowej fali.
Album otwiera psychodeliczny utwór Historia Stworzenia Świata z jazzowym wstępem, który przechodzi w eksperymentalną elektronikę z future-popowymi akcentami. Ocierające się o kabaretową groteskę partie śpiewane, traktujące o spiskowej teorii dziejów historii świata, oparte są na ponurej deklamacji.
Niepozostawiający złudzeń Krzywousty, będący groteskowym dialogiem głupiego z głupim, jest kolaboracją synthpopu o zabarwieniu od zimnej fali po future pop z polską nową falą i punkiem. Także soczysty beat automatu perkusyjnego łączy się z uderzeniami żywych bębnów.
Magistrze Pigularzu, pomijając prześmiewczy tekst, jest połączeniem chłodnych elektronicznych pulsów z elementami future-popu i nowej fali; utwór jest łudząco podobny do twórczości Kafel z okresu kiedy występowała tam Katarzyna Nosowska; szczególnie słychać to w warstwie wokalnej przypominającej ówczesny styl Andrzeja Kwinto z Kafel.
Utwór Czas z apokaliptycznym tekstem, jest połączeniem synthpopu o sekcji rytmicznej automatu perkusyjnego rodem z Ultravox (utwór Mr. X) i chłodnym, future-popowym brzmieniu w stylu Kraftwerk i The Human League z elementami polskiej nowej fali z wyrazistym basem. Pod koniec utwór nabiera wyraźnie zabarwienia słodko-gorzkiego, poprzez pojawienie się żywej sekcji perkusyjnej i brudnych riffów gitar. Piosenka jest singlem promującym album oraz pochodzącym z niego wielkim przebojem.
Życie Jest Jak Tramwaj z tekstowym nawiązaniem do "Mistrza i Małgorzaty" jest klasycznym przykładem electro-punka; nie brakuje tu jednak eksperymentalnej elektroniki czy odniesień do brzmień Kraftwerk.
Utwór Dłonie jest dobitnym przykładem zimnofalowej kompozycji w klimatach polskiej nowej fali lat 80, w którym słychać brzmieniowe echa twórczości Siekiery, Aya RL, Kombi i Klinczu.
Kryminał jest zespoleniem jungle'owej rytmiki z future-popowym brzmieniem syntezatorów nieco w duchu Sof Cell. Groteskowy tekst śpiewany jest zimnym, wyrafinowanym krzykiem.
Tytułowy oraz singlowy Prąd Stały / Prąd Zmienny, z przesłaniem miłości do wszystkich, i Urodziła Mnie Ciotka są zderzeniem punka z pogodnym synthpopem. Tu również nie brakuje eksperymentalnej elektroniki i sampli.
Wielki Kryzys jest połączeniem piosenki w stylu nowej fali z brzmieniem Kraftwerk i szybkim pulsem automatu perkusyjnego. Pod koniec numer nabiera zdecydowanie punkowego wymiaru.
Przepiękna psychodeliczna ballada z przejmującym wokalem, Sam O'tnosc, w stylistyce neofolkowej z elementami orientalnymi gitary i futurystycznymi motywami klawiszy, przypomina dokonania Coil i The Legendary Pink Dots.
Album kończy Zima Stulecia w duchu chłodnego, ale pogodnego future-popu w stylu Franka Kimono; kompozycja, choć pogodna, będąca jednak groźnym i pesymistycznym ostrzeżeniem, że "wybiła ostatnia kilowatogodzina".
Album Prąd Stały / Prąd Zmienny otrzymał ciepłe i przychylne opinie krytyków i odbiorców; okazał się jak dotąd najlepszym krążkiem w dorobku Lao Che. Album również bardzo dobrze się sprzedał, docierając do 5 miejsca na krajowym rynku muzycznym, przyniósł zespołowi dwa wielkie singlowe przeboje radiowe - Czas i Prąd Stały / Prąd Zmienny (4 miejsce), także wysoko notowana - na 14 pozycji - była Zima Stulecia.


Punkt - album kultowej wrocławskiej formacji industrialnej Job Karma, nagrywany w latach 2008 - 2009, a wydany wiosną 2010 roku.
Głównym motywem przewodnim Maćka Fretta i Aureliusza Pisarzewskiego tworzących zespół, jest wykorzystywanie dźwięków industrialnych jako punktu wyjścia w wolności twórczej, w poszukiwaniach i eksperymentach dźwiękowych z przemysłowym hałasem i brzmieniem analogowych syntezatorów czy generatorów, czego ewidentnym wyrazem jest album Punkt składający się z ośmiu osobnych punktów odniesienia, tworzących de facto jedną spójną całość.
Punkt 1: RAF w duchu schyłkowego Cabaret Voltaire i solowej twórczości Richarda H. Kirka, składa się z chłodnego analogowego tła z delikatnymi klawiszowymi zagrywkami otoczonymi industrialnymi oraz futurystycznymi kaskadami dźwiękowymi i wsamplowanymi dialogami.
Punkt 2: Brain's Processing jest już znacznie bardziej eksperymentalny; utwór zawiera industrialny puls oraz sekcję rytmiczną stworzoną przez industrialne stukoty. Wśród dialogów oraz szeregu przemysłowych i eksperymentalnych dźwięków ukrywa się trzymająca w napięciu melodia. Kompozycja utrzymana jest w klimacie twórczości Throbbing Gristle.
Punkt 3: Hydroxizinum City 2, eksperymentalny, utrzymany w duchu krautrocka, drone i musique concrète numer składa się z kolażu przetworzonych akustycznych dźwięków, które nakładają się na drone'owe tło niskich dźwięków syntezatora, odległej chłodnej melodii i cichych zagrywek pianina. Przez cały czas kompozycji towarzyszy powolny i posępny rytm cichego werbla. Utwór osadzony jest w klimatach twórczości Pink Floyd końca lat 60, Tangerine Dream z okresu "Pink Years", Neu!, Faust czy The Legendary Pink Dots.
Punkt 4: Hel - po sporej porcji eksperymentalizmu - ten numer zaskakuje całkowitą przystępnością i całkiem popowym charakterem; utwór jest w klimacie synthpopu lat 80 z elementami industrialu, cold wave i dark wawe; słychać tu odniesienia do twórczości Depeche Mode, Nine Inch Nails, Cabaret Voltaire czy The Art. Of Noise. Utwór zaskakuje również brudnymi riffami przesterowanych gitar. Nieodłącznym elementem są tu również dialogi.
Punkt 5: You Are The Key jest kontynuacją synthpopowej opcji z gitarowymi riffami z poprzedniego punktu, tylko w znacznie szybszym tempie i z o wiele bardziej uwydatnionymi szczegółami industrialnymi, w postaci przemysłowych uderzeń i dźwiękowych kanonad. Gitarowe riffy są tu bardziej odległe, zaś utwór nabiera stylu new wave.
Punkt 6: Gustav's Dream jest spokojną kompozycją łączącą ambient z future-popowymi motywami klawiszy. Utwór budzi bliskie skojarzenia z twórczością Cluster z albumów Sowiesoso, Grosses Wasser i Curiosum.
Punkt 7: TerrorVizja rozpoczyna się miksturą dźwiękową składającą się z przetworzonego bulgotania wody i przetworzonych dźwięków przemysłowych na tle psychodelicznego syntezatorowego pulsu; owa mikstura powoli ustępuje miejsca depresyjno-psychodelicznym, analogowym ilustracjom, których tło uzupełniają przemysłowe hałasy, industrialny puls, elektroniczne eksperymenty i tworzący transową sekcję rytmiczną odległy stukot automatu perkusyjnego, przypominającego odgłos stukotu kół pociągu z utworu Kraftwerk - Trans-Europe Express . Utwór jest jednak bliski klimatom wczesnych performance'ów Throbbing Gristle z last 1975-80.
Punkt 8: Brontë, kończący album utwór, jest muzyczną podróżą w czasie, od krautrockowych klimatów wczesnego Ash Ra Tempel, po przestrzenne klimaty rodem z twórczości Jeana Michela Jarre'a; kompozycja tworzy nieustannie prowadzone przez perkusyjny syk psychodeliczno-drone'owe, organowo-syntezatorowe tło, w którym słychać zniekształcone głosy ludzkie - płacz dziecka, wrzaski dzieci, dialogi - na które z czasem nakładają się odległe future-popowe zagrywki klawiszowe w stylu Kraftwerk. Kompozycję wieńczy mocno eksperymentalno-minimalistyczna końcówka z industrialnym zgrzytem zakończonym dramatycznym pęknięciem niszczonego sprzętu i zwielokrotnionym echem.
Entertainment Trough Pain
--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

 
TEST
Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 560
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114473 autor: Depeche Gristle » 18 paź 2017, 0:23

The Communards - Red, 1987;
*****
Style: new wave, synthpop, cold wave, soul, future pop, electro funk, rock symfoniczny, neofolk, rock elektroniczny, jazz
Obrazek

Cluster - Grosses Wasser, 1979;
******
Style: krautrock, rock industrialny, cold wave, synthpop, rock elektroniczny,
rock eksperymentalny, dark wave, ambient, musique concrète, neofolk, noise, future pop, funk, euro disco, minimal, rock psychodeliczny

Obrazek

The Beloved - Single File, 1997;
*****
Style: new wave, synthpop, electro pop, house, cold wave, trip-hop, synth rock, rock symfoniczny
Obrazek

Administratorr Electro - Ziemowit, 2016;
******
Style: nowa fala, synthpop, cold wave, future pop, industrial, electro pop,
synth rock, dark wave, rock elektroniczny, rock psychodeliczny, ebm

Obrazek


Red - wydany w październiku drugi album studyjny brytyjskiej formacji The Communards założonej w 1985 przez byłych muzyków związanych z Bronski Beat, Jimmy’ego Somerville’a i Richarda Colesa.
The Communards w szybkim tempie osiągnął światowy sukces komercyjny na miarę Bronski Beat, wydając przeróbkę klasyku disco Don’t Leave Me This Way z repertuaru Thelmy Houston oraz w 1986 roku debiutując przebojowym albumem Communards, na którym zespół połączył synthpopowy styl Bronski Beat z soulem i jazzem oraz licznymi partiami smyczkowymi i dętymi, co w erze zmierzchu synthpopu było strzałem w dziesiątkę, przynosząc albumowi miano światowego przeboju, nic zatem dziwnego, że muzycy powtórzyli ten schemat również na swoim drugim albumie Red, choć jest tu trochę więcej synthpopowego brzmienia w stylu Bronski Beat względem pierwszego albumu, co słychać już w otwierającym album utworze, który stał się wielkim przebojem zespołu - Tomorrow, w którym nie brakuje wcale orkiestrowych akcentów. Ponadto oparte na synthpopowym brzmieniu i stylu znanym z twórczości Bronski Beat są, przypominający nieco pogodne, synthpopowe oblicze OMD T.M.T.♥.T.B.M.G., pulsujący, future-popowy Victims oraz sprawdzony już wcześniej schemat z przeróbką klasyku disco Never Can Say Goodbye z repertuaru Glorii Gaynor, w formie tanecznego synthpopu połączonego z soulem; numer stał się światowym przebojem do tego stopnia, że do dziś jest bardziej kojarzony z The Communards, niż z Glorią Gaynor.
Na albumie nie brakuje klimatu czarnego soulu w stylu pierwszej połowy lat 70 z dominacją partii fortepianowych i mocnymi elementami orkiestrowymi, czego przykładem jest Matter of Opinion oraz bardziej refleksyjne kompozycje soulowe w stylu lat 70, instrumentowane fortepianowo - C Minor z symfonicznymi smyczkami oraz For a Friend dedykowany zmarłemu na AIDS w 1987 roku brytyjskiemu lewicowemu, walczącemu o prawa gejów, politykowi Markowi Ashtonowi, zaprzyjaźnionemu z muzykami The Communards, którego pamięci zespół dedykował również cały album.
Zespół nie pozostaje wyłącznie w klimatach synthpopu i soulu, czego przykładem są takie utwory jak oparty o partie fortepianowo-symfoniczne Lovers and Friends, Hold On Tight będący połączeniem soulu i electro-funku w stylu wczesnej solowej twórczości Michaela Jacksona oraz najlepszy moment płyty - If I Could Tell You - kojarzący się z twórczością Coil neofolkowy utwór o zabarwieniu celtyckim, z tekstem opartym na poezji angielskiego pisarza Wystana Hugh Audena, kompozycja jest połączeniem zimnych syntezatorowych brzmień z symfonicznymi partiami wiolonczeli.
Podobnie jak pierwszy album Communards, również Red stał się wielkim przebojem dochodząc do 4 miejsca UK Albums Chart i 93 miejsca amerykańskiego Billboardu w 1987 roku.
Album promowany był światową trasą koncertową, której efektem był album live, wydany w 1988 roku Storm Paris, po wydaniu którego - mimo szczytu popularności - historia zatoczyła koło; tym razem to nie Jimmy Somerville, tylko Richard Coles poczuł nagle duchowe powołanie; postanowił odejść z The Communards, kończąc tym samym jej działalność, zrezygnował całkowicie z kariery muzycznej zostając księdzem, udzielając się jeszcze jako muzyczny krytyk i felietonista w pismach Times Literary Supplement i The Catholic Herald, Jimmy Somerville natomiast udanie kontynuował karierę muzyczną solo.


Grosses Wasser - nagrany i wydany w 1979 roku album formacji Cluster, która po dwóch albumach wydanych jako trio z Brianem Eno - Cluster & Eno i After The Heat - powróciła do formy duetu Hans-Joachim Roedelius - Dieter Moebius. Formacja przeniosła się do Hamburga i studia nagraniowego Paragon Studio, będącego własnością byłego muzyka Tangerine Dream Petera Baumanna, który został także producentem albumu.
Płytę otwiera utwór Avanti z mocnym industrialnym pulsem sekwencera, przestrzennymi i chwytliwymi zagrywkami klawiszy, psychodelicznymi zapętleniami w stylu z pierwszego albumu Harmonii - Musik Von Harmonia (1973); w tle przewijają się partie fortepianu, zagrywki gitary akustycznej i psychodeliczne organowe pejzaże. Utwór przypomina wczesne dokonania Throbbing Gristle i Cabaret Voltaire, wpłynął też na twórczość wielu syntezatorowo-punkowych formacji, takich jak Psyche, Suicide czy Skinny Puppy.
Prothese jest niezwykle rzadkim w przypadku Cluster utworem wokalnym. Wokale to przede wszystkim szybkie deklamacje, zaś numer oparty jest na pulsującej funkowej rytmice wręcz w stylu euro disco; w muzyce dominuje jednak potężne brzmienie lekko rozstrojonego fortepianu połączonego z licznymi brudnymi riffami gitarowymi oraz industrialnym pulsem i szeregiem eksperymentów dźwiękowych w tle. Kompozycja jest niesamowicie hipnotyzująca, która kończy się zupełnie nieoczekiwanie.
Isodea oparta jest na analogowych klawiszowych motywach w stylu wczesnego Jeana Michela Jarre'a bądź futurystycznych syntezatorowych melodii w stylu Raymonda Scotta, Bruce'a Haacka czy Perrey and Kingsley z lat 50 i 60, współgrających z zagrywkami gitary. Nie brak tu eksperymentów dźwiękowych czy awangardowych zagrywek na flecie; brak jest natomiast sekcji rytmicznej, ale utwór wcale jej nie potrzebuje.
Breitengrad 20 opiera się na transowo-industrialnym pulsie sekwencera tworzącym wraz z cichymi perkusjonaliami sekcję rytmiczną oraz na melodii składającej się z podniosłych partii pianina a'la Chopin i brudnych riffów gitarowych, które czasami nabierają większej zadziorności. Utwór jest niesamowicie transowy.
Manchmal, to klawiszowe zagrywki nieco w barokowym stylu wczesnego Vangelisa, uzupełnione o delikatne partie akustycznej gitary na tle odległych i delikatnych syntezatorowych smyków.
Tytułowy Grosses Wasser jest blisko 19-minutową wielowątkową suitą, na którą składa się kilka luźno połączonych ze sobą niezależnych od siebie (za wyjątkiem wątku początkowego i końcowego) wątków, poczynając od rozpoczynających kompozycję ciężkich partii fortepianowych, na które powoli nasuwa się odległa przestrzeń eksperymentalnej elektroniki z licznymi przetworzonymi elektronicznie akustycznymi dźwiękami i szumami, które powoli wypierają partie fortepianowe zastąpione bardzo niskim brzmieniem syntezatora, co przypomina nieco klimaty z albumu Cabaret Voltaire - Johnny Yesno; kiedy chaos osiąga apogeum, nagle ustępuje miejsca wibrującemu niskiemu dźwiękowi syntezatora z analogową partią psychodelicznych zagrywek klawiszy w stylu muzyki elektronicznej lat 60, ten motyw z kolei dramatycznie kończy neofolkowy szamański rytm perkusji z dzwonami i elektronicznymi eksperymentami, na których tle pojawiają się motywy klawiszowe i gitarowe riffy, a nawet future-popowe zagrywki klawiszy, przeciągłe partie skrzypiec elektrycznych czy saksofonu uzupełnione o eksperymentalne motywy syntezatora i perkusjonalia, tworząc rodzaj plemiennej muzyki Indian. Następnie utwór przechodzi w wątek kojarzący z wczesną twórczością Cabaret Voltaire i Throbbing Gristle z niskimi syntezatorowymi przestrzeniami i odległymi syntezatorowymi pętlami z nieustającym przetworzonym tykaniem zegara, syntetycznymi efektami dźwiękowymi oraz pojawiającą się partią skrzypcową; na ten wątek, subtelnie go wyciszając, nasuwają się partie fortepianowe uzupełnione z czasem o zagrywki akustycznej gitary, upodabniając kompozycję do melancholijnych nastrojów z utworów wczesnego Kraftwerk - Heimatklänge i Morgenspaziergang, kończąc kompozycję niemal tak jak się ona rozpoczęła.



Single File - kompilacja największych przebojów z lat 1989-96 brytyjskiej formacji synthpopowej The Beloved, powstałej w połowie lat 80 w Cambridge, która na przełomie lat 80 i 90, obok Cabaret Voltaire, jako jedna z pierwszych łączyła styl Acid House z popem, była też, obok Pet Shop Boys, jedną z najważniejszych brytyjskich grup łączących synthpop z muzyką taneczną; album Single File jest podsumowaniem twórczości grupy z jej najlepszych lat, począwszy od łączących acid house z popem przebojów The Sun Rising, Your Love Takes Me Higher, Satellite, Outerspace Girl, który stał się wielkim radiowym hitem w 1993 roku, Ease The Pressure i It's Alright Now. Chociaż The Beloved to mistrzowie szybkich i tanecznych numerów, w ich twórczości nie brak jest miejsca na klimaty nastrojowe, jak w przypadku Time After Time przypominającego spokojne electropopowe numery z albumu OMD - Sugar Tax, pierwszego wielkiego przeboju The Beloved Hello łączącego synthpop z modną potem w latach 90 trip-hopową rytmiką i gitarowymi riffami, ambientowa, nastrojowa ballada, trochę w klimatach OMD z albumów Sugar Tax i Liberator z dodatkiem akustycznej gitary You've Got Me Thinking oraz przepiękna symfoniczna ballada z niesamowitą partią smyczkową i trip-hopowym rytmem Deliver Me.
Wszystko to jednak przyćmiewa największy przebój The Beloved, Sweet Harmony; synthpopowy numer przypominający stylem Pet Shop Boys, stał się synonimem grupy; numer był notowany na 1 miejscach światowych list przebojów w 1992 roku, chyba nie ma stacji radiowej, która nie grałaby tego standardu, wykorzystywanego też w setkach reklam i programach TV. Nawet jeżeli ktoś nie kojarzy nazwy The Beloved, doskonale zna Sweet Harmony, którego światowym sukcesem grupa postawiła sobie poprzeczkę tak wysoko, że nie była - mimo nagrania w 1996 roku przebojowej płyty X - w stanie nagrać niczego, co równie skutecznie podbiłoby światowe listy przebojów. Mało tego, Sweet Harmony, choć jest naprawdę świetnym utworem, wydaje się przysłaniać pozostałą, niezwykle wartościową przecież twórczość grupy. Sweet Harmony, podobnie jak przebój A-ha - Take On Me, został w zasadzie zajechany przez stacje radiowe, tylko, że A-ha potrafili stworzyć potem jeszcze kilka światowych przebojów (choć już nie na miarę Take On Me), zaś The Beloved nie był już w stanie się wybić.
Kompilację uzupełnia premierowy remix The Sun Rising (Mark's Deep House Mix), poza wzmocnionym beatem nie różniący się muzycznie zbyt wiele od wersji podstawowej, za to jest rozciągnięty do niemal 12 minut.


Ziemowit - drugi album formacji Administratorr Electro kierowanej przez wokalistę, gitarzystę i klawiszowca Bartosza Marmola, znanego głównie w kręgach rocka alternatywnego z formacji Administratorr grającej gitarowego indie-rocka. Administratorr Electro jest syntezatorowym obliczem Administratorra, ze zmodyfikowanym składem, który, oprócz lidera i wokalisty Bartosza Marmola, uzupełnili Paweł Kowalski i Marek Veith. Formacja powstała w 2013 roku, rok później debiutowała ciepło przyjętym albumem Sławnikowice – Zgorzelec 17:10, toteż wiele emocji budziła także premiera drugiego albumu zespołu, Ziemowit, która miała miejsce 7 października 2016.
O ile Sławnikowice – Zgorzelec 17:10 jest bardziej syntezatorowym wcieleniem Administratorra, to Ziemowit jest już bardziej poszukiwaniem własnej, odrębnej tożsamości muzycznej Administratorra Electro, w którym zespół obiera kurs na retro-elektronikę w stylu lat 80 i bardziej przestrzenne klimaty.
Otwierający album utwór Łokieć brzmieniowo jeszcze przypomina klimaty ze Sławnikowice – Zgorzelec 17:10, jednak słychać tu w tle future-popowy motyw klawiszy.
Wyraźną zmianę oferuje energiczny Fan z ironicznym tekstem poruszającym aspekty z życia współczesnego artysty i celebryty. Co najważniejsze, kompozycja jest już wyraźnie synthpopowa, łącząca zimnofalową elektronikę z szybką i nowoczesną rytmiką, tworząc electro clashową kompozycję. Co warte podkreślenia, zespół rezygnuje również z gitar - nie jeden zresztą raz na tym albumie. I co ważne, również z korzyścią dla brzmienia.
Jeżeli Fan kogoś zaskoczył zimnofalowym brzmieniem i electro clashowym obliczem, to kolejny numer Taś Taś jest ogromnym przeskokiem w brzmienie future-pop z początku lat 80 rodem z wczesnego Depeche Mode, Yazoo, The Human League i Kraftwerk. Kompozycja jest zdecydowanym odcięciem się od indie-rockowego stylu znanego z Administratorra. Mimo na pozór infantylnego tytułu, piosenka jest słodko-gorzkim powrotem do wspomnień czy wręcz próbą rozliczenia się z przeszłością.
Taś Taś część 2, wbrew tytułowi, nie jest kontynuacją poprzedniego numeru; to ponura kompozycja z ciężką i chłodną elektroniką oraz dusznym industrialnym klimatem przypominającym dokonania Cabaret Volaire z wczesnych lat 80.
Promujący album singiel Złoty Pociąg o głośnym marketingowo tytule, za sprawą słynnej na całym świecie historii Złotego Pociągu z Gór Sowich, to najbardziej znana piosenka i największy przebój zespołu, rzecz jasna tekst nie porusza tematu słynnego mitu 65 kilometra; utwór genialnie za to łączy ejtisowy syntezatorowy puls z delikatną solówką gitary akustycznej oraz pesymizm z optymizmem w tekście, a do tego niesamowicie chwytliwy refren daje efekt przypominający dokonania Depeche Mode; kompozycja w szczególności przypomina utwór Precious.
La Vagina de la Muerte z erotycznym podtekstem przypomina nieco klimaty Yello, gdzie elektronika podsycana jest latynoskim chwytem gitary akustycznej; druga część utworu jest industrialna.
Piekło? o niezwykle chłodnym brzmieniu, transowym pulsie i z niezwykle odległym brzmieniem gitary akustycznej, przypomina połączone ze sobą style Clan of Xymox i Wolfsheim.
Sama Się Przytulaj o quasi-pretensjonalnym tekście zawiera psychodeliczny wstęp w stylu Pink Floyd z organowym tłem i zagrywkami gitary akustycznej, kompozycja powoli buduje nastrój, od wspomnianego niepokojącego wstępu, poprzez stopniowe podkręcenie prędkości do formy electropopu z domieszką psychodeli lat 60 i future-popu.
W Telewizji jest jednym z niewielu momentów nawiązujących klimatem do albumu Sławnikowice – Zgorzelec 17:10, ale także do polskiej nowej fali przełomu lat 80 i 90, z wyrazistym gitarowym chwytem i mocną sekcją basu. Również w klimacie polskiej nowej fali, jednak w bardziej synthpopowym wydaniu, z szybkim rytmem ejtisowego automatu perkusyjnego i brzmieniem gitary o funkowym zabarwieniu jest numer Zbudujemy Bazę.
Czekamy Na Cud z pulsującą chłodną elektroniką w stylu lat 90 i domieszką akustycznej gitary przypomina kolaborację brzmień New Order, The Beloved i Cabaret Voltaire z przełomu lat 80 i 90.
Album kończy Kropka Nad "Z", melancholijny synthpopowy numer przypominający klimatem dokonania De/Vision.
Album Ziemowit został równie ciepło przyjęty, co jego poprzednik, jednak jest znacznie bardziej dojrzalszy względem Sławnikowice – Zgorzelec 17:10, przynosząc Administratorrowi Electro nie tylko pełnowartościowe przeboje, takie jak Fan, Złoty Pociąg czy Piekło?; album jest znacznie bardziej wszechstronny klimatycznie i brzmieniowo, zmierzający w schemat, jaki potrafi oddać na swoich albumach Depeche Mode, co na polskim rynku muzycznym udaje się bardzo niewielu wykonawcom.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 560
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114483 autor: Depeche Gristle » 23 paź 2017, 23:35

The Beloved - Happiness, 1990;
*****
Style: new wave, synthpop, house, electro pop, synthrock, electrofunk,
soul, funk, cold wave

Obrazek

Peter Hope Richard H. Kirk - Hoodoo Talk, 1986;
******
Style: new wave, rock industrialny, synthpop, cold wave, dark wave, rock elektroniczny, rock gotycki, experimental, noise, electro-blues, future pop, funk, ebm
Obrazek

MG - MG, 2015;
******
Style: [color=#4040FF]industrial, cold wave, experimemtal, noise, future pop, synthpop, minimal, electro, ambient, rock elektroniczny, rock psychodeliczny, krautrock, new wave[/color]
Obrazek


Happiness - drugi album studyjny brytyjskiej formacji The Beloved, wydany w 1990 roku, który okazał się przełomem w twórczości grupy, bowiem debiutancki album The Beloved - Where It Is - prezentujący styl synthpop/new wave, wydany w 1987 roku, w czasie, kiedy synthpop mocno stracił na znaczeniu, przyniósł grupie komercyjne niepowodzenie, toteż The Beloved zredukował się do formy duetu Jon Marsh - Steve Waddington, zaś obaj muzycy skierowali swoje muzyczne zainteresowania na przybyły do Wlk. Brytanii z USA nurt Acid House, który na przełomie lat 80 i 90 zyskał ogromną popularność. The Beloved razem z Cabaret Voltaire, niezależnie od siebie, stali się pionierami łączenia acid house'u z popem.
Na początek albumu otrzymujemy jednak ciepły synthrockowy numer Hello, łączący synthpop nieco w stylu utworu Depeche Mode Dangerous (strona B singla Personal Jesus, 1989), z postpunkowymi i glamrockowymi riffami oraz funkowymi zagrywkami gitary. Kompozycja okazała się pierwszym wielkim hitem The Beloved.
Wspomniany mariaż acid house'u z popem pojawia się wraz z następnym utworem - Your Love Takes Me Higher - w zabójczym tempie i z tanecznym rytmem; utwór łączy styl acid house z synthpopem zabarwionym nieco klimatem New Order, tworząc przebojowy numer, który stał się inspiracją dla twórczości Pet Shop Boys w latach 90.
Od stylistyki z Your Love Takes Me Higher nie uciekają też Scarlet Beautiful (byłaby zapewne przebojem, gdyby ukazała się na singlu) i Up, Up and Away; nieco lżejszy wymiar, aczkolwiek również synthpopowo-acid house'owy ma piosenka I Love You More, przypominająca taneczne klimaty z albumów OMD - Sugar Tax (1991) i Liberator (1993), z kolei The Sun Rising jest już wyraźnie acid house'owym numerem do złudzenia przypominającym klimatem dokonania Cabaret Voltaire z albumu Groovy, Laidback and Nasty; nawet wokal Jona Marsha przypomina tu nieco Stephena Mallindera, a warto pamiętać, że Groovy, Laidback and Nasty i Happiness powstawały niezależnie od siebie w tym samym czasie, co jest nietypowym przykładem konwergencji w muzyce.
Jednakże album Happiness w odróżnieniu od zdominowanego przez acid house Groovy, Laidback and Nasty, ma też bardziej nastrojowe oblicze, które, oprócz wspomnianego Hello, reprezentują takie piosenki, jak chociażby numer w postaci spokojnego, ciepłego electro-popu z domieszką funku Time After Time w nastrojowych klimatach jakie potem ukazały się na wspomnianych albumach OMD - Sugar Tax i Liberator.
Don't You Worry łączy klimaty funku i soulu z melancholijnym electro-popem, co upodabnia utwór do dokonań Pet Shop Boys zapoczątkowanych na albumie Behaviour (1990). Klasycznie electro-funkową kompozycją z trip-hopową rytmiką jest Wake Up Soon, gdzie udanie połączono klimat sielanki z melancholią.
Całość kończy ciepły electro-popowy numer Found z new wave'owymi solówkami gitary i klimatem mocno w New Orderowskim stylu.
Album Happiness okazał się ogromnym sukcesem komercyjnym The Beloved, docierając na 14 pozycję UK Albums Chart, album był też notowany na 154 miejscu US Billboard 200 w 1990 roku. Single pochodzące z Happiness stały się przebojami notowanymi na Top 40 UK singles; odpowiednio The Sun Rising dotarł do 26 miejsca, Hello do 19, Your Love Takes Me Higher do 39, zaś Time After Time otarł się o listę, docierając do 46 miejsca, aczkolwiek numer ten stał się wielkim przebojem w Europie poza Wyspami Brytyjskimi.
Ponadto album Happiness został wyróżniony klasyfikacją na 48 miejscu listy "Best Dance Albums of All Time" w 1996 roku, opublikowaną przez brytyjskie pismo muzyczne Mixmag.


Hoodoo Talk - album frontmana Cabaret Voltaire Richarda H. Kirka nagrany wspólnie z brytyjskim bardem Peterem Hope'em w 1986 roku, który był dla Kirka wyjątkowo pracowitym rokiem, bowiem muzyk brał udział w sesji nagraniowej do albumu Code, swojego macierzystego zespołu, ponadto wydał dwa albumy solowe - Black Jesus Voice i Ugly Spirit oraz nagrał we współpracy z Peterem Hope'em wspomniany album Hoodoo Talk, który jest odzwierciedleniem bardziej mrocznego, industrialnego, wręcz gotyckiego oblicza artysty.
Album Hoodoo Talk rozpoczyna półminutowe Intro, w całości wypełnione przemysłowym hałasem i psychodelicznymi dźwiękami odtwarzanych wstecznie taśm, które poprzedzają utwór Numb Skull będący kolaboracją rocka industrialnego w klimacie znanym z albumu Cabaret Voltaire - The Covenant, The Sword and the Arm of the Lord, z mocnymi blues-rockowymi riffami gitarowymi w stylu Can i szorstkim wokalem Petera Hope'a.
N.O. jest ciężkim numerem rocka industrialnego, wypełnionym odgłosami pracy maszyn fabrycznych i powolnym industrialnym pulsem współgrającym z ciężkim i powolnym beatem sekcji rytmicznej. Szorstki śpiew Petera Hope'a przechodzi niekiedy w deklamacje. W tle słychać klawiszowe klimaty z albumów Cabaret Voltaire - Micro-Phonies i The Covenant, The Sword and the Arm of the Lord.
Cop Out jest kolaboracją synthpopu i cold wave z odległymi new wave'owymi solówkami gitary i krzykliwymi, szorstkimi wokalami Petera Hope'a; w podobnym tonie, aczkolwiek bardziej w klasycznym rytmie funky jest numer Surgeons; oprócz new wave'owego riffu, pojawiają się tu funkowe zagrywki gitary oraz japońskie motywy klawiszy i tradycyjny industrialny puls. Wokal Hope'a przypomina tu stylem Dietera Meiera z Yello.
50 Tears jest najlepszym momentem albumu przypominającym klimat rodem z satanistycznego sabatu, z mroczną, eksperymentalną elektroniką, niskim brzmieniem syntezatora, odległymi hałasami i prawie brakiem sekcji rytmicznej. Mroczne zawodzenie Hope'a podparte niekiedy przetworzonym satanistycznym głosem wprost z piekła, uwypukla klimat grozy. Utwór śmiało mógłby posłużyć za ścieżkę dźwiękową do horroru.
Leather Hands jest najbliższy twórczości Cabaret Voltaire; konkretnie jest połączeniem synthpopu, cold wave, industrialu, funku i future popu w klimatach z albumu The Covenant, The Sword and the Arm of the Lord. W utworze pojawia się też przetworzony przez vocoder wokal Richarda H. Kirka.
Króciutki 50 Tears (Reprise) jest bardziej eksperymentalną konkluzją do 50 Tears, kończącą winylową część albumu.
Sugar Can You Feel The Drums? o dość brudnym i surowym brzmieniu przypomina dokonania The Art Of Noise; wokal Petera Hope'a przechodzi tu od typowo blues'owego po melodeklamacje przypominające rap.
Upbeat jest kompozycją łączącą synthpop z industrialem i zimnofalowym brzmieniem z niezwykle odległymi krótkimi riffami gitary w tle; słychać tu echa przyszłych dokonań Nine Inch Nails, Front 242, Sinny Puppy czy Front Line Assembly. Mocną pozycją jest również bluesowy wokal Petera Hope'a.
Album uzupełniają dwa remixy Leather Hands - wydłużony 12" Mix i Crash Mix z noise'owym wstępem.


MG - drugi solowy album frontmana Depeche Mode Martina L. Gore'a, wydany pod szyldem MG.
Martin Gore, który jest twórcą niemal całego materiału Depeche Mode na przestrzeni ponad 35 lat, nie za często decydował się na wydawanie solowych albumów - jeżeli już, wykorzystywał do tego przerwy w sesjach nagraniowych i trasach koncertowych Depeche Mode, a tych w latach 1981-87 praktycznie nie było. Dopiero po trasie promującej album Music For The Masses w latach 1987-88 zespół zrobił sobie nieco dłuższą przerwę, którą - oprócz ówczesnego klawiszowca zespołu Alana Wildera - na nagranie solowego materiału wykorzystał Martin Gore, w postaci krótkiego EP Counterfeit z coverami piosenek jego ulubionych wykonawców, które ukazało się w 1989 roku. Wydawnictwo to nie jest pełne, można go uznać raczej za solowy epizod Martina, który pełnoprawny solowy album wydał dopiero 14 lat później, a było nim wydawnictwo Counterfeit² oparte na tym samym schemacie coverów piosenek ulubionych wykonawców Martina, z tym że tym razem był to już pełnoprawny album nagrany w 2003 roku, długo po zakończeniu trasy koncertowej promującej album Exciter, kiedy zespół zrobił sobie dłuższą przerwę - na tyle długą, że nawet wokalista Depeche Mode Dave Gahan zadebiutował solowym albumem Paper Monsters.
Potem, w 2011 roku, przed sesją nagraniową do Delta Machine, Martin wraz byłym liderem Depeche Mode z początków działalności grupy Vince'em Clarke'em, nagrali pod szyldem VCMG album Ssss, który był artystyczną porażką i kompletnym nieporozumieniem. Jednak Martin, zafascynowany futuryzmem, jeszcze w latach 80 nosił się z zamiarem wydania solowego albumu z instrumentalną muzyką elektroniczną i ilustracyjną. Okazja do jego nagrania pojawiła się wraz z końcem trasy promującej album Delta Machine. Materiał powstawał między marcem 2014, a lutym 2015 w prywatnym studiu Martina L. Gore'a w kalifornijskim Santa Barbara. Premiera albumu nastąpiła 24 kwietnia 2015.
Album zawiera 16 instrumentalnych miniatur w duchu eksperymentalnej elektroniki lat 70, twórczości Richarda H. Kirka i Cabaret Voltaire oraz future-popu lat 80. I w żadnym wypadku nie może być tu mowy o powielaniu tępej techno-łupanki z płyty VCMG - Ssss, czego doświadczyć można już w numerze otwierającym album Pinking, gdzie na futurystyczne motywy klawiszy powoli nachodzi przestrzenne tło rodem z klimatów z albumu Kraftwerk - Radio-Activity.
Swanning przypomina dokonania wczesnego Cabaret Voltaire, gdzie industrialny zgrzyt uzupełniają chłodne i futurystyczne przestrzenie klawiszy oraz eksperymenty dźwiękowe. Również echa wczesnej twórczości Cabaret Voltaire i Richarda H. Kirka słychać w eksperymentalno-industrialnym Exalt, wypełnionym kaskadą przetworzonych przemysłowych brzmień, przetworzonych dźwięków maszyn czy środków transportu, na które nakładają się chłodne przestrzenie klawiszy.
Elk przypomina futurystyczno-ambientowe klimaty płyt Cluster z drugiej połowy lat 70. To jedyna kompozycja albumu gdzie użyto gitary, która zresztą i tak jest mocno przytłumiona i odległa.
Elektro-minimalistyczny Brink z niezwykle transową rytmiką automatu perkusyjnego, industrialnym pulsem i licznymi zgrzytami jest jednym z niewielu momentów zahaczających o klimat techno, jednak w doskonałym awangardowym wydaniu.
Chłodny i ambientowy Europa Hymn przypomina klimaty z instrumentalnych kompozycji Depeche Mode - Easy Tiger, Lovetheme, Zenstation czy Spacewalker. To najbardziej przystępna kompozycja albumu, toteż nie dziwi fakt, że jest to również singiel promujący album.
Creeper, to przede wszystkim charakterystyczny mechaniczny puls zaczerpnięty z industrialnego oblicza Cluster, połączony z psychodelicznymi eksperymentami syntezatora i metalicznym chłodem w stylu wczesnego Cabaret Voltaire.
Spiral z rwaną rytmiką, z bliższymi, jak i odleglejszymi partiami klawiszy, syntetycznymi pulsami, zgrzytami i futurystycznymi brzmieniami przypomina industrialno-zimnofalowe dokonania Wranglera, zespołu byłego wokalisty Cabaret Voltaire Stephena Mallindera, którego zimnofalowe wpływy słychać również w Stealth, choć w bardziej industrialno-synthpopowej formie.
Hum to przenikające się wzajemnie eksperymentalne pulsy i wibracje, na które z czasem nakładają się syntezatorowe przestrzenie przypominające twórczość Tangerine Dream z drugiej połowy lat 70.
Islet jest kolaboracją prostych analogowych futurystycznych melodii w stylu lat 70 na tle eksperymentalnych szumów, które cichną w trakcie trwania utworu.
Minimalistyczny Crowly z transowym beatem automatu perkusyjnego, chrobotliwym pulsem sekwencera i futurystycznymi przestrzeniami klawiszy, do złudzenia przypomina wczesne dokonania The Human League.
Trysting, to z kolei minimalistyczna Kraftwerkowa sekwencja klawiszy, która przeciąga się w nieskończoność na tle industrialnych hałasów i urywanych, futurystycznych syntezatorowych zagrywek klawiszy. Utwór kończy króciutkie minimalistyczne intelude.
Southerly po części przypomina wczesne dokonania Borisa Blanka z Yello, po części klimaty Jeana Michela Jarre'a; utwór utrzymuje się na jednostajnym i miarowym uderzeniu automatu perkusyjnego, przechodząc od ambientu, przez future-pop, podniosły rock elektroniczny w stylu filmowego soundtracku, na industrialu kończąc.
Featherlight z delikatnym pulsem sekcji rytmicznej jest połączeniem synthpopu, w którym słychać brzmieniowe echa współczesnego Depeche Mode z chłodnymi klawiszowymi pejzażami.
Kończący album Blade, to ejtisowa future-popowa melodia w stylu wczesnego The Human League, oparta na eksperymentalnej elektronice w tle, przetworzonym syntetycznie szumie fal oraz leniwym i posępnym rytmie archaicznego automatu perkusyjnego.
I chociaż albumowi MG niezwykle daleko jest do przebojowości Depeche Mode - i przebojowości w ogóle - mimo mocno eksperymentalnego charakteru, album odniósł duży sukces komercyjny, plasując się na 1 miejscu Top Dance/Electronic Albums amerykańskiego Billboardu, 7 miejscu niemieckiego Offizielle Top 100, 7 miejscu brytyjskiego UK Independent Albums czy 27 miejscu Independent Albums amerykańskiego Billboardu.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Stary wyga
Posty: 436
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #114501 autor: Sublime » 27 paź 2017, 20:02

Przepraszam, ale recenzja MG jest po prostu absurdalna. Wydaje mi się, że te rzekome inspiracje Cabaret Voltaire, Yello czy The Human League to już coś więcej niż nadużycie. Szczególnie, że Gore od lat wspomina o inspiracjach minimalem.
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 560
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114505 autor: Depeche Gristle » 01 lis 2017, 0:55

Yello - Toy, 2016;
******
Style: neue deutsche welle, synthpop, electro pop, cold wave, funk, future pop, experimental, jazz, bossa nova, ambient, industrial, neofolk, minimal, electro, electro-blues
Obrazek

Neu! - Neu! 75, 1975;
******
Style: krautrock, rock eksperymentalny, rock psychodeliczny, rock elektroniczny, dark wave, cold wave, ambient, musique concrète, art rock, punk rock, future pop
Obrazek


Toy - trzynasty album szwajcarskiej formacji Yello, wydany 30 września 2016 roku, na który trzeba było czekać przeszło siedem długich lat, gdzie w międzyczasie Dieter Meier i Boris Blank zajmowali się swoimi solowymi projektami. Obaj muzycy nie ryzykowali zbytnio angażowania się w rewolucyjne zmiany, kontynuując i rozwijając raczej koncepcję z trzech poprzednich albumów grupy, częściowo jednak powrócili do analogowego brzmienia retro, o czym świadczy już krótkie, minutowe, future-popowe wprowadzenie Frautonium Intro w stylu retro-elektroniki z przełomu lat 70 i 80, jednakże już następny pełnowymiarowy numer płyty, promujący album singiel Limbo, wypełniony głębokim wokalem/deklamacją Dietera Meiera, w której wyraźnie słychać ducha Leonarda Cohena, jest dość charakterystycznym dla współczesnego Yello połączeniem transującego electro z domieszką industrialu z jazzem i funkiem.
30'000 Days kontynuuje obrany poprzednio schemat z klimatem z ostatnich płyt Yello; tym razem jest to kompozycja łącząca melancholijną i niepokojącą elektronikę dość typową dla Borisa Blanka, z jazzem i domieszką funkowych zagrywek gitary.
Cold Flame utrzymany jest w klimacie transowego electro z elementami funku znanego już z albumów Motion Picture i The Eye. W utworze gościnne śpiewa dysponująca jazzowym wokalem, pochodząca z Mali piosenkarka Malia, z którą w duecie Boris Blank nagrał w 2014 roku album Convergence, tutaj zaś dodatkowo wsparł wokalistkę w chórkach.
W trip-hopowym Kiss the Cloud gościnnie wokalu użyczyła chińska wokalistka Fifi Rong, której rozleniwiony wokal przypominający stylem Julee Cruise, jak i ambientowe przestrzenie przypominają klimaty zaczerpnięte z Twin Peaks.
Jednym z mocniejszych momentów albumu jest instrumentalny utwór Pacific AM, utrzymany w charakterystyce pełnego napięcia filmowego soundtracku z charakterystyczną dla Yello niezwykle chłodną ambientową przestrzenią, ciepłym latynoskim chwytem gitary oraz transowo-ciężkim i rwanym, folkowym rytmem bębnów; tu i ówdzie pojawiają się motywy orientalne - bliskowschodnie i hinduskie.
Starlight Scene jest ciepłą kompozycją synthpopową z future-popowymi motywami klawiszy, country'owymi chwytami gitary w stylu Chrisa Rea Jeremy'ego Baera oraz damsko-męskim wokalnym duetem Dietera Meiera z Malią, w którym oboje wokalistów idealnie się uzupełnia.
Malia rolę pierwszego wokalu pełni również w synthpopowym numerze będącym w klimacie rodem z Motion Picture, Give You the World.
Zdecydowanie wyróżniającym się utworem na płycie jest Give You the World, utrzymany w klimacie synthpopu z elementami industrialu, future-popu, a nawet psychodelicznymi motywami organowymi; całość dopełnia pełna ekspresji głęboka melodeklamacja w stylu Leonarda Cohena Dietera Meiera, wspieranego wokalnie w chórkach przez Malię.
W Dialectical Kid w stylu electro bliskiemu klimatom z The Eye, nie po raz pierwszy pojawia się damsko-męski duet wokalny; częściowo przetworzona deklamacja Dietera Meiera stanowi strofę, zaś refren w mocno jazzowym stylu, chóralnie śpiewa współpracująca już wielokrotnie wcześniej z Yello wokalistka Heidi Happy.
Świetnie uzupełniający się damsko-męski duet wokalny Meier-Fifi Rong pojawia się w kompozycji Dark Side, utrzymanej w rytmice bossa novy z melancholijną i niepokojącą przestrzenią, zimnofalowymi i future-popowymi motywami klawiszy, rwanymi smyczkami, zagrywkami basu a nawet pojawiającymi się na chwile hawajskimi chwytami gitary czy syntezatorowym pulsem w stylu Tangerine Dream z albumu Phaedra.
Synthpopowy Blue Biscuit stanowi ciekawe połączenie industrialnego pulsu z ciepłym flamenco i latynoskim chwytem gitary uzupełnianej o delikatne bluesowe zagrywki gitarowe w tle; ciepło łączy się tu z chłodem klawiszowych przestrzeni na tle odgłosów burzy. To jedyny utwór albumu, na którym rolę pierwszego wokalisty wziął na siebie Boris Blank ze swoim niezwykle ciepłym, acz sennym i leniwym wokalem.
Najbardziej eksperymentalnym momentem albumu jest instrumentalna kompozycja Magma, stanowiąca dźwiękowe kolaże - pianina, gitarowego riffu, saksofonu czy pojedynczych przetworzonych i nagle urywających się słów - na tle chłodnego ambientu, który z czasem przechodzi w industrialny puls, gdzie na chwile pojawiają się szamańskie partie perkusji, w marę cichnięcia której utwór powoli powraca do ambientowej formy.
Album kończy motyw, który go otwierał - Frautonium - w rozbudowanej formie przejść od future-popu, przez nisko grane dźwięki syntezatora wymieszane z analogowym zgrzytem, który przechodzi w przestrzenne klimaty rodem z Jeana Michela Jaerre'a, zastąpione z kolei przez syntezatorowy puls, który ustępuje miejsca future-popowemu motywowi rozpoczynającemu utwór, ponownie przechodzący w niskie dźwięki syntezatora wymieszane z syntetycznym zgrzytem; całość finalizuje krótka 8-bitowa melodia rodem z futurystycznych gierek na Commodore 64 i Atari.
Jednym z najważniejszych wydarzeń związanych z ukazaniem się albumu Toy, była pierwsza w historii Yello trasa koncertowa promująca album. Co prawda w przeszłości Yello dawało krótkie, zwykle 15 minutowe występy, jednak po raz pierwszy formacja zagrała pełnowymiarowy koncert, otwierając zupełnie nowy etap w swojej twórczości, który rozpoczął się w dniach 26-30 września 2016 roku czterema koncertami w berlińskim klubie Kraftwerk, na które wszystkie bilety rozeszły się jeszcze w przedsprzedaży. Ponadto albumem Toy, będący prawdziwą legendą Yello udowodnili, że wciąż jeszcze liczą się na rynku muzycznym, bowiem krążek notowany był na listach przebojów, docierając do pierwszego miejsca w rodzimej Szwajcarii czy drugiego miejsca w Niemczech.


Neu! '75 - trzeci album wpływowej niemieckiej krautrockowej formacji Neu!, nagrywany między grudniem 1974, a styczniem 1975, na którym wyraźnie udzieliły się podziały w wizjach muzycznych obu frontmanów Neu! - Klausa Dingera i Michaela Rothera, który zresztą zaangażowany był już wtedy we współpracę z muzykami Cluster, z którymi współtworzył krautrockową supergrupę Harmonia.
Album Neu! '75 jest zatem odzwierciedleniem dwóch różnych wizji muzycznych - bardziej ambientowych Michaela Rothera wypełniających stronę A albumu i rockowo-agresywnych Klausa Dingera inspirowanych twórczością m.in. The Stooges i The Velvet Underground wypełniających stronę B. Ponadto do współpracy nad nagraniem albumu zaangażowano dodatkowych muzyków sesyjnych - Thomasa Dingera i Hansa Lampe, zaś nad całością czuwał legendarny geniusz inżynierii dźwiękowej Conny Plank.
Album otwiera się podobnymi klimatami jak dwa poprzednie, bowiem kompozycja Isi jest oparta na bardzo podobnym schemacie jak otwierające dwa poprzednie albumy utwory Für Immer i Hallogallo, z charakterystycznym dla Klausa Dingera energicznym i transowym stylem gry na perkusji zwanym "motorik", ciepłymi zagrywkami gitary i partią elektrycznego pianina Michaela Rothera, z tym, że Isi wyraźnie odróżnia się od Für Immer i Hallogallo zimnofalowymi, wręcz future-popowymi przestrzeniami syntezatora.
Seeland jest spokojną, ambientową kompozycją o równie spokojnym, acz transowym rytmie; ambientowe, syntezatorowo-organowe przestrzenie współgrające z nieprzerwaną wysoką basową zagrywką i niskim warczącym - pojawiającym się i znikającym - brzmieniem syntezatora wypełniane są ciepłą solówką gitary. Utwór kończy eksperymentalne interlude odtwarzanej wstecznie przytłumionej melodii, słyszalnej na tle ulewnego deszczu i grzmotów piorunów, które subtelnie przechodzą w przyjemne dźwięki morskich fal uderzających o brzeg w następnym utworze - Leb’ wohl, opartym na delikatnej fortepianowej muzyce, cichych, psychodelicznych organowych przestrzeniach i głośnym tykaniu zegara ściennego, stanowiącego swoistą sekcję rytmiczną. W utworze pojawia się niezwykle depresyjny wokal Michaela Rothera, który przechodzi w senne deklamacje.
Wizję Klausa Dingera otwiera agresywny i punkowy numer Hero, z typowo punkowymi wokalami Klausa Dingera i równie punkowymi solówkami gitary; kompozycję w tle wypełnia jednak delikatna syntezatorowa przestrzeń. Utwór zawiera eksperymentalno-ambientowe interlude z przetworzonymi szumami na tle śpiewu ptaków.
E-Musik jest powrotem do schematów z Für Immer, Hallogallo i przede wszystkim Isi; utwór oparty jest na transowym rytmie motorik, nieco agresywniejszym niż w Isi, za to poddanym elektronicznemu przetworzeniu; rytm współgra z basowym pulsem i klawiszowymi motywami. Utwór bliski jest dokonaniom Harmonii, takim jak Dino czy Veterano. Także i tu pojawia się eksperymentalne interlude w postaci przetworzonych szumów, spowolnionego głosu, przytłumionych motywów fortepianu z Leb’ wohl i odtwarzanej wstecznie taśmy.
Album kończy punkrockowy After Eight w klimacie niemal identycznym jak Hero, może nawet z bardziej agresywnymi solówkami gitar i sekcją rytmiczną, punkowym wokalem Klausa Dingera i subtelnymi klawiszowymi przestrzeniami oraz zagrywkami w tle.
Album Neu! '75, zgodnie z oczekiwaniami nie przyniósł zespołowi sukcesu komercyjnego, co gorsza, rozbieżne wizje muzyczne i trudny charakter Klausa Dingera (był uzależniony od twardych narkotyków), sprawiły, że Neu! ostatecznie po nagraniu albumu został rozwiązany, O ile album Neu! '75 nie został doceniony przez publikę, o tyle został doceniony przez gigantów ówczesnego rocka, takich jak Iggy Pop i David Bowie, który nagrał inspirowany utworem Hero swój szlagier Heroes; zresztą obaj wspomniani muzycy nawiązali współpracę z Michaelem Rotherem oraz Hansem-Joachimem Roedeliusem i Dieterem Moebiusem. Ponadto album wpłynął na twórczość OMD (utwór Seeland) oraz na całą brytyjską scenę punkową z Sex Pistols włącznie, zaś wśród współczesnych muzyków, miał silny wpływ na twórczość m.in. Radiohead.
Album Neu! '75 do dziś jest jednym z najbardziej kultowych albumów w historii rocka.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 560
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114518 autor: Depeche Gristle » 06 lis 2017, 23:25

Thomas Dolby - Astronauts & Heretics, 1992;
*****
Style: new wave, synthpop, electropop, postpunk, rock elektroniczny, cold wave, soul, electro funk, folk, country, future pop
Obrazek

Tubylcy Betonu - Wielki Ogień, 1993;
*****
Style: nowa fala, electropop, synthpop, electro funk, rock elektroniczny,
trip-hop, neofolk, ambient, cold wave, hip hop, postpunk, dark wave, jazz, blues, house

Obrazek


Astronauts & Heretics - czwarty album studyjny Thomasa Dolby'ego, który ukazał się 3 listopada 1992 roku.
Thomas Dolby, obok Gary'ego Numana, Jona Foxxa i Fada Gadgeta, był jednym z brytyjskich samotnych strzelców synthpopu - chłopaków z syntezatorem lat 80.
Początek lat 90 przyniósł falę popularności grunge, acid house i eurodance. O ile zespoły synthpopowe z lat 80, takie jak Depeche Mode, OMD, New Order, Pet Shop Boys, Yello, Cabaret Voltaire czy The Beloved na początku lat 90 radziły sobie całkiem dobrze w konkurencji z grunge'em i eurodance, to już wspomniani "samotni strzelcy" synthpopu, tacy jak Gary Numan, Frank Tovey (Fad Gadget) czy John Foxx nie potrafili odnaleźć się w muzycznej rzeczywistości lat 90, toteż Thomas Dolby stanął przed nie lada wyzwaniem, jakie postawiły przed nim początki lat 90, w efekcie czego zaprosił do współpracy nad swoim nowym albumem Astronauts & Heretics wielu znanych muzyków, w tym Eddiego Van Halena, Jerry'ego Garcię i Boba Weira z Grateful Dead oraz Ofrę Haza.
Mimo iż w początkach lat 90 brzmienia i styl lat 80 były gremialnie odrzucane, Thomas Dolby podjął ryzyko nagrywając album w stylistyce lat 80, co słychać jest już w pierwszym numerze płyty I Love You Goodbye, będącym też singlem promującym album. Utwór jest połączeniem new wave, synthpopu, soulu i celtyckiego folkloru w partiach smyczkowych. Również następny utwór Cruel w nieco kołyszącym stylu odwołuje się do klimatu elektroniki i popu lat 80, zaś Thomas Dolby tworzy tu ciekawy duet wokalny z Eddi Reader.
Przebojowy singlowy numer Silk Pyjamas jest połączeniem stylu synthpopu lat 80 z knajpowym country w sekcji smyczkowej, partiach fortepianowych i solówkach gitary.
I Live in a Suitcase jest podróżą do głębokich lat 80 i klimatów synthpopu, zimnej fali i future popu.
Eastern Bloc (Europa and the Pirate Twins Part II) jest z kolei w postpunkowym klimacie lat 80; zwracają uwagę chwytliwe solówki gitarowe Eddiego Van Halena, nie brakuje też syntezatorowych dźwięków w stylu Kraftwerk.
Przebojowy singiel Close But No Cigar jest połączeniem klasycznego synthpopu lat 80 z glam rockowymi solówkami i riffami gitary Eddiego Van Halena.
That's Why People Fall in Love jest electro-funkową kompozycją w stylu lat 80 z chwytliwym motywem klawiszy i wokalnym udziałem Ofry Haza w chórkach.
Neon Sisters jest ukierunkowana w bardziej neoprogresywne rejony lat 80 - w klimaty między Grateful Dead, Pink Floyd i Killing Joke.
Album kończy soulowa ballada Beauty of a Dream z mocną partią fortepianową.
Można przypuszczać, że gdyby album Astronauts & Heretics został wydany gdzieś w drugiej połowie lat 80, zważywszy na ogromny potencjał komercyjny większości zawartych na nim utworów, zapewne stałby się światowym przebojem; tymczasem w dobie popularności grunge'u i eurodance, album - poza Wlk. Brytanią, gdzie zdobył spore uznanie - przeszedł praktycznie bez echa; sam Thomas Dolby częściowo winą za taki stan rzeczy obarczył wytwórnię Giant Records, która, jego zdaniem, nie przeprowadziła znaczącej kampanii promującej album. Tak czy inaczej Thomas Dolby, podobnie jak jego muzyczni koledzy - Gary Numan, John Foxx czy Frank Tovey - nie udźwignął presji początków lat 90, na długo zrezygnował z kariery muzycznej, zaś na jego kolejny album trzeba było czekać aż 19 lat.


Wielki Ogień - debiutancki - i jedyny - album studyjny formacji Tubylcy Betonu, powstałej na fali punk rocka i FMR Jarocin w połowie lat 80. Z czasem muzyka zespołu zaczęła przybierać bardziej wygładzone i popowe formy, stopniowo eliminując brzmienia gitarowe na rzecz brzmień klawiszy.
W 1992 roku grupa wydała kasetę Acid Party z coverami przebojów z lat 80, zaś jej debiut płytowy przypadł na 1993 rok, w czasie, kiedy popularni w latach 80 polscy wykonawcy synthpopowi, tacy jak Kombi, Aya RL, Kapitan Nemo, Pada Dance czy Klincz dawno zawiesili działalność, zaś ich niszy nikt w tym okresie nie wypełnił; w tamtym czasie polski rynek muzyczny zalała faworyzowana przez radio i TV fala post-grunge'u z jednej strony i niepotrzebująca żadnej promocji fala tandety disco polo z drugiej strony.
Mimo, iż na Zachodzie obok grunge'u, rozwinęła się ciesząca się popularnością scena euro-dance, ponadto także ciągle popularni byli wykonawcy synthpopowi z lat 80, którzy dostosowali swój repertuar do wymogów lat 90, na polskim rynku muzycznym niszę taneczną wypełniły zespoły disco polo, praktycznie nie istniała scena dance na wzór zachodni. Jednakże polscy odbiorcy muzyki również potrzebowali wykonawcy grającego muzykę taneczną, nie będącego jednocześnie wykonawcą disco polo, czego symptomem były sukcesy Nazara, ówczesnego Top One czy Jamrose. Była to jednak kropla w morzu; jako taka, scena dance w Polsce się jeszcze nie ukształtowała, a co gorsza dla niej, radio i TV często dyskredytowały wówczas rodzącą się scenę dance, uparcie promując post-grunge. Jedynymi z tych, którzy podjęli rękawice i na przekór stacjom radiowym oraz telewizji, byli Tubylcy Betonu, którzy już w tym okresie opierali swoją muzykę głównie na klawiszach, zaś gitary stanowiły tam rolę drugo i trzecioplanową. Zespół zadebiutował w 1993 roku albumem Wielki Ogień, za którego produkcję i brzmienie odpowiedzialny był Igor Czerniawski, klawiszowiec i frontman Aya RL.
Album otwiera niespełna minutowa introdukcja w stylu Dead Can Dance Piga Ngoma o folkowym charakterze orientalnych tańców i śpiewów, które potem pojawiały się także na albumach Aya RL - widać Igor Czerniawski traktował ten album jako poligon doświadczalny dla własnej działalności pod szyldem Aya Rl.
Tytułowy Wielki Ogień to nowoczesny, energiczny electro-popowy numer z elementami funku, jakiego dotąd na polskim rynku nie było. W podobnej, choć nieco wolniejszej i z solówkami gitarowymi, koncepcji jest You've Got It.
Prawdziwym przebojem okazał się numer Ye, Ye, Ye, będący połączeniem synthpopu i trip-hopu z chwytliwym riffem gitary i rapowanym tekstem; całość bardzo przypomina dokonania Depeche Mode lat 90. Utwór stał się przebojem radiowym i telewizyjnej Muzycznej Jedynki, na przekór faworyzowanym wykonawcom post-grunge'owym.
Fascynacje twórczością Depeche Mode słychać w utworze Talk łączącym trip-hopową rytmikę z chłodną elektroniką, solówkami gitar, partiami fortepianowymi, a nawet jazzowymi partiami saksofonu.
Mocno taneczny charakter z wpływami house'u ma synthpopowa kompozycja Mięso z postpunkowym refrenem.
Aya to oczywiście wielki hołd dla Aya RL i podróż do lat 80; numer łączy synthpop z postpunkiem, zaś sekcję rytmiczną stanowią sample sekcji rytmicznej utworu Aya RL Nie Zostawię.
Electro-funkowy utwór Idziemy łączy taneczną rytmikę z funkowymi zagrywkami gitary; słychać tu silne wpływy Kraftwerk, zaś tekst piosenki jest rapowany.
W For Nights opartym na ciężkim i powolnym rytmie, chłodnej elektronice i bluesowych zagrywkach gitary, znowu odzywają się echa twórczości Depeche Mode lat 90; w utworze pojawiają się także dłuższe solówki gitarowe.
Zimnofalowy Red Lights z długimi solówkami gitar, mocną sekcją basową i rwaną sekcją rytmiczną, przypomina dokonania Killing Joke, The Cure czy gitarowe oblicze New Order lat 80; utwór kończy krótkie interlude z ludowymi afrykańskimi śpiewami i tańcami.
Instrumentalny neofolkowy Urban Jungle przypomina troszkę późniejsze dokonania Aya RL z albumu Nomadeus; utwór łączy ospały i ciężki rytm z ambientem i przetworzonymi dźwiękami natury i odgłosami przemysłowymi.
Album uzupełniają remixy nagrane w legendarnym studio Abbey w Londynie - Ye, Ye, Ye (Abbey Mix), Wielki Ogień (Abbey Mix) i Talk (Abbey Mix) w bardziej utanecznionych wersjach oraz instrumentalne wersje Wielki Ogień i Talk.
Mimo, iż album Wielki Ogień osiągnął sukces komercyjny, a piosenka Ye, Ye, Ye stała się wielkim przebojem, Tubylcy Betonu nie nagrali już więcej żadnego albumu kończąc działalność pod tym szyldem, niemniej muzycy udowodnili, że można było na polskim gruncie wczesnych lat 90 nagrać album z muzyką opartą na syntezatorach i - mimo przeciwności - odnieść z nim sukces komercyjny, co dało pozytywny impuls dla innych zespołów z nurtu electro na polskiej scenie.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 560
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114642 autor: Depeche Gristle » 09 sty 2018, 1:32

Throbbing Gristle - The Third Mind Movements, 2009;
******
Style: rock industrialny, rock eksperymentalny, rock elektroniczny, rock psychodeliczny, drone, musique concrète, krautrock, jazz, cold wave, dark wave, noise, ambient, new wave, trip-hop, space rock
Obrazek

Depeche Mode - Spirit, 2017;
******
Style: new wave, synthpop, rock elektroniczny, future pop, cold wave, dark wave, soul, electro-blues, industrial, gospel, dubstep, synthrock, ambient, experimental
Obrazek


The Third Mind Movements - ostatni album legendarnej brytyjskiej formacji rocka industrialnego Throbbing Gristle, powstały w oparciu o materiał z Desertshore Installation, którego prezentacja odbyła się w dniach 1-3 czerwca 2007 w Institute of Contemporary Art. Album ukazał się 16 kwietnia 2009 roku. W odróżnieniu od wydanych w XXI wieku poprzednich albumów zespołu, na których dominował materiał piosenkowy ocierający się niekiedy o pop, jest to zdecydowany powrót Throbbing Gristle do eksperymentalno-industrialnych korzeni, o czym przekonuje już otwierający album utwór The Man From Nowhere, będący połączeniem industrialnych pulsów, zgrzytów i hałasów przypominających te z albumu Journey Through a Body (1981), z chłodną elektroniką lat 70 w stylu Tangerine Dream, w tle zaś słychać jest mocno przytłumioną i zniekształconą deklamację Genesisa P- Orridge'a.
PreMature przypomina wczesne występy Throbbing Gristle z lat 70; utwór oparty jest na przeciągłym industrialnym hałasie i eksperymentalnej elektronice z przełomu lat 60 i 70, kompozycja z czasem nabiera sekcji rytmicznej, najpierw poprzez sekcję basową, potem dochodzi miarowy puls automatu perkusyjnego, w tle słychać cichą i przytłumioną deklamację, w końcu sekcja rytmiczna zanika, przenosząc kompozycję w fazę psychodeliczno-eksperymentalnej i drone'owej elektroniki przypominającej wczesny Cluster, Ash Ra Tempel czy Tangerine Dream z okresu "Pink Years".
Secluded opiera się na eksperymentalnych dźwiękach elektroniki lat 60 rodem z twórczości Stockhousena, Pierre'a Schaeffera, Mortona Subotnicka czy Beaver & Krause, połączonych z industrialnymi dźwiękami. Także i tu w tle słychać mocno zniekształconą i przytłumioną, odtworzoną wstecznie deklamację Genesisa.
W Perception Is The Only Reality od początku pojawia się sekcja rytmiczna przypominająca raczej dźwięki ręcznego piłowania, które tworzą swoisty trip-hopowy rytm utworu wypełnionego drone'owymi dźwiękami eksperymentalnej elektroniki przełomu lat 60 i 70, kojarzącej się z dokonaniami wczesnego Cluster, z licznymi dźwiękowymi i industrialnymi wypełniaczami.
Not That I Am oparty jest z kolei na ciężkim trip-hopowym rytmie automatu perkusyjnego, wokół którego rozbrzmiewa hipnotyzujący bas współgrający z przeciągłymi riffami gitary uzupełnionymi o industrialne zgrzyty i syntezatorowe efekty dźwiękowe. Kompozycję rozpoczynają i kończą przetworzone deklamacje.
Na finalny The Third Mind składają się trzy psychodeliczno-industrialne impresje składające się na jedną 23-minutową suitę. First Movement opiera się na transowym, industrialnym pulsie tworzącym rodzaj sekcji rytmicznej i nieustannych industrialnych efektach dźwiękowych; utwór ewoluuje od chłodnej, ambientowej melodii w stylu Tangerine Dream lat 70, przez połączenie psychodelii z jazzem w postaci długich partii saksofonu, które z kolei przechodzą w fazę eksperymentalnej, uzupełnionej o partie fletu i skrzypiec drone'owej elektroniki początków lat 70 rodem z krautrockowych klimatów Ash Ra Templel, Agitation Fee i Cluster lub The Legendary Pink Dots; kompozycja kończy się tak jak się zaczęła - chłodną ambientową melodią przypominającą brzmienie Tangerine Dream lat 70.
Second Movement przypomina klimaty z wczesnych koncertów Throbbing Gristle z lat 70; drone'owa i eksperymentalna elektronika w dusznym klimacie w stylu The Legendary Pink Dots, uzupełniana jest o gitarowe riffy i industrialne efekty dźwiękowe; z czasem riffy gitarowe zanikają, a w ich miejsce pojawia się ociężała sekcja rytmiczna przypominająca syk maszyny parowej.
Third Movement to kolaboracja psychodelicznej elektroniki lat 70, drone'u i jazzu z wysokimi partiami saksofonu altowego, mocno przytłumioną jazzową sekcją rytmiczną automatu perkusyjnego i wszechobecnymi efektami stereofonicznymi.
The Third Mind Movements jest najlepszym albumem w dorobku Throbbing Gristle, który stylem nawiązuje do Journey Through a Body i, niestety, ostatnim, bowiem późnym latem 2010 roku, Genesis P- Orridge zrezygnował z uczestnictwa w trasie koncertowej Throbbing Gristle; zespół dokończył trasę jako trio XTG. Co gorsza, w listopadzie 2010 roku zmarł jeden z filarów grupy Peter Christopherson, co definitywnie położyło kres dalszej działalności Throbbing Gristle.
The Third Mind Movements jest niezwykle trudną do zdobycia pozycją w dyskografii zespołu, bowiem album nie jest dostępny w standardowej sprzedaży; album można było nabyć w 2009 roku w trakcie trasy koncertowej zespołu po USA, po niej zaś jedynie za pośrednictwem strony internetowej Throbbing Gristle.


Spirit - wraz z odejściem Alana Wildera z zespołu (w 1995 roku) i począwszy od albumu Ultra (1997), Depeche Mode wydawali swoje płyty w czteroletnim cyklu, w międzyczasie - od ukazania się albumu Exciter (2001) - muzycy zespołu w owym cyklu między płytami bądź to wydawali solowe projekty, bądź wchodzili we współpracę z innymi wykonawcami. Nie inaczej było z okresem poprzedzającym ukazanie się albumu Spirit; w 2015 roku fanów oczekujących nowego albumu Depeche Mode, wokalista Dave Gahan uraczył nagranym wspólnie z Soulsavers albumem Angels & Ghosts, zaś Martin Gore solowym instrumentalnym albumem z minimalistyczną elektroniką, nagranym pod szyldem MG. Ostatecznie wiosną i latem 2016 roku Depeche Mode ulokowani w swoim kalifornijskim studiu w Santa Barbara, a także w nowojorskim studiu Jungle City Studios, nagrali materiał na nowy album, którego producentem został czołowy przedstawiciel alternatywnej muzyki elektronicznej oraz muzyk formacji Simian Mobile Disco, James Ford.
Premiera albumu nastąpiła 17 marca 2017 roku. Tym razem względnie apolityczni i niezaangażowani zazwyczaj w bieżące światowe problemy, na fali dochodzącego do władzy populizmu w Europie oraz sprzeciwu wobec brytyjskiego Breixitu, muzycy postanowili wyrazić swoje niezadowolenie poprzez przekaz tekstowy. Ponadto wraz ze zmianą producenta, album Spirit zyskał bardziej surowsze i bogatsze brzmieniowo oblicze względem poprzednika - Delta Machine.
Album otwiera surowe brzmienie singlowego utworu Going Backwards, które już na wstępie budzi skojarzenia z klimatami z Songs Of Faith And Devotion, poprzez surowe piano i bluesującą gitarę. Kompozycja w miarę trwania rozwija się, głównie w sekcji rytmicznej; początkowo jest to prosty beat, na który nakładają się coraz mocniejsze i utanecznione motywy rytmiczno-perkusyjne; utwór ewoluuje od dark wave, po elektronicznego rocka z chłodnym ambientowym outro.
Jeszcze przed premierą albumu Spirit, ukazał się singiel promujący album, w postaci numeru Where’s the Revolution, ze wspomnianym wcześniej politycznym manifestem i wyrażeniem swego niezadowolenia z panującej sytuacji w Europie: "Gdzie jest ta rewolucja?", śpiewają w refrenie Dave, Martin i Fletch. Kompozycję otwiera soczysta elektronika z charakterystycznym pulsem w stylu Kraftwerk, która w refrenie miesza się z bluesowymi riffami gitary, sam zaś refren "Where’s the Revolution" brzmi, niczym stadionowy hymn; to jedna z najbardziej przebojowych kompozycji Depeche Mode ostatnich lat. Pod koniec utworu nie brakuje chwili melancholii, zaś uwieńczeniem jest finalny bluesowy chwyt gitarowy.
The Worst Crime jest przepiękną, pełną melancholii w muzyce i wokalu ambientowo-soulową balladą, kojarzącą się z utworem When the Body Speaks z albumu Exciter, z charakterystycznym filmowo brzmiącym elektronicznym podkładem i delikatnymi zagrywkami gitary, choć bez tego industrialnego pulsu znanego z When the Body Speaks. Początkowo, podobnie jak w When the Body Speaks, brak jest tu sekcji rytmicznej, która bardzo delikatnie pojawia się w drugiej strofie, zaś w trzeciej zaznacza się już wyraźnie w postaci leniwej perkusji, która nabiera mocy w refrenie.
W Scum, podobnie jak w otwierającym poprzedni album grupy, Delta Machine, utworze Welcome To My World, Depeche Mode sięga po dub-step przejawiający się +w sekcji rytmicznej kompozycji, której główny motyw stanowi analogowe, syntezatorowo-organowe brzmienie przypominające do złudzenia klimaty z albumu Kraftwerk - Autobahn (1974); nie brak tu też future-popowych melodii charakterystycznych dla solowego albumu Martina MG (2015), którego wpływy udzielają się również w następnym numerze - You Move, pierwszym wspólnym dziełem Dave'a Gahana i Martina Gore'a, który znalazł się w podstawowej setliście albumu Depeche Mode. You Move jest kolaboracją chłodnego i retrospektywnego synthpopu o industrialnym zabarwieniu z future popem w klimatach z przełomu lat 70 i 80; kompozycja charakteryzuje się chwytliwym motywem głównym klawiszy w stylu Oxygene Jeana-Michela Jarre'a. You Move to najlepszy utwór wspólnego autorstwa Dave'a i Martina.
Cover Me autorstwa tria Dave'a Gahana, Christiana Eignera i Petera Gordeno, to niezwykle klimatyczna ballada, która powoli rozwija się i wciąga słuchacza swoim niesamowitym klimatem, począwszy od ambientowego wstępu w bluesową zagrywką gitary w tle, co nadaje utworowi klimatu rodem z Twin Peaks, przez industrialny puls połączony z chłodem ambientowego tła głównej, wokalnej części utworu, na wydłużonym, instrumentalnym finale utworu, przypominającym klimat z albumu Tangerine Dream - Phaedra (1974) kończąc. To najlepsza kompozycja płyty.
Eternal to śpiewany przez Martina, pełen melancholii quasi-utwór, pozbawiony rytmu, za to w całości wypełniony brzmieniem harmonii, co niezwykle upodabnia go do innego śpiewanego przez Martina utworu - Death's Door (strona B singla Condemnation, 1993).
Poison Heart to kolejna propozycja autorstwa tria Gahan, Eigner, Gordeno, którzy stworzyli mocną soulową balladę w klimacie z płyt nagranych przez Gahana wespół z Soulsavers. Dave Gahan wykazuje tu niesamowity kunszt wokalny - chyba najlepszy na płycie.
So Much Love, na pierwszy rzut oka (ucha) jak żywo przypomina Soft Touch / Raw Nerve z albumu Delta Machine, jednakże So Much Love zawiera wyrazisty industrialny puls i efektowny bluesowy chwyt gitarowy w stylu Chico Hablasa, gitarzysty sesyjnego nagrywającego w latach 80 i 90 z Yello. Dodatkowym atutem kompozycji jest niesamowity duet wokalny Martina i Dave'a.
Poorman przykuwa uwagę leniwym, syntezatorowym pulsem przypominającym klimaty z albumu Tangerine Dream - Stratosfear (1976), który dominuje na początku utworu, który nabiera electro-bluesowo-gospelowego charakteru za sprawą bluesowego chwytu gitary, która z czasem przechodzi w przesterowane riffy oraz wokali - prowadzącego Dave'a i chórków Martina i Andy'ego - które wyraźnie mają charakter gospelowy. Utwór ewoluuje od elektroniczno-gospelowej ballady, w miarę nabierania rytmu, finalnie po klimaty industrialne przypominające stylem Fada Gadgeta.
Retrospektywny No More (This Is The Last Time) autorstwa Davida Gahana i Kurta Uenali, jest absolutnym powrotem Depeche Mode do swojej najwcześniejszej twórczości z płyt Speak & Spell (1981) i A Broken Frame (1982), tylko w o wiele dojrzalszej formie; numer emanuje niesamowitym przebojowym potencjałem, być może największym na płycie; dominują tu future-popowe brzmienia w stylu z epoki przełomu lat 70 i 80, nie brakuje też akcentów industrialnych.
Całość kończy śpiewana przez Martina (to pierwszy taki przypadek w dyskografii DM - nie licząc utworów bonusowych na reedycjach płyt) synthpopowa ballada Fail łącząca future pop z melancholią i mrokiem. Retrospektywne future-popowe brzmienie z przełomu lat 70 i 80 syntezatorów, na tle odległego analogowego niskiego brzmienia syntezatora, współgra z mocnym industrialnym uderzeniem perkusji, nadającej kompozycji mroku, zaś melancholii dodaje niezwykle przejmujący wokal Martina. Wszystko to razem daje efekt swoistej słodkiej trucizny. Fenomenem utworu stanowi fakt, iż jest on podsumowaniem całego albumu, idealnym jego zakończeniem; to zdecydowanie najlepszy utwór śpiewany przez Martina od dwudziestu lat, czyli od czasów Home i The Bottom Line z albumu Ultra (1997)
Spirit okazuje się być najlepszym albumem Depeche Mode ostatnich lat, być może najlepszym od czasów Ultra, nawet mimo braku przebojowych utworów, album zaskakuje połączeniem surowości z synthpopową estetyką oraz niesamowitym budowaniem napięcia i klimatu, czego potrafi dokonać bardzo niewielu - w zasadzie tylko Depeche Mode.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 560
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114701 autor: Depeche Gristle » 22 sty 2018, 11:36

Ministry - The Mind Is A Terrible Thing To Taste, 1989;
*****
Style: new wave, punk rock, postpunk, hardrock, metal, rock industrialny, dark wave, cold wave, noise, new wave, rock elektroniczny, experimental, hip hop, synthpop
Obrazek

Siekiera - Nowa Aleksandria, 1986;
******
Style: nowa fala, cold wave, postpunk, synthrock, neue deutsche welle,
industrial, noise, ambient

Obrazek


The Mind Is a Terrible Thing to Taste - czwarty album chicagowskiej formacji Ministry, który ukazał się 14 listopada 1989 roku, przyniósł ogromną ewolucję w stylistyce brzmieniowej zespołu, której początki sięgają jeszcze poprzedniego albumu - The Land of Rape and Honey (1988) - gdzie wraz dołączeniem do składu basisty i klawiszowca Paula Barkera, zespół powoli odchodził od synthpopu, skłaniając się ku brzmieniom i stylistyce rockowej. W dodatku w tym samym czasie lider i wokalista Ministry Al Jourgensen, nawiązał współpracę z Jello Biafrą, co też miało niebagatelny wpływ na styl formacji, również bezpośrednie inspiracje twórczością Stormtroopers of Death oraz Rigor Mortis sprawiły, że formacja znacznie ograniczyła rolę elektroniki w swojej muzyce, stawiając na wyraziste (niekiedy ostre i ciężkie) brzmienia gitarowe oraz wzbogaciła sekcję rytmiczną o żywe, rockowe bębny, łącząc to wszystko z niezliczoną ilością sampli.
Sesji nagraniowej albumu towarzyszyła poniekąd ponura atmosfera; któregoś razu, podczas nagrań Al Jourgensen tak zdenerwował się zachowaniem Paula Barkera, iż w akcie szału zaczął gonić Barkera po studiu, aż wreszcie znokautował go uderzeniem krzesłem w głowę.
Ponura atmosfera sprzyjała również ponurym tekstom utworów; warto też pamiętać o uzależnieniu muzyków Ministry od heroiny, co również wywarło niemały wpływ na zawartość albumu, który otwiera kompozycja Thieves, z wyrazistym punkowym riffem gitary i agresywnym wokalem, wyraźnie nabierając morderczego punkowego tempa w refrenie. Utwór ponadto jest protestem przeciwko wszechobecnej korupcji w amerykańskiej klasie politycznej.
Burning Inside, poruszający temat narkomanii (która nota bene dotyczyła także samych muzyków Ministry), jest kolaboracją punka, hard rocka, szaleńczego tempa sekcji rytmicznej i niezwykle agresywnego wokalu.
Never Believe, gościnnie śpiewany przez szkockiego wokalistę Chrisa Connelly'ego, jest kontynuacją punkowego toru; utwór zawiera wszystko, co dotychczas - ostre, punkowe riffy gitar, mordercze tempo sekcji rytmicznej (opartej tym razem głównie na automacie perkusyjnym), agresywny wokal - ale także industrialną elektronikę, która przebija się w momentach, gdy cichnie gitarowy jazgot.
Cannibal Song, najlepszy numer albumu, przypomina o dokonaniach Ministry z dwóch poprzednich albumów; utwór ma charakter mrocznego synthpopu; brak jest tu gitarowych riffów, za to syntezatorowe brzmienie jest niezwykle mroczne i chłodne, zaś w trans wprowadza hipnotyczne brzmienie gitary basowej. Utwór, podobnie jak poprzedni, gościnnie śpiewa Chris Connelly, tym razem jednak bez krzyku i agresji, za to niezwykle schizofrenicznie, niczym pensjonariusz domu wariatów - i nic w tym dziwnego, bowiem tekst utworu porusza temat szaleństwa.
Breathe, piosenka o wojnie nuklearnej, jest połączeniem industrialnej elektroniki z hałaśliwymi metalowymi riffami gitary i agresywnym punkowym wokalem, jest zapowiedzią przyszłej twórczości Ministry z początków lat 90.
So What ma zdecydowanie łagodniejsze oblicze new wave'u, przynajmniej w warstwie muzycznej, która tylko chwilami, w refrenie, nabiera punkowej agresji, wokal natomiast niezmiennie prezentuje się punkowo i agresywnie.
Test jest dobitnym przykładem, że Ministry nie poprzestawał wyłącznie na punku i metalu, poszukując innych niekonwencjonalnych rozwiązań - w tym przypadku zespół flirtuje z hip-hopem. Utwór oparty jest na prostym, ale energicznym pulsie automatu perkusyjnego, hałaśliwych, hardrockowych riffach gitar, industrialnej elektronice i rapowanym tekście, gościnnie śpiewanym przez rapera The Grand Wizard.
Ostatnie dwa utwory są instrumentalne; Faith Collapsing zawiera ciężkie i transowe uderzenie automatu perkusyjnego, mocną sekcję basu, surowe sample elektroniczne oraz wplecione dialogi z filmów "1984" i " Fahrenheit 451"
Album kończy jedyny w całości zdominowany przez syntezatory numer Dream Song, oparty na industrialnych brzmieniach oraz surowej i chłodnej elektronice; w tle słychać odległe orientalne kobiece wokalizy oraz telefoniczny głos Angeliny Lukacin, poetki i, prywatnie dziewczyny (i przyszłej żony) Ala Jourgensena, która nie miała pojęcia, że Al nagrywa ich rozmowę, podczas gdy ona recytowała mu swój wiersz. Warto tu wspomnieć o muzykach sesyjnych biorących udział w nagraniu albumu, wśród których - oprócz wspomnianych Chrisa Connelly'ego i The Grand Wizard (K. Lite) - udział wzięli m.in. znany ze współpracy z R.E.M. perkusista William Rieflin czy odpowiedzialny za sukcesy Skinny Puppy i Killing Joke producent Dave Ogilvie.
Album The Mind Is a Terrible Thing to Taste okazał się przełomowym momentem w twórczości Ministry, który porzucił synthpopowe oblicze, na rzecz rockowego brzmienia, co było w pełni udanym posunięciem, bowiem początek lat 90 i album Psalm 69: The Way to Succeed and the Way to Suck Eggs, wydany w 1992 roku przyniósł formacji światową sławę, zaś album The Mind Is a Terrible Thing to Taste odniósł jeszcze umiarkowany sukces komercyjny, plasując się na 163 miejscu w USA, wielu krytyków muzycznych zaznaczało jednak, że album został wydany, zanim jeszcze ten rodzaj muzyki zdobył popularność, wyprzedzając swoje czasy, bowiem gdyby ukazał się kilka lat później, byłby zapewne przebojem amerykańskiego Billboardu, co zresztą uwidacznia fakt, że wiele lat od wydania, krążek sprzedał się w nakładzie 500 tyś. sztuk w USA w 1995 roku, zaś singiel Burning Inside zajął 23 miejsce na Hot Modern Rock Tracks amerykańskiego Billboardu.


Nowa Aleksandria - jedyny studyjny album formacji Siekiera, który ukazał się w 1986 roku, nakładem wydawnictwa Tonpress.
Zespół powstał w 1983 roku w Puławach, zaś w 1985 porwał i zachwycił punkową publikę, swoim apokaliptycznym i wściekłym punkiem podczas FMR Jarocin, toteż oczekiwany album zespołu budził wiele emocji i sporych nadziei. Nagrań - przez wzgląd na oszczędność kosztów - dokonano w niespełna dwa tygodnie, wcześniej zaś z zespołu odszedł jego lider i wokalista Tomek Budzyński, który założył legendarną punkową formację Armia. Rolę wokalisty przejął basista Dariusz Malinowski, zaś kompetencje głównego kompozytora i autora wszystkich tekstów przejął Tomasz Adamski, który de facto zmienił kierunek muzyczny, którym dotąd podążała Siekiera, dokooptował też do składu klawiszowca Pawła Młynarczyka oraz zamienił stricte punkowy styl na neurotyczną zimną falę z minimalistyczno-nihilistycznymi tekstami w duchu Dadaizmu, czego dobitnym przykładem jest już otwierająca album kompozycja Idziemy Przez Las z obsesyjnym riffem gitary i rozległym, hipnotycznym rytmem sekcji perkusyjnej, brzmiących razem niczym motywy żywcem wyjęte z nurtu Neue Deutsche Welle z twórczości D.A.F. i Der Plan, na tle klawiszowych przestrzeni. W utworze słychać przede wszystkim echa twórczości Joy Division, Killing Joke i Xmal Deutschland, co zresztą charakteryzuje niemal cały album, bowiem w podobnym tonie z silnymi wpływami Neue Deutsche Welle i zimnej fali utrzymane są numery: Ludzie Wschodu, To Słowa, Idziemy Na Skraj, Bez Końca, Już Blisko, Misiowie Puszyści i Jest Bezpiecznie, z kolei w bardziej new wave'owym kierunku, w klimatach Joy Division, The Cure czy The Killing Joke z silnym wpływem polskiej nowej fali, utrzymane są, tytułowa Nowa Aleksandria, Tak Dużo, Tak Mocno oraz Ja Stoję, Ja Tańczę, Ja Walczę. Jednymi z najlepszych momentów albumu śmiało można uznać chłodne syntezatorowe numery Ludzie Wschodu i To Słowa z elementami industrialu, którego nie brakuje również w utworze Misiowie Puszyści.
Album zawiera również dwie instrumentalne ilustracje, które potrafią mrozić bez słów. Na Zewnątrz przypomina dokonania Joy Division bądź wczesnego New Order, z zimnofalową sekcją delikatnej gitary i mocnego basu, transową sekcją rytmiczną i chłodną syntezatorową przestrzenią, z kolei Czerwony Pejzaż z silnym syntezatorowym pejzażem, energicznym rytmem sekcji perkusyjnej i mocnym pulsem gitary basowej, dla których gitara stanowi odległe tło, przypomina klimaty zaczerpnięte z twórczości Ultravox.
Album Nowa Aleksandria wywołał w swoim czasie wielkie kontrowersje; od zachwytu, po spory zawód, bowiem wielu punków oskarżało zespół o zdradę punkowych ideałów. Niemniej tym właśnie jedynym w swojej dyskografii studyjnym albumem, Siekiera, mimo iż rok później uległa rozwiązaniu, przeszła do legendy polskiego rocka lat 80, przenosząc najlepsze zachodnie wzorce na zapyziały PRL-owski grunt. Album stał się wzorcem i kamieniem milowym dla wielu artystów polskiej nowej fali przełomu lat 80 i 90, miał też bezpośredni wpływ na twórców pokroju Abadon, Kobranocka, Nowy Horyzont, Düsseldorf czy Kafel. Nowa Aleksandria inspiruje nawet współcześnie, czego chociażby przykładem jest twórczość łódzkiej formacji Alles.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Stary wyga
Posty: 436
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #114703 autor: Sublime » 22 sty 2018, 15:47

Obrazek

Constance Demby i jej Novus Magnificat przy współpracy ze Stearnsem. Nie można odmówić pomysłu i poziomu wykonania, mimo tego, że specjalnym wielbicielem muzycznego new age nie jestem. Do tego ma dobre momenty, choć na 55 minut muzyki to trochę za mało i całość wydaje się rzeczywiście trochę za bardzo przesłodzona, ale tak czy tak warto przesłuchać, bo nie jest to płyta wpisująca się w klasyczne schematy tego nurtu, wręcz przeciwnie, wyróżnia się na plus.

Obrazek

Twórczość Stotta postanowiłem poznawać od tyłu, czyli od najnowszej Too Many Voices. Niespecjalnie dała się przekonać do siebie, ale na szczęście znacznie lepiej jest z jej poprzedniczką, tj. Faith In Strangers. Charakterne, dające się zarysować w głowie post-industrialowe granie z odpowiednią nutką grozy i melancholii.
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


DeLong
Habitué
Posty: 1169
Rejestracja: 01 paź 2006, 9:23
Lokalizacja: Dokąd?
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114831 autor: DeLong » 08 lut 2018, 14:28

Preludium b-moll Bacha. Gra Emil Gilels. Jak dla mnie to jakiś kosmos.

https://www.youtube.com/watch?v=UF_tOuChkCw
No hay caminos, hay que caminar...

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 560
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114906 autor: Depeche Gristle » 19 mar 2018, 17:21

Ash Ra Tempel - Schwingungen, 1972;
******
Style: krautrock, art rock, rock eksperymentalny, rock elektroniczny, drone,
space rmusic, rock psychodeliczny, blues rock, jazz rock, musique concrète, noise, neofolk,
dark wave, cold wave, rock progresywny

Obrazek

Klaus Schulze - Blackdance, 1974;
*****
Style: krautrock, rock elektroniczny, rock psychodeliczny, rock eksperymentalny, musique concrète, neofolk, space music, ambient, drone, minimal, dark wave, cold wave, noise
Obrazek


Schwingungen - drugi album legendarnej formacji krautrockowej Ash Ra Tempel, nagrywany w lutym 1972 roku, w nieco zmienionym składzie w stosunku do pierwszego albumu, bowiem zespół opuścił perkusista Klaus Schulze, który po kolejnym epizodzie w roli perkusisty zespołu (w 1970 jako perkusista Tangerine Dream wziął udział w nagraniu ich debiutanckiego albumu Electronic Meditation, po czym opuścił zespół), zdecydował się na karierę solową. Klausa Schulzego za bębnami zastąpił Wolfgang Müller. Główny trzon zespołu stanowili jednak, tak samo jak w debiucie, Hartmut Enke (gitara, bass, syntezatory) i Manuel Göttsching (gitara, klawisze, syntezatory, chórki). Chociaż w znacznej mierze Schwingungen kontynuuje psychodeliczno-art. rockową linię space rocka z instrumentalnego debiutu Ash Ra Tempel, to tym razem postanowiono wzbogacić muzykę o warstwę liryczną i wokalną.
Do współpracy zaproszono wokalistę Johna L. oraz saksofonistę Matthiasa Wehlera i Uliego Poppa grającego na bongosach. Produkcją albumu zajął się Rolf-Ulrich Kaiser, zaś za inżynierię dźwiękową odpowiedzialny był legendarny Dieter Dierks, znany ze współpracy z The Scorpions i Tangerine Dream.
Album, nakładem niezależnej niemieckiej wytwórni Ohr, ukazał się w 1972 roku; na longplay składają się dwie części - po jednej na każdą stronę krążka.
Strona A, zatytułowana "Light and Darkness" składa się z dwóch kompozycji; pierwsza z nich - Light: Look at Your Sun - to krótki (jak na standardy Ash Ra Tempel), niespełna 7-minutowy utwór w duchu hippisowskiej psychodeli przełomu lat 60 i 70 połączonej z blues-rockiem z silnymi wpływami twórczości The Jimi Hendrix Experience, Janis Joplin i wczesnego Can, z depresyjnym wokalem Johna L. przypominającym stylem wokal Damo Suzukiego (Can),
Na drugą część "Light and Darkness" składa się ponad 12-minutowa kompozycja Darkness: Flowers Must Die, z długim drone'owym eksperymentalnym wstępem, pełnym odległych brzmień i eksperymentów syntezatorowych i perkusyjnych, w duchu muzyki konkretnej z lat 50 i 60. Po owej swoistej długiej introdukcji, utwór przechodzi w formę art.-rockową z elementami orientalnymi w partiach gitarowych i wokalu oraz jazz-rockowymi w sekcji rytmicznej i długich partiach saksofonu; pod koniec zaś utwór wyraźnie nabiera cech hippisowskiej psychodeli przełomu lat 60 i 70.
Strona B albumu zatytułowana jest "Schwingungen", składa się na nią jedna, przypominająca materiał z debiutanckiego albumu Ash Ra Tempel, instrumentalna 20-minutowa suita Suche & Liebe, podzielona wszakże na dwie części. Pierwsza część kompozycji utrzymana jest w duchu muzyki konkretnej lat 50 i 60 Stotckousena, Vladimira Ussachevsky'ego, Edgara Verese, Pierre'a Schaeffera czy wczesnej twórczości Tangerine Dream; odległe syntezatorowe przestrzenie i wibracje uzupełniają dźwięki wibrafonu, sprawiając wrażenie kosmicznej podróży na obrzeża galaktyk. Słychać tu inspirację dla twórczości Throbbing Gristle (album 20 Jazz Funk Greats w utworach Tanith i Exotica). W połowie utworu pojawiają się odległe partie progresywnej perkusji, które ustępują miejsca drone'owym przestrzeniom. Wreszcie utwór przechodzi w drugą część o pogodnym charakterze rocka progresywnego w stylu Pink Floyd z przełomu lat 60 i 70, z wysokimi wokalizami Manuela Göttschinga.
Album Schwingungen nie odniósł oczywiście sukcesu komercyjnego, zebrał jednak pozytywne recenzje wśród krytyków i muzyków, zwrócił uwagę m.in. słynnego amerykańskiego psychologa - i narkomana - Timothy'ego Leary'ego, współpracującego z wieloma zespołami wielkiego kalibru, w tym z Johnem Lennonem i The Beatles, The Moody Blues czy The Who. Będąc pod wrażeniem twórczości Ash Ra Tempel, Timothy Leary nawiązał współpracę z zespołem i nagrał wraz nim album Seven Up (1973).
Schwingungen to jeden z klasycznych albumów krautrocka i rocka psychodelicznego wszechczasów.


Blackdance - trzeci solowy album Klausa Schulzego, nagrywany w maju 1974 i wydany w tym samym roku.
Po raz pierwszy w muzyce Klausa Schulzego pojawia się sekcja rytmiczna oraz syntezatory nie będące samoróbkami artysty.
Album otwiera 17-minutowa suita Ways of Changes z długimi partiami syntezatora, przypominającymi brzmienia harmonijki ustnej, na które z czasem nakładają się solówki akustycznej gitary i syntezatorowo-organowe przestrzenie. Po długiej introdukcji, kompozycja zyskuje wyraźnie mistyczno-orientalny wydźwięk, rozkręcając się w ludowym rytmie afrykańskich bębnów i perkusjonaliów, na którym opierają się syntezatorowo-organowe przestrzenie oraz efekty syntetyczne i stereofoniczne, które, na pewien moment, całkowicie dominują nad rytmem, by jednak ostatecznie mu ustąpić i ponownie z nim współgrać.
Some Velvet Phasing, to "tylko" nieco ponad 8-minutowy eksperymentalny utwór, pozbawiony sekcji rytmicznej, w całości jest za to wypełniony wibrującymi brzmieniami syntezatora i przestrzeniami mellotronu, będący swoistą międzygalaktyczną podróżą. Utwór łączy minimalizm z klimatami drone'u i psychodelii.
Voices of Syn, to blisko 23-minutowa suita finałowa, rozpoczynająca się od operowego, basowego wokalu w wykonaniu Ernsta Waltera Siemona, na psychodelicznym tle silnej organowej przestrzeni, stanowiącej wstęp kompozycji, w której, po ucichnięciu wokalu, pojawia się syntetyczny puls automatycznej sekcji rytmicznej, będącej bardzo wczesną formą stylu techno, która podłożyła fundamenty pod przyszły nurt house. A wszystko to na tle silnych psychodelicznych organowych przestrzeni, którym ów puls towarzyszy niemal przez cały utwór.
Reedycję albumu Blackdance, uzupełniono o dwie eksperymentalne, niepublikowane wcześniej kompozycje Klausa Schulzego, nagrane w marcu 1976 roku.
Foreplay, to w pełni improwizowane plamy chłodnych i przestrzennych brzmień syntezatora skolaborowanych z licznymi efektami i grzmotami syntetycznymi oraz efektami stereofonicznymi. Utwór stylem (ale nie brzmieniem) przypomina nieco numer Vom Himmel Hoch z debiutanckiej płyty Kraftwerk.
Synthies Have (No) Balls? zaczyna się bardzo podobnie jak Foreplay, choć syntezatorowe przestrzenie są tu bardziej stonowane i w pełni przemyślane, bez zbytnich improwizacji, nie licząc licznych stereofoniczno-syntezatorowych efektów. W końcu pojawia się tu prog-rockowa sekcja rytmiczna perkusji oraz długie solówki syntezatorowe, układające się w pełni przemyślane melodie przypominające stylem twórczość Vangelisa i Jeana-Michela Jarre'a, na tle chłodnej syntezatorowej przestrzeni.
Blackdance jest przełomowym albumem w twórczości Klausa Schulzego, na którym muzyk wykrystalizował swój styl i brzmienie; album ponadto jest kamieniem milowym w historii rocka elektronicznego, który wywarł wpływ na twórczość klasyków gatunku - Jeana-Michela Jarre'a i Vangelisa. To jeden z najważniejszych albumów w historii krautrocka oraz jeden z najważniejszych albumów lat 70.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 560
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114922 autor: Depeche Gristle » 02 kwie 2018, 17:26

Cluster - Apropos Cluster, 1990;
******
Style: krautrock, ambient, rock elektroniczny, new age, industrial, rock eksperymentalny, neofolk, musique concrète, cold wave, dark wave
Obrazek

7JK - Anthems Flesh, 2012;
*****
Style: new wave, rock psychodeliczny, rock industrialny, synthpop, noise,
cold wave, dark wave, rock eksperymentalny, rock elektroniczny

Obrazek


Apropos Cluster - pierwszy po blisko dekadzie studyjny album legendarnej formacji krautrockowej Cluster.
Po wydaniu w 1981 roku albumu Curiosum, muzycy Cluster postanowili skupić się na realizacji własnych solowych projektów, działalność zespołu została zawieszona na niemal całą dekadę lat 80, która zresztą nie była zbyt udana dla pozostałych grup krautrockowych, które borykały się z licznymi perypetiami personalno-artystycznymi, czego dobrymi przykładami były przypadki Neu!, Faust, Wallenstein, Can, nawet Kraftwerk i Tangerine Dream. Co prawda muzycy Cluster - Hans-Joachim Roedelius i Dieter Moebius - w latach 1984-85 ponownie zjednoczyli siły, i wraz z Brianem Eno i Connym Plankiem nagrali dwa albumy: Begegnungen i Begegnungen II, jednak nie były one sygnowane nazwą Cluster, a po prostu "Eno Moebius Roedelius Plank".
Ku radości fanów Cluster, Roedelius i Moebius postanowili w 1989 roku reaktywować Cluster, nagrywając w latach 1989-90 w austriackim Blumau, pierwszy od dziewięciu lat studyjny materiał. Album Apropos Cluster został wydany przez wytwórnię Curious Music i, w 1991 roku był pierwszym w historii formacji albumem promowanym w USA.
Album Apropos Cluster składa się z dwóch części - pierwszej złożonej z czterech miniatur utrzymanych w klimatach z albumów Cluster & Eno oraz drugiej, w całości wypełnionej tytułową suitą utrzymaną w duchu twórczości Cluster z drugiej połowy lat 70.
Otwierający album utwór Grenzganger, jest połączeniem neofolku, ambientu i new age; kompozycja bardzo przypomina utwór Cabaret Voltaire - A Touch Of Evil, który otwiera (i kończy) album Red Mecca (1981).
Emmental jest kolaboracją melancholijnego ambientu z podniosłymi partiami fortepianu i sekcją basu w gościnnym wykonaniu polskiego awangardowego kontrabasisty Stanisława Michalika. Nie brakuje tu też elektronicznych plam.
W melancholijnych tonach utrzymany jest również Gespiegelt, choć numer jest bardziej w klimatach new age i muzyki filmowej, przypominających nieco dokonania Tangerine Dream, poczynając od drugiej połowy lat 80.
Falls z kolei oparty jest na orkiestrowych smyczkach i długich partiach trąbek, w których tle słychać elektroniczo-akustyczne eksperymenty.
22-minutowa tytułowa suita Apropos Cluster, zajmująca całą drugą część albumu, utrzymana jest w klimatach zbliżonych do twórczości Cluster z lat 1976-81. Kompozycję rozpoczynają chłodne i wysokie ambientowe przestrzenie w połączeniu z elektronicznym pulsem, psychodelicznymi syntezatorowymi zagrywkami i akustycznymi eksperymentami, które w końcu ustępują industrialnemu pulsowi automatu perkusyjnego i syntezatora na tle klawiszowych zagrywek. I taki jest zasadniczo schemat całego utworu, gdzie naprzemiennie ambient ustępuje industrialowi - i odwrotnie. W przypadku ambientowej odsłony utworu, w jego dalszej części, mamy do czynienia z licznymi eksperymentami elektro akustycznymi, eksperymenty z brzmieniem gitary basowej, trąbek, elektronicznymi plamami czy odległymi pulsami, a nawet z muzyką Dalekiego Wschodu rodem z Chin. Utwór zaś wieńczą delikatne partie fortepianowe.


Anthems Flesh - debiutancki album polsko-angielskiej formacji 7JK, będącej efektem długoletniej przyjaźni muzyków wrocławskiej formacji rocka industrialnego Job Karma z byłym wokalistą pochodzącego z Sheffield zespołu Sol Invictus Mattem Howdenem, który, po rozwiązaniu zespołu kontynuował solową twórczość pod pseudonimem Sieben - nazwy Sieben i Job Karma zaszyfrowane są zatem pod szyldem 7JK. Chociaż współpraca artystyczna Matta Howdena z Job Karmą sięga znacznie wcześniejszych lat, bowiem już w 2005 roku Matt Howden udzielił się wokalnie na albumie Job Karmy - Strike, wokalista występował także pod szyldem Sieben na organizowanym przez klawiszowca i wokalistę Job Karmy Maćka Fretta oraz odpowiedzialnym za sztuki wizualne w zespole Arka Bagińskiego słynnym Wrocław Industrial Festiwalu. Przyjaźń między muzykami oraz wspólne muzyczne pasje i zainteresowania zacieśniły między nimi współpracę do tego stopnia, iż artyści postanowili powołać do życia wspólny projekt łączący muzyczne wizje Sieben i Job Karmy, prezentujący jednak zupełnie nową od dotychczasowej, bardziej rockowo-psychodeliczną formę, zaś partie skrzypiec Matta Howdena tylko sporadycznie wysuwają się na pierwszy plan.
Premiera debiutanckiego albumu 7JK - Anthems Flesh miała miejsce 25 maja 2012.
Już pierwszy numer otwierający album musi budzić niesamowity respekt; Dirt City to energiczny, pulsujący industrialny utwór z zimnofalowym klimatem w duchu twórczości Skinny Puppy czy Ministry lat 80.
Bardziej psychodeliczno-noise'owy wymiar ma Dear Claire, gdzie brzmienia syntezatorów, gitary i skrzypiec przenikają się wzajemnie, tworząc klimat rodem z twórczości Coil, Throbbing Gristle czy Psychic TV.
W awangardowym utworze Krau, gdzie standardowe wokale zastępują wplecione w utwór fragmenty dialogów, wyraźnie słychać echa twórczości krautrockowych wykonawców lat 70 - Neu!, Harmonia i Cluster.
Wrocław In The Rain, piosenka pochodząca z repertuaru Sieben, w wersji 7JK łączy industrialną rytmikę z brudnym i melancholijnym brzmieniem, co w efekcie tworzy klimat oscylujący między twórczością Nine Inch Nails, a Einstürzende Neubauten.
Połączenie psychodeli, industrialu, zimnej fali i noise prezentuje kompozycja End Of The Year, z minimalistycznym, ale wyrazistym przesłaniem lirycznym.
Bardzo ciekawym numerem jest najbardziej eksperymentalny moment płyty, Organ Madness, odwołujący się do psychodeli i elektroniki lat 60 rodem z twórczości Bruce'a Haacka, Raymonda Scotta, Morta Garsona, Perrey & Kingsley, Mortona Subotnicka czy Silver Apples.
Uderzeniem zimnej fali i melancholii emanuje wręcz Boxed In Green; wyjątkową role odgrywają tu wysuwające się na pierwszy plan partie skrzypiec, pełniące rolę solówek gitarowych (takich momentów więcej będzie na następnym albumie 7JK) na tle chłodnej elektroniki, do tego ciepły, ale niezwykle smutny wokal Matta Howdena w połączeniu z chłodną muzyką, przypomina klimat twórczości Ultravox i Midge'a Ure z lat 80!
Drugi z coverów na płycie - Maid Of Orleans - wielki przebój lat 80 z repertuaru OMD, pozbawiony jest co prawda charakterystycznego dla oryginału basowego pulsu i energicznych uderzeń perkusji, w zamian za to 7JK oferuje analogową syntetyczną oprawę piosenki i militarystyczny, marszowy rytm - to z pewnością jeden z najlepszych coverów jaki kiedykolwiek nagrano.
Planning For Zombie Apocalypse, to przede wszystkim prosta, poetycka narracja na tle niezwykle chłodnej i mrocznej elektroniki, ocierającej się o gotyk, z długimi partiami skrzypiec pełniącymi rolę riffów gitarowych oraz powolnym i hipnotycznym beatem automatu perkusyjnego.
W The World's Pain klimat zimnofalowej elektroniki nabiera nieco orientalnego, bliskowschodniego klimatu, na który nakładają się orkiestrowe smyki, w tle zaś riffy gitary przenikają się z partiami skrzypiec. Sekcja perkusyjna o rockowym charakterze, jest odległa i przytłumiona, by wreszcie wyjść na pierwszy plan.
Tytułowy Anthems Flesh z gościnnym udziałem poety Keitha Howdena, prywatnie ojca Matta, który jest również autorem tekstu utworu, oparty jest na narracji na tle organowo-psychodelicznej muzyki. Utwór klimatem nawiązuje do krautrocka i lat 70. W podobnym organowo-psychodelicznym klimacie i brzmieniu lat 60 i 70, z trip-hopowym rytmem jest kompozycja 47 Words For Sheffield, z przejmującą melodeklamacją i długimi partiami skrzypiec w wykonaniu Matta Howdena.
Dirt Reprise, o podniosłym orkiestrowym brzmieniu, energicznej, choć odległej sekcji perkusji, partiami skrzypiec i smyków, i wreszcie niezwykle odległym, ledwo słyszalnym wokalu, jest zwieńczeniem całego albumu.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Stary wyga
Posty: 436
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #114962 autor: Sublime » 28 kwie 2018, 13:44

Przede wszystkim w tym momencie najczęściej przesłuchuje trzy płyty:

O.N.A. "T.R.I.P."
Muszę przyznać, że właśnie czegoś takiego się spodziewałem na samym początku po raz pierwszy słysząc o tym zespole. Pierwsza płyta była jeszcze cholernie naiwna, druga miała już solidne momenty, a ta już jest naprawdę udana myślę od początku do końca. Całkiem przyjemne rockowe grzanie - IMO tutaj Skawiński/Tkaczyk radzili sobie znacznie lepiej niż we wcześniejszych projektach, a już na pewno mniej tutaj olśnienia geniuszu w porównaniu do tego, co robili po rozwiązaniu zespołu...

https://www.youtube.com/watch?v=JL0dOcK-w-o

Marillion "Script For A Jester's Tear"
Liczyłem na coś więcej, bo w zasadzie ten wielki neo-prog to tutaj w połowie płyty to wielki pic na wodę, fotomontaż. I kompozycyjnie, i brzmieniowo - choć teksty są naprawdę na wysokim poziomie.

https://www.youtube.com/watch?v=RThsZPlOy-0

U.S. Girls - In A Poem Unlimited
Tegoroczna premiera, którą początkowo przespałem. Całkiem przyjemny pop, muszę przyznać, że im więcej tego typu płyt, tym lepiej. Ale jeszcze za krótko się z nią obchodzę, by powiedzieć coś więcej.

https://www.youtube.com/watch?v=8YkIvuGYGqA
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 560
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114997 autor: Depeche Gristle » 22 maja 2018, 2:19

Can - Soon Over Babaluma, 1974;
******
Style: krautrock, rock psychodeliczny, rock elektroniczny, art-rock, rock eksperymentalny, folk, cold wave, dark wave, musique concrète, industrial, kosmische musik, latin rock, jazz rock, funk, blues, reggae, ambient
Obrazek


Soon Over Babaluma - szósty studyjny album niemieckiej, psychodeliczno-krautrockowej formacji Can, wydany w sierpniu 1974. Sesję nagraniową albumu w kolońskim Inner Space studio poprzedziło odejście wokalisty zespołu Damo Suzukiego, który wkrótce po nagraniu albumu Future Days (1973), postanowił opuścić zespół dla dziewczyny, z którą się związał. Powstała zatem sytuacja, jak w trakcie sesji nagraniowej do albumu Soundtracks w 1969 roku, kiedy zespół opuścił wokalista Malcolm Mooney, w jego miejsce zaś dokooptowano właśnie Damo Suzukiego. Tym razem jednak nie było poszukiwań nowego wokalisty; wokalne obowiązki wzięli na siebie: gitarzysta Michael Karoli i klawiszowiec Irmin Schmidt, wykrystalizował się też tzw. klasyczny czteroosobowy skład zespołu: Irmin Schmidt, Michael Karoli, Jaki Liebezeit, Holger Czukay, który przetrwał do 1978.
Muzyka na Soon Over Babaluma w zasadniczy sposób jest kontynuacją psychodeliczno-etnicznej formy z poprzedniego albumu Can - Future Days, choć wymiar etniczny nabiera tu większego wyrazu, co słychać - głównie w warstwie rytmicznej - niemal na całym albumie.
Soon Over Babaluma otwiera pogodna i nastrojowa kompozycja Dizzy Dizzy śpiewana przez Michaela Karoli, która jest połączeniem syntezatorowego pulsu, art.-rocka, reggae i folkowych skrzypiec stanowiących główne tło utworu. Nie brakuje tu domieszki funku i bluesa, przez co utwór zyskuje swoisty pogodny klimat, mimo względnie depresyjnego wokalu.
Come Sta, La Luna jest kolaboracją klimatów latynoskich - tanga i latin-rocka z doskonale uzupełniającymi całość etnicznymi skrzypcami i eksperymentalną elektroniką, uzupełnioną o sample dialogów, co w niedalekiej przyszłości podchwycą brytyjskie zespoły z kręgu rocka industrialnego - Throbbing Gristle i Cabaret Voltaire, a za nimi cała rzesza zespołów grających szeroko pojętą muzykę elektroniczną. Wokale w Come Sta, La Luna w wykonaniu Irmina Schmidta, są niezwykle oszczędne; jest to w zasadzie tytułowa fraza, zaśpiewana po wielokroć, jednak w niezwykle nawiedzonym stylu.
Instrumentalny Splash utrzymany jest w niezwykle żywym i szybkim tempie oscylującym od jazzu, po rytmy afrykańskie, tło zaś wypełniają długie partie przetworzonej gitary, skrzypiec oraz zagrywki elektrycznego pianina, osadzone na syntezatorowym tle.
Rozbudowany Chain Reaction rozpoczynają długie partie brzmień analogowych syntezatorów; utwór rozpędza się w krótkim czasie w transowym rytmie, z długimi folkowymi partiami skrzypiec, syntezatorowym pulsem i psychodelicznym organowym tłem. W momentach wejścia wokalu Michaela Karoli, utwór wyraźnie zwalnia, przybierając formę hippisowskiej art-rockowej psychodeli z elementami jazz-rocka z przełomu lat 60 i 70 i syntezatorowym odległym tłem; innym zaś razem przez krótki czas utwór traci spójność wraz z pojawieniem się głębokich syntezatorowych gongów. Po latach magazyn Rolling Stone uznał ten utwór za prekursora stylu techno.
Finał albumu, zgrabnie połączony w jedną całość z Chain Reaction eksperymentalny utwór Quantum Physics, odchodzi od etnicznego stylu; w całości jest za to zdominowany przez eksperymentalne brzmienia syntezatorów, nadające kompozycji wymiar popularnego wśród wykonawców krautrockowych pierwszej połowy lat 70 kosmische musik, z wpływami wczesnego Ash Ra Tempel, Kluster, Neu!, Mortona Subotnicka, Pink Floyd końca lat 60, a przede wszystkim muzyki konkretnej lat 50 i 60 spod znaku Stockhousena czy Pierre'a Schaeffera. Utwór oparty jest na odległym transowym, rwanym rytmie; wokale Michaela Karoli pojawiają się tu niezwykle sporadycznie - jako pojedyncze słowa, ledwo zresztą dostrzegalne, zaś końcówkę utworu stanowi niezwykle chłodne, niskie i głębokie syntezatorowe tło.
Mimo pozornego osłabienia zespołu spowodowanego odejściem wokalisty Damo Suzukiego, album Soon Over Babaluma jest jednym z najlepszych w dorobku Can, oraz jednym z najbardziej kultowych albumów rocka, który położył fundamenty pod muzykę elektroniczną i rocka industrialnego.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 560
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115017 autor: Depeche Gristle » 05 cze 2018, 1:26

Jean-Michel Jarre - Oxygene 3, 2016;
*****
Style: rock elektroniczny, synthpop, electro, ambient, experimental, cold wave, dark wave, industrial, new age
Obrazek


Oxygène 3 - dziewiętnasty album studyjny pioniera współczesnej muzyki elektronicznej Jeana-Michela Jarre'a, który jest dopełnieniem trylogii związanej z największym dziełem Jarre'a - Oxygène (1976) - albumem przełomowym, nagrywanym etapowo między sierpniem, a listopadem 1976 i, ku zaskoczeniu samego kompozytora, będącym przełomem w jego twórczości, bowiem album, w dobie dominacji na scenie undergoundowej nurtów krautrocka i rocka progresywnego, nieoczekiwanie stał się światowym przebojem, będąc nie tylko przełomem w twórczości artysty, ale przede wszystkim stając się kamieniem milowym w muzyce elektronicznej, pierwszym jej światowym przebojem, który ukazał muzykę elektroniczną w formie popowego przeboju; album sprzedał się na całym świecie w ponad 12 milionach egzemplarzy, torując tym samym drogę do wielkiej kariery Jean-Michelowi Jarre'owi, czyniąc z niego żywą ikonę muzyki, toteż nic dziwnego, że artysta niejednokrotnie wracał do swojego dzieła, jak choćby 21 lat później, w czasach kiedy muzyka elektroniczna (i nie tylko) została zminiaturyzowana do formy programu komputerowego, z którego można było generować dźwięki, zaś w klubach królowało techno, stanowiące się spadkobiercą muzyki elektronicznej. Brzmienia z lat 80 generowane przez syntezatory analogowe wydawały się być niemodne i nie na czasie, Jean-Michel Jarre postawił więc na kolejną nieoczekiwaną rewolucję, wyciągając z piwnicy i ze strychu dawno zakurzone aparatury analogowe, na których stworzył niegdyś słynny Oxygène, i przy ich użyciu nagrał sequel słynnego albumu - Oxygène 7-13, który podobnie jak słynny poprzednik okazał się światowym przebojem, przynosząc Jarre'owi trzy wielkie przeboje singlowe - Oxygene (Part VII), Oxygene (Part VIII) i Oxygene (Part X), ponownie przywracając brzmieniom analogowym dawną chwałę i popularność, co skutkowało powrotem pod koniec lat 90 wielu syntezatorowych wykonawców popularnych w latach 80.
Dekadę później Jean-Michel Jarre ponownie sięgnął do swojego kultowego albumu, tym razem na nowo nagrywając go, jako Oxygène: New Master Recording, wreszcie 40 lat po wydaniu Oxygène, przy okazji trasy promującej album Electronica 2: The Heart of Noise (2016), jako zapowiedź nowego albumu, muzyk skomponował premierowy utwór, który trafił potem na Oxygene 3, jako Oxygène Part 19; sam artysta stwierdził, że nagrał utwór z myślą o kontynuacji sagi Oxygène, sprawdził tym samym, jak brzmiałoby Oxygène, gdyby nagrał go współcześnie - i, w jego ocenie, wyszło znakomicie.
Tak więc dokładnie 40 lat po wydaniu legendarnego Oxygène, 2 grudnia 2016, ukazał się finalny (jak się wydaje) Oxygène 3, ponownie ze słynną okładką autorstwa Michela Grangera, przedstawiającą pękniętą kulę ziemską z odsłoniętą nagą czaszką - z o wiele bardziej pękniętą skorupą ziemską, niż uprzednio; zarówno wtedy jak i teraz przekaz był wyraźnie z pro-ekologiczną przestrogą.
Muzycznie Jean-Michel Jarre proponuje tym razem zwrot ku zderzeniu brzmień analogowych syntezatorów, z brzmieniami generowanymi komputerowo i nowymi technologiami, co wyraźnie słychać już na samym początku albumu; Oxygène Part 14, to zupełnie współcześnie brzmiące dźwięki i zagrywki klawiszy na tle transowego pulsu sekwencera, choć tło niekiedy stanowi odległe analogowe brzmienie.
Oxygène Part 15 jest już bardziej zdecydowanym odwołaniem się do klasycznego brzmienia Oxygène z 1976 roku; charakterystyczny analogowy i rwany puls wybija się na tle współcześnie brzmiącego transowego pulsu współgrającego ze znaną z klasycznego Oxygène kosmiczną przestrzenią. W końcowej fazie kompozycja staje się bardziej eksperymentalna, wypełniona szumami, na które wreszcie nakłada się nowoczesny puls, końcówka zaś jest industrialno-eksperymentalna.
Oxygène Part 16 jest już wyraźną kolaboracją analogowego pulsu syntezatorów i porcji szumów, znanych z dwóch poprzednich edycji Oxygène, ze współczesną elektroniką i sekcją rytmiczną, w której słychać zarówno echa twórczości Tangerine Dream i Kraftwerk, jak i Tiesto czy Blank & Jones; owe współczesne brzmienie zachowuje jednak przestrzeń, tak charakterystyczną dla Oxygène. W drugiej części utwór traci sekcję rytmiczną, przechodząc w formę ambientowo-eksperymentalną, zyskuje za to na przestrzeni.
Wszystkie dotychczasowe wydawnictwa Oxygène cechował fakt, że czwarta ich ścieżka zawsze była przebojowa, i nie inaczej jest tym razem; Oxygène Part 17 jest najbardziej przebojowym momentem albumu; schemat jest dość podobny jak w poprzednim numerze; współczesna elektronika i automatyczna sekcja rytmiczna wybija się na tle typowo "oxygene'owskich" przestrzeni, choć utwór charakteryzują wyraziste i przebojowo brzmiące zagrywki klawiszy - nieco w klimatach Safri Duo i Roberta Milesa, kompozycji jednak daleko jest do przebojowości któregokolwiek z hitów z dwóch poprzednich edycji Oxygène.
Oxygène Part 18 jest krótkim wytchnieniem, składającym się wyłącznie z ambientowego tła i krótkich partii fortepianu.
Wspomniany już wcześniej Oxygène Part 19 jest połączeniem ambientowych przestrzeni, odległego pulsu sekwencera, analogowych partii klawiszowych i wysuwających się na pierwszy plan współczesnych brzmień rodem z Tiesto. I choć, jak wspominał Jarre, ten utwór stał się pierwowzorem do nagrania Oxygène 3, to jednak ze wszystkich ścieżek na Oxygène 3 najdalej mu do klimatu klasycznego Oxygène, choć przecież i tu nie brakuje tej charakterystycznej kosmiczno-tlenowej przestrzeni.
Finałowy Oxygène Part 20, jest bodaj najbardziej progresywnym utworem albumu, składającym się z kilku wątków - od psychodeliczno-organowej introdukcji, przez słyszalne z oddali, poprzez kaskadę szumów odległe motywy z Oxygène (Part VI), które ustępują dramatycznemu, przesiąkniętemu smutkiem filmowemu brzmieniu syntezatora, któremu, oprócz szumów, towarzyszą grzmoty i wreszcie destrukcyjne dźwięki trzasków i pęknięć, oznajmiających, że nic wiecznie istnieć nie będzie, wszystko ma swój koniec - tą smutną puentą kończy się album. Czy jednak aby na pewno Oxygène 3 jest końcem tlenowej sagi Jeana-Michela Jarre’a? Wydaje się, że artysta jeszcze kiedyś powróci w jakiejś formie do swojego kultowego dzieła.
Album Oxygène 3 nie powtórzył tak spektakularnych sukcesów komercyjnych jak Oxygène i Oxygene 7-13, brak tu jest też przebojowych kompozycji na miarę Oxygene (Part I), Oxygene (Part II), Oxygene (Part IV), Oxygene (Part VII), Oxygene (Part VIII) i Oxygene (Part X), mimo to album notowany był na listach przebojów, plasując się m.in. na 14 miejscu szwajcarskiego Schweizer Hitparade, 20 miejscu w Holandii (MegaCharts), 34 pozycji w Niemczech (Offizielle Top 100), 41 miejscu w Wlk. Brytanii, 51 we Francji, zaś w Polsce notowany był 33 miejscu.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 560
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115042 autor: Depeche Gristle » 12 cze 2018, 1:07

Can - Out of Reach, 1978;
******
Style: krautrock, funk, disco, rock elektroniczny, rock psychodeliczny, art rock, cold wave, dark wave, experimental, latin rock, folk, electro funk, jazz, country, kosmische muzik, musique concrète, noise
Obrazek

Job Karma - Newson / 98 Mhz to Extinction, 2001;
*****
Style: rock elektroniczny, ambient, rock industrialny, dark wave, cold wave, rock eksperymentalny, minimal, drone, electro, noise, krautrock, neofolk, musique concrète
Obrazek


Out of Reach - dziesiąty album studyjny Can, który ukazał się w lipcu 1978 roku; jest to jeden z najbardziej kontrowersyjnych albumów w dorobku zespołu, bowiem nagrywany był w chwili, kiedy jesienią 1977 z Can postanowił odejść architekt jego brzmienia, Holger Czukay, który skupił się na twórczości solowej, pozostali zaś członkowie oryginalnego składu, Jaki Liebezeit, Michael Karoli i Irmin Schmidt wykazywali wyraźne już zmęczenie sobą nawzajem; zespół popadł w dołek, nic więc dziwnego, że główne role twórcze odgrywali dokooptowani do Can jeszcze podczas sesji nagraniowej do poprzedniego albumu zespołu - Saw Delight (1977) - dwaj byli muzycy legendarnego zespołu Traffic, Rosko Gee i Rebop Kwaku Baah.
Na albumie dominują utwory instrumentalne oraz style funk i disco z elementami etnicznymi, co słychać już w pierwszym utworze, świetnym instrumentalnym Serpentine, łączącym ambientowe przestrzenie z elementami funku, jazzu, latin rocka oraz etnicznymi rytmami perkusji.
Pauper's Daughter and I, przebojowy numer w całości autorstwa Rosko Gee i przez niego zaśpiewany, jest połączeniem funku i disco na tle psychodelicznej przestrzeni syntezatorowej i przetworzonych solówek gitary; utwór można określić mianem wczesnego electro-funku.
Instrumentalny November o gęstym rytmie perkusji, jest połączeniem art. rocka z latin rockiem z dominacją długich solówek gitar na tle partii fortepianu i funkowego basu.
Tym samym, równie gęstym rytmem, opleciony jest kolejny z instrumentalnych numerów - Seven Days Awake - który jest kolaboracją mrocznych i chłodnych, niemal gotyckich, brzmień elektronicznych z popisowymi i wysoko granymi długimi solówkami gitary.
Give Me No 'Roses', to druga z kompozycji płyty, której w całości autorem i wokalistą jest Rosko Gee i, podobnie jak Pauper's Daughter and I, piosenka utrzymana jest w konwencji charakterystycznego dla lat 70 przebojowego disco z elementami funku, choć w zdecydowanie bardziej funkującym tanecznym rytmie, niż utrzymany bardziej w stylistyce stricte disco Pauper's Daughter and I, numer Give Me No 'Roses' obdarzony jest jednak głęboką i psychodeliczną syntezatorową przestrzenią, nie brakuje tu też innych dodatków, jak choćby elementów muzyki country w postaci zagrywek gitary i partii skrzypiec.
Like Inobe God to przykład klasycznego disco lat 70 z elementami brzmień latynoskich oraz z ludowymi afrykańskimi wokalami Rebopa Kwaku Baaha. Utwór jest dość kontrowersyjny, bowiem dziennikarze muzyczni ostro krytykowali Can za pójście w kierunku disco, zaś samą kompozycję Like Inobe God uznano nawet na najgorszy utwór Can, choć nie można odmówić mu swoistego uroku i przebojowości.
Wieńczący album, krótki, eksperymentalny, niespełna dwuminutowy instrumentalny One More Day, jest połączeniem szybkiego tempa perkusji na tle eksperymentalnego brzmienia syntezatorów w stylu kosmische musik, co bezpośrednio nawiązuje do stylu twórczości zespołów krautrockowych pokroju wczesnego Tangerine Dream, Cluster, Ash Ra Tempel, Faust czy Can pierwszej połowy lat 70, zaś pośrednio zapewne stanowi hołd dla będącego poza zespołem Holgera Czukaya.
Album Out of Reach, jest jednym z tych przykładów w historii rocka, gdzie zespół będący w wyraźnym kryzysie i ku wszelkim przeciwnościom, nagrywa w pełni wartościowy artystycznie materiał; warto pamiętać, że album był jednym z pionierskich w dziedzinie electro-funku; mimo to sam zespół długo się od niego odcinał, uznając go za swoją najgorszą płytę i, pod pretekstem braku udziału w nim Holgera Czukaya - jednego z muzyków z tzw. oryginalnego składu, zespół nie wznawiał płyty w reedycjach CD; nawet na oficjalnej stronie internetowej Can, próżno było szukać tytułu "Out of Reach" w oficjalnej dyskografii zespołu; zupełnie tak, jakby formacja chciała zapomnieć, że kiedykolwiek wydała taki album. Dopiero w sierpniu 2014, nakładem Mute Records ukazało się cyfrowe wznowienie niedocenionego albumu na CD i winylu, choć podobno wbrew woli żyjących muzyków Can.



Newson / 98 MHz to Extinction - album wrocławskiej eksperymentalno-industrialnej formacji Job Karma, wydany w lutym 2001; można go określić mianem płytowego debiutu Job Karmy, bowiem debiutancki materiał Cycles per Second z 1999 roku ukazał się jedynie w formie nagranych własnym sumptem, w dodatku domowym sposobem, formacie CD-r i na kasetach. Jednakże Cycles per Second zwrócił uwagę właściciela niezależnej wytwórni Obuh Wojcka Czerna, który wydał pierwszy pełnowymiarowy album Job Karmy - Newson. Album nagrywany był między styczniem 1999, a lutym 2000, premiery doczekał się rok później, w limitowanym nakładzie 500 sztuk.
Otwierający album utwór Ascension jest dźwiękową podróżą w czasie, do pierwszej połowy lat 70; kompozycja bowiem zawiera duszne i chłodne ambientowe przestrzenie przypominające klimaty z kultowego albumu Tangerine Dream - Phaedra (1974), na które nakładają się przeciągłe brzmienia smyczków oraz industrialne dźwięki przypominające dokonania wczesnego Kluster / Cluster; całość osadzona jest na niezwykle powolnym, ale wprowadzającym w trans beacie, będącym w zasadzie stałą składową całego albumu.
Schekle rozpoczyna masywna porcja nisko granych brzmień analogowych syntezatorów z delikatnymi zagrywkami gitary w tle. Z czasem pojawiają się nieco przetworzone okrzyki przypominające głosy nadzorców nerwowo poganiających robotników na placu budowy bądź w obozie pracy; utwór nabiera rytmu w postaci delikatnego beatu i sekwencerowych pulsów. Odległą syntezatorową przestrzeń wypełnia tło o orientalno-bliskowschodnim klimacie. W finale kompozycja powraca do syntezatorowo-gitarowego motywu początkowego.
W mroczny i niepokojący klimat Moruz wprowadzają niezwykle nisko zagrane partie analogowego syntezatora, na których osadzone są zniekształcone głosy lektorów odczytujących w instytucie Yad Vaszem w Jerozolimie nazwiska ofiar masowej zagłady w KL Auschwitz oraz krzyki bawiących się beztrosko dzieci. Na to zaś nakłada się niezwykle chłodna melodia przypominająca klimaty utworu Throbbing Gristle - Auschwitz, dająca utworowi klimat przeraźliwego dark-ambientu, oddającego grozę dokonanych w hitlerowskich obozach zagłady ludobójstwach.
November jest kolejną muzyczną podróżą w lata 70 - tym razem w rejony krautrocka, nefolku, industrialu i psychodeli; syntezatrorowo-organowe partie osadzone są na ciężkim rytmie metalicznych bębnów, w tle zaś słychać jest liczne dźwięki, od naturalnych - ludzkich krzyków, przyśpieszonego oddechu i szczekania psów, po sztuczne - skrzypienie drzwi, brzęku łańcuchów, wycia syren czy wybuchów.
1913, najbardziej eksperymentalny numer płyty, osadzony jest na niezwykle powolnym beacie, to oczywiście hołd dla manifestu futurystów Luigiego Russolo - The Art. Of Noises, co słychać w eksperymentalnych, przeciągłych brzmieniach generatorów, na które nakładają się wsamplowane zniekształcone odgłosy przemów i śpiewów, pulsujące i rozedrgane syntezatorowo-industrialne hałasy, białe szumy i efekty stereofoniczne oddające to, czego dokonali pionierzy muzyki elektronicznej, począwszy od 1913 roku, po kolejne dekady XX wieku; jest to zarazem kolejna podróż w eksperymenty dźwiękowe lat 50, 60 i 70.
Kończący podstawową wersję albumu Extinction oparty jest na minimalistycznym podkładzie rytmicznym i chłodnej dark-ambientowej przestrzeni, w którą wkomponowano dialogi oraz odgłosy rozwrzeszczanych dzieci; z czasem pojawiają się przeciągłe zgrzyty syntezatora. Utwór przypomina klimaty z trzech ostatnich płyt Cabaret Voltaire: Plasticity (1992), International Language (1993) i The Conversation (1994), bądź też solowego Richarda H. Kirka w analogicznym okresie.
W formie bonusu dodano ponad 20-minutowy utwór z wydanego w maju 2002 mini CD-r 98 Mhz To Extinction w limitowanej serii jedynie 121 sztuk, nagranego w czerwcu 1999, wczesnego materiału grupy; jest to pierwotna wersja Extinction, oparta na tym samym minimalistycznym podkładzie rytmicznym, jednak poszerzona, składająca się z kilku wątków poprzedzielanych dialogami, począwszy od noise'owego w stylu wczesnej twórczości Throbbing Gristle i Boyda Rice'a, przez analogowo-psychodeliczny, dark-ambientowy, po drone'owo-krautrockowy finał.
Newson okazał się być niezwykle ważnym albumem, który stał się kultową pozycją na polskiej scenie eksperymentalnej; dla wielu koneserów eksperymentalno-industrialnych brzmień stał się wręcz białym krukiem, bowiem nakład płyty 500 sztuk rozszedł się bardzo szybko, powodując jej niedostępność, toteż w 2013 roku, nakładem wytwórni Klang Galerie ukazała się jej reedycja jako Newson / 98 MHz to Extinction.
Bez wątpienia Newson zapewnił Job Karmie, pochodzącej z od wieków wielokulturowego i industrialnego Wrocławia, miano najważniejszego i najbardziej kreatywnego polskiego zespołu eksperymentalno-industrialnego, odwołującego się do idei krautrocka i rocka industrialnego, Cabaret Voltaire i Throbbing Gristle, Luigiego Russolo i Art. Of Noises, Karlheinza Stockhousena i Eugeniusza Rudnika.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 560
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115071 autor: Depeche Gristle » 03 lip 2018, 2:45

Can - Flow Motion, 1976;
******
Style: krautrock, disco, reggae, funk, synthpop, art rock, rock industrialny, country, cold wave, dark wave, rock eksperymentalny, rock psychodeliczny, noise, rock elektroniczny, folk, neofolk, future pop, soul, jazz, ambient
Obrazek


Flow Motion - ósmy studyjny album legendarnej formacji krautrockowej Can, nagrany w ich klasycznym czteroosobowym składzie: Czukay - Karoli - Liebezeit - Schmidt, wydany został w październiku 1976 roku; tym razem, choć zespół kontynuował założenia z poprzedniego albumu - Landed (1975), bardziej postanowiono ukazać oblicze Can jako zespołu prezentującego przebojowe piosenki; w tym celu zespół zaangażował inżyniera dźwięku i świetnego tekściarza Petera Gilmoura, który jest autorem wszystkich tekstów na płycie.
Ów przebojowy charakter ujawnia się już wraz z otwierającym album numerem I Want More, będącym połączeniem stylów disco, synthpopu i future popu z odrobiną funku. Z mocnym syntezatorowym pulsem, chwytliwymi, future-popowymi zagrywkami klawiszy (nieco w stylu euro disco) i chóralnymi wokalami całej czwórki muzyków, utwór trafił na singla, który stał się przebojem w Wielkiej Brytanii, docierając do 26 miejsca UK Singles Chart w 1976 roku. Mało tego - Can, jako pierwszy - i jedyny - przedstawiciel sceny krautrockowej wystąpił - ku rozpaczy ortodoksyjnych fanów zespołu - w kultowym programie muzycznym brytyjskiej stacji BBC Top of the Pops, wykonując właśnie I Want More. Kompozycję można uznać za pierwowzór stylu new wave i synthpopowego brzmienia lat 80.
Cascade Waltz, to z kolei niezwykle ciepłe i pogodne hawajskie klimaty reggae połączone z country, osadzone na tle odległego i leniwego brzmienia syntezatora z równie leniwym wokalem Michaela Karoli. Mimo sielankowego klimatu piosenki, nie brakuje tu wcale swoistego niepokoju w postaci partii skrzypiec elektrycznych czy syntezatorowych eksperymentów. Na uwagę zasługują również długie solówki przesterowanej gitary.
Laugh Till You Cry, Live Till You Die kontynuuje łączenie stylów reggae i country, choć już nie w hawajskich klimatach, niemniej utwór, mimo ponurego przesłania, jest niezwykle pogodny - nawet wokal Michaela Karoli jest pogodny, zaś utwór charakteryzuje się dość mocnym przebojowym potencjałem.
...And More, w którym cała czwórka nieustannie powtarza tytułową frazę "And More", oparty jest na dyskotekowym rytmie (a w zasadzie beacie!), chłodnym syntezatorowym podkładzie i funkowych zagrywkach gitary. Numer jest praktycznie protoplastą współczesnego stylu house i techno.
Babylonian Pearl, nawiązujący nieco do dokonań Can z początków lat 70, jest subtelnym połączeniem funku, jazzu, soulu i bluesa z ciepłym wokalem klawiszowca Irmina Schmidta, opowiadającym historię dziewczyny, która pochodzi z kraju, w którym kobieta jest mężczyzną.
Smoke (E.F.S. No. 59), to jeden z najciekawszych numerów albumu, przede wszystkim przez wzgląd na powrót Can do formy czysto eksperymentalnej; masywne, ludowe bębny tworzą podkład rytmiczny pod industrialne brzmienie syntezatora, w którego tle słychać cały szereg pekusjonaliów, plemiennych śpiewów, industrialnych zgrzytów, syntezatorowych hałasów oraz szorstką deklamację Holgera Czukaya.
Utwór finałowy, ponad 10-minutowy tytułowy Flow Motion, z niezwykle oszczędną deklamacją Michaela Karoli, jest kolaboracją reggae i art.-rocka z długimi przesterowanymi solówkami gitar, powolną acz hipnotyczną sekcją rytmiczną, całość zaś osadzona jest na odległym i dość chłodnym syntezatorowym tle z występującymi niekiedy elektronicznymi szumami i efektami stereofonicznymi.
Flow Motion, to bez wątpienia jeden z najciekawszych albumów w dorobku Can, choć z jednej strony niezwykle chłodno przyjęty przez ortodoksyjnych fanów zespołu oraz zwolenników rockowego brzmienia, którzy zarzucili zespołowi pójście w stronę komercji i znienawidzonego przez nich stylu disco, zaś występ w popowym programie brytyjskiej BBC Top of the Pops uznano wręcz za niewybaczalną profanację! Warto też pamiętać, że w tamtym czasie z podobnymi zarzutami komercji i pójścia w kierunku disco spotykali się ówcześni hegemoni rocka, jak David Bowie i Iggy Pop.
Z drugiej strony album ciepło przyjęli fani popu i disco, czego efektem był komercyjny sukces singla I Want More na rynku brytyjskim i wspomniany występ w kultowym programie Top of the Pops, czego dotąd nie doświadczyła żadna krautrockowa kapela.
Po latach jednak sprawiedliwość oddała honor albumowi Flow Motion, bowiem także zwolennicy rocka docenili album, kiedy w 2012 roku wpływowe pismo muzyczne Magnet Magazine przyznało albumowi tytuł "ukrytego klejnotu".
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 560
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115084 autor: Depeche Gristle » 11 lip 2018, 0:10

Cluster & Eno - Cluster & Eno, 1977;
*****
Style: krautrock, ambient, rock elektroniczny, cold wave, experimental,
neofolk, minimal, muzyka poważna

Obrazek

Trans-X - On My Own, 1988;
*****
Style: synthpop, italo disco, future pop, new wave, funk, house
Obrazek


Cluster & Eno - album nagrany w czerwcu 1977 roku przez legendarną formację krautrockową Cluster we współpracy z ojcem chrzestnym ambientu Brianem Eno.
Genezą tej kolaboracji było odejście Briana Eno z macierzystej brytyjskiej formacji Roxy Music w 1973 roku, spowodowane jego fascynacją awangardową niemiecką sceną krautrockową. Eno zdecydował się pójść w stronę awangardy, na co nie miałby szans w popowym Roxy Music, rozpoczął więc karierę solową nagrywając muzykę opartą o brzmienia syntezatorów, charakteryzujące się nastrojową wrażliwością oraz częstym przetwarzaniem dźwięków natury; styl ten Brian Eno określił mianem Ambientu - termin ten szybko został podchwycony i przyjął się wśród słuchaczy, dziennikarzy muzycznych i krytyków. Jednak w celu realizacji swoich muzycznych ambicji, Brian Eno w połowie lat 70 wyjechał do Niemiec, gdzie mógł nawiązać współpracę z podziwianymi przez siebie muzykami formacji Cluster, której album Zuckerzeit (1974) wywarł na nim szczególne wrażenie. Moment ten był przełomowy w twórczości Eno, bowiem w tym samym czasie w Niemczech nagrywali także giganci tamtych czasów, Iggy Pop i David Bowie, z którymi Eno szybko podjął współpracę.
Współpraca Briana Eno z muzykami Cluster - Hansem-Joachimem Roedeliusem i Dieterem Moebiusem - rozpoczęła się w 1975 roku, a miała związek i inną formacją niemieckich muzyków - Harmonią - stanowiącą konglomerat muzyków Cluster z gitarzystą Neu! (i zarazem producentem albumu Zuckerzeit) Michaelem Rotherem, z którym, jako trio Harmonia, w latach 1973-75 nagrali dwa albumy: Musik Von Harmonia (1974) i Deluxe (1975). I właśnie po nagraniu tego drugiego albumu, w 1975, Brian Eno został zaproszony do studia we wsi Frost, gdzie nagrywali Cluster i Harmonia i, w 1976 jako Harmonia 76 & Eno, muzycy zarejestrowali materiał do albumu Track and Traces, który premiery doczekał się... dwie dekady później.
Rok później, w czerwcu 1977, już pod szyldem Cluster & Eno, muzycy nagrali materiał na album zatytułowany po prostu "Cluster & Eno", co prawda już nie tak różnorodny i progresywny jak Track and Traces, ale w całości instrumentalny o wyraźnej charakterystyce ambientowej. Album nagrywany był w studiu Conny'ego Planka w Kolonii, a do współpracy zaproszono również tak wybitnych niemieckich muzyków eksperymentalnych, jak Holger Czukay (Can) czy Asmus Tietchens.
Otwierający album utwór Ho Renomo oparty jest na prostych partiach fortepianowych, odległym syntezatorowym tle i orientalnych zagrywkach gitary Okko Beckera.
Schöne Hände, to kompozycja wibrujących delikatnych elektronicznych dźwięków i eksperymentów syntezatorowych oraz stanowiących muzyczne tło odległych klawiszowych zagrywek i basu.
Steinsame stanowi kolaborację syntezatorowej ambientowej przestrzeni z mocno przetworzonymi i przytłumionymi riffami gitary; utwór idealnie nadający się na końcowe napisy hollywoodzkiej superprodukcji z lat 70 z Dustinem Hoffmanem w roli głównej, podobnie zresztą, jak mocno budzący skojarzenia z muzyką filmową Wehrmut z mocnymi fortepianowymi partiami na pierwszym planie, dla których ambientowo-syntezatorowe jesienne przestrzenie z pogranicza jawy i snu stanowią idealne tło.
Mit Simaen, zaledwie półtoraminutowy przerywnik muzyki klasycznej przypominającej dzieła Chopina bądź Ryszarda Wagnera, oparty jest wyłącznie na partiach klasycznego fortepianu.
Selange, jako jedyna kompozycja albumu posiada perkusyjną sekcję rytmiczną. Utwór składa się z dynamicznych zagrywek fortepianu, na chłodnym ambientowo-syntezatorowym tle.
Die Bunge nawiązuje stosunkowo bardziej do twórczości Cluster z albumu Zuckerzeit; utwór oparty jest na pulsie sekwencera oraz pogodnych i chwytliwych zagrywkach syntezatora z niewielkim udziałem fortepianu.
One jest z kolei swoistą podróżą do starożytnych Indii, bowiem kompozycja opiera brzmienie na tradycyjnym hinduskim instrumentarium współgrającym z psychodeliczną elektroniką, tworząc tym samym muzyczny obraz mistycyzmu i duchowe przeniesienie się w czasie i przestrzeni. To najbardziej niesamowity moment całego albumu.
Album zamyka klasycznie ambientowa kompozycja Für Luise o anielskiej lekkości ciepłych i subtelnych brzmień klawiszy uderzających z częstotliwością morskich fal w czasie upalnego dnia na plaży.
Cluster & Eno jest jednym z najważniejszych albumów w historii muzyki elektronicznej; jest też uznawany za klasykę ambientu.
Album przyniósł ponadto popularność i rozgłos Cluster w Wlk. Brytanii i USA; do współpracy Hansa-Joachima Roedeliusa i Dietera Moebiusa zaprosił sam David Bowie, zaś sami muzycy Cluster współpracowali z Brianem Eno (pod różnymi zresztą szyldami) jeszcze przez kolejną dekadę.


On My Own - trzeci album kanadyjskiej formacji synthpopowej Trans X, wydany w 1988 roku.
Założycielami Trans X byli klawiszowiec Steve Wyatt oraz były muzyk Cybernium, wokalista i klawiszowiec Pascal Languirand, którzy w 1981 roku wylansowali futurystyczno-synthpopowy numer w stylu Kraftwerk Vivre Sur Video, który szybko stał się przebojem w Kanadzie, siłą rzeczy muzycy nagrali anglojęzyczną wersję przeboju - Living on Video - która, w dobie szczytu światowej popularności synthpopu, stała się przebojem w Europie i USA. Sukces singla zachęcił Trans X do wydania w 1983 debiutanckiego albumu zawierającego przebój Living on Video - Message on the Radio.
Mimo iż album zawierał przebój Living on Video, pozostałe pochodzące z niego single przeszły w zasadzie bez echa, w związku z czym z zespołu odszedł Steve Wyatt, zaś w jego miejsce Pascal Languirand dokooptował do zespołu atrakcyjną wokalistkę Laurie Gill, która, obok Pascala, gościnnie śpiewała już na albumie Message on the Radio.
Na bazie wielkiego przeboju Living On Video w 1986 roku, Trans X wydał album pod tym samym tytułem, który de facto zawierał częściowo materiał z Message on the Radio uzupełniony o premierowe kompozycje. Tym razem, mimo ery już zmierzchu synthpopu, album osiągnął spodziewany sukces, bowiem na popularności zyskała włoska odmiana synthpopu - Italo Disco.
Sukces albumu Living On Video i popularność nurtu italo disco sprawiła, że zespół pracując nad kolejnym albumem, nagrywał go właśnie pod ten nurt. W międzyczasie z zespołu odeszła Laurie Gill, jej miejsce zajęła Lady D. - prywatnie Denise Languirand, żona Pascala.
Album On My Own ukazał się w 1988 roku, w szczycie popularności italo disco. Płytę otwiera kompozycja One For Me, One For You, będąca kolażem italo disco i funku, choć to w zasadzie jedyny funkowy akcent płyty, bowiem piosenki takie jak Someday You Will Be Mine, Show Me Something New oraz Dreams I Have Had, to klasyczne przykłady italo disco z elementami new wave i future popu z przełomu lat 70 i 80. Z kolei utwory: Lady Of My Nights (z charakterystycznym wyraźnym riffem gitary), Maria i Tomorrow przypominają (nawet wokalnie) dokonania Limahla, zaś we wspomnianym Tomorrow słychać również wpływy The Human League z albumu Crash.
O wiele silniejsze wpływy The Human League (z albumów Dare i Hysteria), w połączeniu z wpływami disco lat 70 słychać w najbardziej przebojowej piosence albumu - Cover Girl.
Najlepszym jednak numerem albumu jest utrzymany w stylu synthpop-future pop z wczesnych lat 80, transowy Hey Boy Get It Right, gdzie dość mocno słychać echa wczesnych dokonań The Human League, Depeche Mode, a nawet Kraftwerk i Cabaret Voltaire z albumów The Crackdown i Micro - Phonies.
Album rozszerzono o bonusowe numery w postaci remixów przebojów z poprzednich albumów Trans X. Warto wspomnieć o Ghost (USA Mix), który uderzająco wręcz przypomina zarówno w warstwie brzmieniowej, stylistycznej, jak i w sekcji rytmicznej... nasz polski Papa Dance! Wiadomo już więc skąd Papa Dance ery Pawła Stasiaka czerpał swoje inspiracje.
Ponadto, Something's In The Air, to klasyczne połączenie italo disco i future popu początku lat 80, klasycznie italo discowe, przypominające stylem dokonania Fancy'ego są piosenki: Josée (French Version), Ich Liebe Dich (I Love You) (Continental Mix) i Message A La Radio (12" French Version). Z kolei The Safety Dance (Alternate Mix) jest bardziej synthpopowo-future popową kompozycją w stylu The Twins (muzycznie) i Falco (wokalnie).
Rzecz jasna nie mogło zabraknąć wizytówki Trans X - Living On Video - i to aż w dwóch wersjach: klasycznej Radio Mix i mocno wydłużonej Dub Mix.
Mimo szczytu popularności italo disco na europejskich i amerykańskich parkietach, album On My Own nie odniósł spodziewanego sukcesu komercyjnego, choć dziś jest uważany za klasykę italo disco. Być może, gdyby album na singlu promowany był przez mega przebojową Cover Girl, nie zaś przez dość infantylną piosenkę Maria, sprawy miałyby się zupełnie inaczej, a tak, przez wzgląd na komercyjną porażkę płyty On My Own, Trans X zawiesił działalność na kolejne siedem lat.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 560
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115086 autor: Depeche Gristle » 17 lip 2018, 0:36

Alles - Culture, 2016;
******
Style: nowa fala, synthpop, industrial, rock elektroniczny, cold wave, dark wave, future pop, ebm, noise, experimental, postpunk, minimal, ambient
Obrazek


Culture - drugi album łódzkiej formacji electro-clashowej Alles, której korzenie wywodzą się z łódzkiej sceny indie rockowej, bowiem skład Alles tworzą wokalista związany z post-punkowym Pornohagen Paweł Strzelec oraz ex gitarzysta Bruno Schulz Marcin Regucki. Muzycy Alles postanowili porzucić dotychczasowe gitarowe brzmienia, na rzecz stylu łączącego polską nową falę z analogowo-retrospektywnymi brzmieniami syntezatorów, tworząc tym samym specyficzny rodzaj electro-clashu, co uwidacznia się na debiutanckim albumie Alles - Post, wydanym w 2014 roku.
Alles od samego początku nie był obojętny na sprawy bieżące, dotyczące polskiego społeczeństwa, takie jak m.in. odradzający się faszyzm, ksenofobia, zawłaszczanie historii i bohaterów narodowych oraz rządy złodziei, nie tylko rozkradających kraj, ale w dodatku przymykających oko na powyższe problemy. Choć początkowo zaangażowanie zespołu w sprawy polityczne i społeczne było jeszcze w miarę umiarkowane, album Post zawiera bowiem muzykę o bardziej tanecznym charakterze z niewielkim zaangażowaniem polityczno-społecznym. Przełom zapowiadała wydana zimą 2016 roku EP-ka Together We Are, na której Alles zaprezentował covery klasyków polskiego punkowego buntu z lat 80, takich jak Dezerter, Post Regiment, Apatia i Guernica y Luno, zaaranżowane na agresywny electro-clash.
Nie bez znaczenia na radykalizację muzyki i tekstów zespołu miały niepokojące zmiany społeczno-polityczne w Polsce po dojściu do władzy populistów, za którymi na piedestał wybiły się masy zarówno jawnych idiotów, jak i pseudointelektualistów, tworząc system przypominający ten sprzed 1989 roku. Także w społeczeństwie zaczęło wyraźnie dochodzić do podziałów, nastąpił też wzrost niezadowolenia społecznego. Sytuacja zaczęła przypominać nieco burzliwe lata 80, kiedy swój sprzeciw wobec panującego systemu wyrażały zespoły punkowe i nowofalowe, gdzie głównym polem manifestu był legendarny festiwal FMR Jarocin.
W trudnych współczesnych czasach Alles postanowił sięgnąć zatem do wzorców z trudnych czasów lat 80, łącząc styl polskiej nowej fali, punka i anarchii w tekstach z surowym syntezatorowym chłodem, industrialnym zgrzytem, analogowym brzmieniem i ciężkim mechanicznym beatem automatu perkusyjnego, co ujawniło się na wydanym 20 listopada 2016 albumie Culture.
Początek albumu wcale jednak nie zapowiada wspomnianej radykalizacji Alles, bowiem tytułowy utwór Kultura poprzedzają łagodne i przyjazne syntezatorowe nuty muzyki Chopina zagrane gościnnie przez Pawła Cieślaka, jednakże chwilę później następuje brutalne przewinięcie taśmy, po którym wraz z surowym i niskim brzmieniem klawiszy pojawia się chłodny, bezkompromisowy manifest Pawła Strzelca o kulturze i wychowaniu patriotycznym jakie otrzymujemy i na, które nikt z nas nie ma wpływu, a mimo to, jesteśmy winni szacunek naszej kulturze i historii. Utwór nabiera industrialno-synthpopowego stylu z retrospektywnym brzmieniem oscylującym gdzieś pomiędzy Depeche Mode, a D.A.F. Pojawia się tu również istna lingwistyczna Wieża Babel w postaci wypowiadanych w różnych językach słów o kulturze przez przedstawicieli różnych nacji.
Lament, jest najbardziej wielowątkowym utworem albumu, poczynając od ludowych kobiecych zaśpiewów w introdukcji, przez pulsujący EBM-industrial, electro-clash, po brzmienia orkiestrowe, tekst zaś jest anarchistyczny, przypominający piosenki Aya RL z lat 80, o wrogości świata na zewnątrz, któremu trzeba stawić czoło.
Protestsong Dezintegracja obarczony jest dusznym i brudnym brzmieniem klawiszy oraz ciężkim mechanicznym, przyśpieszającym w refrenie beatem automatu perkusyjnego. Kompozycja bezlitośnie obnaża i wyśmiewa w tekście głupotę, arogancję, prostactwo, kompleksy i małostkowość ludzi demonstrujących w kominiarkach tzw. "polski patriotyzm", będących pochodną złej edukacji i poddawania stałej indoktrynacji ze strony władzy i kościoła. Jest tu też obnażona głupota polskiej mentalności, przeciw czemu Alles wyraźnie protestuje słowami refrenu, wypowiadanymi łamaną polszczyzną przez obcokrajowców, jak i wykrzyczanymi przez Pawła Strzelca: "Wszystko czego chcemy, nie ma nic wspólnego z wami / najpierw jesteśmy ludźmi, dopiero później narodami!".
Konflikt wyraża niezadowolenie z panującej aktualnie sytuacji i ogólnie z marazmu codziennego życia, jednakże utwór zaskakuje szybkim i tanecznym rytmem, ciepłym synthpopowo-future popowym brzmieniem retro z początków lat 80 w stylu wczesnego Depeche Mode, Eurythmics czy Yazoo. To najbardziej przebojowa część albumu, wyraźnie nawiązująca do poprzedniej płyty Alles - Post.
Miasto Duchów stanowi prawdziwą lekcję historii oraz przestrogę, do czego prowadzi nienawiść i faszyzm. Tekst opowiadany jest z perspektywy ofiar Holocaustu, zaś puentę stanowi wymownie wykrzyczane antyfaszystowskie zdanie "nigdy więcej!" Mimo ponurego przekazu, chłodnych przestrzeni wypełnionych dzwonieniem i mrożącymi krew dźwiękami partii skrzypiec na początku, utwór rozkręca się w pulsującym tempie, nabierając początkowo synthpopowo-zimnofalowego, potem zaś EBM-owego wyrazu. Na uwagę zasługują tu niesamowite smyczki i partie saksofonu.
Drama utrzymana jest w industrialnym duchu Skinny Puppy i Front Line Assembly, zaś tekst jest opowieścią o sfrustrowanym outsiderze pragnącym uciec w szaleństwo lub w śmierć.
Gloria Victis z wyraźnym przesłaniem antywojennym zawiera najbardziej zimne, ponure i surowe syntezatorowe dark-ambientowo-industrialne brzmienia spod znaku Suicide, chwytliwą, pozornie niepasującą zagrywkę klawiszową i zagrzewający do boju rytm automatu perkusyjnego.
Homo, z tekstem o surrealistycznych ludzkich zachowaniach, rozpoczyna się od wibrujących psychodelą analogowo-futurystycznych dźwięków (przedzielonych gongami) rodem z Kraftwerk i wczesnego The Human League, których to wpływy słychać w pierwszej fazie utworu z czasem przechodzącego w coraz cięższe, bardziej hałaśliwe i industrialne formy, choć nie brak tu wcale synthpopowego pulsu na zgrzytliwym tle.
Zamykająca album krótka, 2-minutowa kompozycja Ziemia Niczyja, wypełniona jest w całości syntezatorowym tłem w stylu futurystycznych reklam z lat 60 i 70, bądź dokonań Perrey and Kingsley i Raymonda Scotta z lat 60, lub wczesnego Jeana-Michela Jarre'a. Analogowe tło uzupełnia w krótkich zdaniach ponura konkluzja dotycząca współczesnego zantagonizowanego społeczeństwa. Krótki, pesymistyczny tekst, który idealnie podsumowuje cały, jakże ponury, ale za to wielce wymowny album.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


zabapinkfloyd
Doświadczony
Posty: 83
Rejestracja: 12 paź 2017, 9:26
Jestem muzykiem: Nie
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 51
Status: Offline

Post #115090 autor: zabapinkfloyd » 18 lip 2018, 23:27

kurde :) jestem pełen uznania długich wpisów :) nie czytałem ich ale podziwiam zaangażowanie i całą resztę :) skrótowo pisząc - szczerze podziwiam Was :) od dawna palce mi się trochę wykrzywiają ale pewnie nigdy nie napiszę recenzji żadnej płyty bo nie mam o tym pojęcia :)

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Stary wyga
Posty: 436
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #115093 autor: Sublime » 19 lip 2018, 13:12

Zasadniczo to cały czas czegoś słucham, także musiałbym się tu udzielać codziennie, ale nie ma co zalewać forum ciągłymi własnymi odpowiedziami na własne pytania na przykład. ;)

I tak z tych ostatnio słuchanych;

1. No to przede wszystkim King Crimson, tym razem epoka lat dziewięćdziesiątych i THRAK, ale też i ConstruKction of Light. Ta pierwsza to w zasadzie taki bardziej modern Red w najprostszym skrócie, ale tylko w teorii, bo też jest niesamowicie charakterna, szczególnie pod względem aranży i tekstów, ale to nigdy nie było i zasadniczo nie jest wielką bolączką Frippa i spółki - zawsze jest jakaś myśl przewodnia, nie ma nieplanowanych niedopowiedzeń. Ta druga to trochę tak jakby Autechre mieli się brać za rocka progresywnego - i ta płyta też dla mnie swoje wygrywa, szczególnie w wersjach koncertowych. (mimo trochę przestarzałych obecnie elektronicznych patentów używanych przez Mastelotto w tamtym okresie)

2. Nudna i co to dużo ukrywać zdecydowanie rozczarowująca mnie In the Land of Pink and Grey dobrze znanego zespołu Caravan. Wydaje mi się, że w kwestii brzmienia i pewnych rozwiązań była już przestarzała w momencie wydania. Mimo to kilka momentów broni się na tyle, na ile można czasem tej płyty przesłuchać. (chociażby Winter Wine czy druga część Nine Feet Underground) W przypadku takich solówek gitarowych natomiast wydaje mi się, że równie dobrze mogłyby być zagrane zupełnie inaczej, a i tak nie byłoby większego problemu. Absolutnie bezjajeczne i bez pomysłu, w ogóle się nie sprawdzają, zero chęci do kolejnego odsłuchu akurat w tym aspekcie.

3. Pozytywnym zaskoczeniem było dla mnie z kolei pierwsze spotkanie z Death Grips, czyli dość kontrowersyjną grupą hip-hopową. Mocne, eksperymentalne, świeże aranże do całkiem przemyślanych i interesujących tekstów. W szczególności na słuchanej przeze mnie No Love Deep Web z dość osobliwą okładką... wszystko to się sprawdza, robi wrażenie i zostaje w pamięci. Chce się więcej. Stanowczo nie dla konserwatywnych słuchaczy.
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Studio Nagrań : Zastrzeżenia